WIELCY TEOLOGOWIE XX WIEKU

Elizabeth A. Johnson

Bóg jako matka

JÓZEF MAJEWSKI

 

Jeszcze przed dwudziestu laty nazwi sko Elizabeth A. Johnson w teologii było prawie zupełnie nieznane. W głośnej wtedy książce prezentującej stan „Współczesnej teologii 1946–1980”

R. Winlinga (1983) – o niej głucho. Na początku lat osiemdziesiątych amerykańska teolożka dopiero zaczynała robić poważniejsze samodzielne kroki w teologii. Jedynie co bardziej wnikliwi czytelnicy specjalistycznych periodyków teologicznych mogli wówczas zwrócić uwagę na kilka jej artykułów. Dzisiaj Johnson, rozwijając teologię w perspektywie feministycznej, zalicza się do ścisłego grona najwybitniejszych postaci refleksji teologicznej. Jej dzieła tłumaczone są na wiele języków świata (niemiecki, portugalski, hiszpański, włoski, francuski czy nawet koreański). W Polsce nie ma przekładu żadnego jej tekstu – teologię Johnson zakrywa u nas obłok niewiedzy.

Feminizm w habicie

Wokół teologii feministycznej narosło u nas wiele negatywnych mitów, uprzedzeń czy przesądów. Pomijając nieliczne próby jej pogłębienia, zazwyczaj traktuje się ją jako jedno z największych zagrożeń dla życia kościelnego i społecznego, bezkrytycznie posądzając o „politykę” proaborcyjną i antyrodzinną, propagandę antymęską i antyklerykalną i – w końcu – antykatolicką. Zapewnienia, że jest to obraz bardzo jednostronny, poważnie rozmijający się z wielowymiarową i skomplikowaną rzeczywistością teologii feministycznej i bardzo krzywdzący dla wielkiej rzeszy teolożek, zazwyczaj uważa się za mydlenie oczu. Przykłady pozytywnego wpływu tej teologii na nauczanie ostatnich papieży traktuje się z niedowierzaniem lub... pomija milczeniem.

Niestety, sama teologia feministyczna nie może się u nas bronić, choćby dlatego, że na półkach naszej biblioteki teologicznej brak nawet zupełnie podstawowej literatury teologiczno-feministycznej. Niewiedza – mawiał Sokrates – jest przyczyną zła. A słowa starożytnego mędrca doskonale sprawdzają się w przypadku dotychczasowej recepcji teologii feministycznej w Polsce. A trzeba dodać, że twórcami pokaźnej części teologii feministycznej są... katolickie zakonnice! Feministki w habitach – toż to u nas nie do pomyślenia! Sama Elizabeth A. Johnson jest właśnie zakonnicą.

Teologiczna myśl s. Johnson charakteryzuje się niezwykłą – w dobie specjalizacji i fragmentaryzacji wiedzy (też teologicznej) – wszechstronnością, która znamionuje dzisiaj tylko nieliczną grupę najwybitniejszych postaci „sacra scientia”. Z równą swobodą – i oryginalnością ujęcia – porusza się po chrystologii (dzieło: „Consider Jesus. Waves of Renewal in Christology” [1992]), mariologii (liczne artykuły; w najbliższym czasie ma ukazać się osobna książka o tajemnicy Maryi), eklezjologii („Friends of God and Prophets. A Feminist Theological Reading of the Communion of Saints” [1998]), teo-ekologii i pneumatologii („Women, Earth and Spirit” [1993]), teologii biblijnej („Pauline Theology: Looking Back, Pressing On” [redaktorka dzieła zbiorowego; 1997]) czy teologicznej nauce o Trójcy Świętej („She Who Is. The Mystery of God in Feminist Theological Discourse” [1993]). Chociaż w każdej z tych dziedzin wyraziła swoje niepowtarzalne całościowe spojrzenie na podstawowe kwestie teologiczne, tak że żaden szanujący się dziś podręcznik teologiczny nie może pominąć jej stanowiska, do historii teologii przejdzie – jak na razie – swoją chrystologią i mariologią, a szczególnie – jak się już powszechnie uważa – fundamentalnym dziełem o Trójcy Świętej. Praca „She Who Is” („Ona, która jest”) to nie tylko kamień milowy w feministycznej refleksji nad doktryną Trójjedynego Boga, ale również zasadnicze wyzwanie dla tradycyjnego i kościelnego rozumienia tajemnicy Trójcy Świętej.

W niniejszej prezentacji siłą rzeczy w bardzo uproszczony i fragmentaryczny sposób skupię się przede wszystkim na tych trzech dziedzinach teologicznej myśli s. Elizabeth Johnson. Mając jednak na uwadze słabą znajomość w Polsce teologii feministycznej, wypada zacząć od kilku słów na temat teologii feministycznej w ogóle, co ma i tę zaletę, że pozwoli ustalić miejsce amerykańskiej zakonnicy na bogatej mapie tego nurtu teologii.

Źródła teologii feministycznej

U źródeł teologii feministycznej spoczywa doświadczenie dyskryminacji kobiet. Od tego grzechu nie jest wolne chrześcijaństwo, które poprzez wieki stworzyło patriarchalne struktury, wyznaczające kobietom drugorzędne i podporządkowane – wobec mężczyzn – miejsce, nie respektujące ich pełnej ludzkiej godności i nie pozwalające im na wyrażanie się swoim własnym głosem. Teologia feministyczna zmierza – poprzez refleksję nad Objawieniem – do obrony tej godności i zlikwidowania wszelkich form dyskryminacji.

Dzisiaj nikt rozsądny nie przeczy, że w chrześcijaństwie powstawały struktury dyskryminacji kobiet. Kościoły oficjalnie przepraszają za ten grzech i proszą o przebaczenie. A chociaż wiele się obecnie robi dla likwidacji tego rodzaju struktur, to oczywiste jest, że nie znikły wszystkie pozostałości dyskryminacji kobiet w Kościele. Nie jest łatwo i szybko całkowicie uwolnić się od ciążenia przeszłości, chociaż sporo obecnie robi się w tym względzie. „Trzeba w tym kierunku iść dalej!” – napisał Jan Paweł II we słynnym Liście do kobiet (1995).

Powtórzmy: teologia feministyczna wyrasta z doświadczenia dyskryminacji kobiet w Kościołach. Jej przedstawicielki jednak rozmaicie widzą szczegóły tego zjawiska i proponują różne drogi prowadzące do wyzwolenia kobiet. Teologia feministyczna nie tworzy zwartego i jednorodnego ruchu. Najogólniej mówiąc, można wyróżnić w nim dwa wielkie nurty: reformacyjny i rewolucyjny. Skrzydło reformacyjne w odróżnieniu od rewolucyjnego, którego przedstawicielki nie widzą szans na uleczenie patriarchalnych Kościołów i dlatego z nich występują, żyje nadzieją na zre-formowanie patriarchalnie zde-formowanych struktur chrześcijaństwa.

Teologiczna myśl Elizabeth A. Johnson dobrze sytuuje się w reformacyjnym nurcie teologii feministycznej.

Obraz Boga

W jednym z artykułów amerykańska teolożka wskazuje na zasadniczy punkt krytyki teologicznofeministycznej: główną odpowiedzialność za dyskryminację kobiet w chrześcijaństwie ponosi tradycyjna koncepcja Boga, ukazująca Go wyłącznie w kategoriach męskich, usprawiedliwiając tym samym podrzędny status kobiet w Kościele.

Oczywiście, Bóg nie jest ani mężczyzną, ani kobietą. Jego tajemnica, powiedzielibyśmy, unosi się ponad poziomem płciowości. Niemniej – według s. Johnson – nie jesteśmy w stanie mówić o Bogu, nie odwołując się do symboli i metaforyki z życia ludzi, mężczyzn i kobiet. Problem w tym, że w ciągu historii główny i oficjalny nurt teologii chrześcijańskiej dla tego, co Boskie, zarezerwował wyłącznie kategorie męskie, radykalnie eliminując kobiece. Wystarczy – dodam – przyjrzeć się naszemu codziennemu językowi o Bogu, by łatwo zdać sobie z tego sprawę: nazywamy Go Stwórcą, Władcą, Panem, Stworzycielem, Oblubieńcem, Królem, Ojcem, Synem, Zbawicielem, Sędzią itp.

Istnieje, uważa Johnson, jakaś istotna więź między obrazem Boga a konkretnym kształtem życia Kościoła. Jeżeli Bóg posiada jedynie rysy męskie i jeżeli to, co kobiece, nie jest godne nazywać Jego tajemnicy, to nobilituje to samych mężczyzn, wyznaczając im nadrzędną rolę w Kościele, a kobietom rolę pośledniejszą, drugorzędną i podporządkowaną. W takim świecie trudno kobiecie przeżywać swoją świętość czy tożsamość jako osoby stworzonej na podobieństwo Boże. Stąd wniosek: droga do obrony pełnej ludzkiej i chrześcijańskiej godności kobiet wiedzie poprzez „nowy” obraz Boga, którego tajemnicę można by wyrażać poprzez kategorie, symbole i metaforykę kobiecą.

Teolożki feministyczne proponują różne ujęcia Boga. Niektóre przyjmując, że tradycja judeochrześcijańska z istoty wiąże Boga z modelem dominacji mężczyzn, porzucają ten krąg religijny na rzecz żeńskich bóstw czy Bogini. Przedstawicielki tego kierunku w ogóle rezygnują z pojęcia „Bóg”. Inne z kolei odkrywają w judaizmie i chrześcijaństwie elementy użyteczne i pomocne dla wyrażenia tajemnicy Bóstwa: tradycja prorocka, wyjścia z niewoli egipskiej czy historia Jezusa z Nazaretu. Przedstawicielki tego nurtu proponują zupełnie nowy sposób nazywania Bóstwa: (np.) posługują się nieprzetłumaczalnymi słowami, jak God/ess (łącząc ze sobą męskiego „Boga” i kobiecą „Boginię”) czy G-d lub G*d (wyrażając w załamywaniu się i niejednoznaczności ludzkiego języka Niewypowiedzianą Tajemnicę). Jeszcze inne pozostają przy tradycyjnym słowie „Bóg”, niemniej starają się osłabić jego patriarchalne konotacje, łącząc to słowo z żeńskimi metaforami i zaimkami, jak np. „Bóg jako Matka” czy „Bóg... Ona”. Do tego trzeciego nurtu należy myśl Elizabeth Johnson.

Wyjątkowość jej stanowiska polega m.in. na tym, że prezentuje (o ile mi wiadomo – pierwszą tak) konsekwentną i całościową feministyczną interpretację doktryny o Bogu Trójjedynym. Charakterystyczne też, że jej droga do „nowej” koncepcji Boga wiedzie przede wszystkim poprzez mariologię i chrystologię.

Od Maryi Matki do Boga Matki

Teologii feministycznej zawdzięczamy dziś odkrycie w Piśmie Świętym i różnych marginalnych nurtach tradycji chrześcijaństwa kobiecego, a szczególnie macierzyńskiego obrazu Boga (por. np. Iz 49,15; 66,13 czy Ps 131,2-3). Odkrycie to do tego stopnia stało się już wspólnym dobrem współczesnej teologii, że znalazło miejsce również w nauczaniu dwóch ostatnich papieży. Jan Paweł I nie wahał się nauczać: „Bóg jest naszym Ojcem; więcej – jest dla nas także Matką”. W doświadczeniu ludu Biblii Bóg ukazywał swoje wielorakie oblicza, objawiał też oblicze macierzyńskie. Niestety ta biblijna tradycja nie znalazła uznania w tradycyjnej teologii.

Johnson podkreśla, że chociaż metaforyka kobieco-macierzyńska znikła, jako niegodna, z tradycyjnego obrazu Boga, to jednak nie znikło kobieco-macierzyńskie doświadczenie Boga w życiu wiary. Zdaniem amerykańskiej zakonnicy w ciągu wieków maskulinizacji obrazu Boga te Jego atrybuty, które można nazwać kobiecymi i macierzyńskimi, owszem, podlegały procesowi usuwania z teologii; nie ginąc jednak bezpowrotnie, ale znajdując dla siebie miejsce... w mariologii. Matczyność Boga znalazła swoją „przystań” w Maryi. Johnson pisze: „Kobiece obrazy Boga (...) konieczne do pełnego wyrażenia tajemnicy Boga, a wyparte z oficjalnych formuł, przeszły na osobę tej kobiety. Maryja stała się ikoną Boga”. Ten historyczny zabieg „przeniesienia” macierzyństwa Boga na Maryję można odkryć np. w „tradycyjnie” katolickim przeciwstawianiu miłosiernej, łagodnej, współczującej, bliskiej, bolejącej, przepełnionej ciepłem – po prostu – kobiecej i matczynej Maryi Matki surowemu, sprawiedliwemu, karzącemu, dalekiemu, budzącemu strach i grozę, w istocie nieczułemu, męskiemu Bogu Ojcu.

Mariologia w historii Kościoła przechowała macierzyńskie atrybuty Boga. Można by rzec, w procesie patriarchalizacji teologii i struktur Kościoła uratowała je dla wiary, decydując o jej równowadze. Dzisiaj – twierdzi Johnson – nastał czas, aby macierzyńska metaforyka wróciła na właściwe „miejsce”, czyli do Boga. To przede wszystkim Bóg jest naszą czułą i miłosierną Matką.

Chrystus – Mądrość Boża

Ścisłe powiązanie męskości z Boskością – jak wykazuje Johnson – dokonało się przede wszystkim za sprawą tradycyjnego nauczania o Chrystusie. W tradycyjnej chrystologii najważniejsze znaczenie przypisuje się tytułowi Syn Boży. Z niego wyprowadza się prawdę o zbawczej jedyności i wyjątkowości Chrystusa, a szczególnie prawdę o Jego Boskiej tożsamości. Wynikać to ma przede wszystkim z faktu, że w Ewangeliach Bóg bardzo często nazywany jest Ojcem Jezusa. Podkreśla się, że czyni się tak ponad 170 razy! Tymczasem – zauważa siostra Johnson – tradycyjna chrystologia nie wyprowadza konsekwencji z jednego podstawowego faktu: „Statystyka słów pokazuje, że Ewangelie o Bogu jako Ojcu mówią ze wzrastającą częstotliwością [biorąc pod uwagę kolejność powstania Ewangelii, od najstarszej do najmłodszej]: 4 razy w Ewangelii Marka, 15 – Łukasza, 47 – Mateusza i 109 – Jana”.

Zjawisko wzrastania tej częstotliwości – zdaniem nie tylko Johnson – w istocie świadczy nie tyle o tym, że sam Jezus często nazywał Boga Ojcem, ale o tym, że wraz z upływem czasu pierwotne wspólnoty chrześcijan zaczęły przypisywać temu „imieniu” coraz większe znaczenie. Trudno się dziwić temu zabiegowi, zważywszy na fakt sukcesywnego umacniania się dominującej roli mężczyzn w Kościołach pierwszych wieków i patriarchalizacji struktur chrześcijaństwa.

Zresztą, dodaje Johnson, wcale nie jest oczywiste, że to właśnie tytuł Syna Bożego naprowadził refleksję wiary pierwszych chrześcijan na Boską tożsamość Chrystusa. Nie musi tak być, nawet jeśli Jezus z Nazaretu radykalnie odróżniał swoje synostwo Boże od synostwa (lepiej: dziecięctwa, bo trudno mówić o synostwie córek) innych ludzi. Owa różnica nie musiała w sposób ewidentny prowadzić wiary pierwszych chrześcijan do odkrycia, że ich Mistrz jest Bogiem. W każdym razie tytuł „Syna Bożego” w żydowskich źródłach, w tym w Biblii Izraela, nie wskazywał na Boskość. Na nią natomiast wskazywał inny tytuł, inna postać Starego Testamentu: Mądrość Boża. W chrystologii Elizabeth Johnson refleksja nad tajemnicą Mądrości Bożej zajmuje fundamentalne i centralne miejsce, decydując o oryginalności jej koncepcji Boga.

Mądrość Boża, hebr. „Hokmah”, grec. „Sophia” – w każdym przypadku rodzaj żeński – występuje w wielu księgach Starego Testamentu: Hioba, Przysłów, Syracha, Barucha i Mądrości. Konsekwentnie pojawia się jako postać kobieca, jak żadna inna w Starym Testamencie powiązana z Bogiem, wyrażając Jego transcendencję, ale równocześnie zbawczą bliskość, zamieszkiwanie z ludźmi. Ona była z Bogiem przed stworzeniem świata, przez Nią Bóg go stworzył, przez Nią wybawia Izraela, zbawia ludzi, jest uosobieniem miłości Boga do ludzi, Ona czyni ludzi przyjaciółmi Boga, woła: „Chodźcie, nasyćcie się moim chlebem, pijcie wino, które zmieszałam” (Prz 9,5). Ostatecznie biblijna Mądrość Boża – pisze Johnson – w żydowskiej myśli jest po prostu „Bogiem, objawiającym się i znanym”.

Postać Mądrości Bożej – jak ukazują to pisma nowotestamentalne – odegrała zasadniczą rolę w rozwoju chrystologii, rozumienia tajemnicy Jezusa Chrystusa. Motywy mądrościowe odnoszone do Jezusa znajdziemy np. u Mateusza, w takich listach św. Pawła, jak: Pierwszym do Koryntian i do Kolosan, oraz – szczególnie w Ewangelii Jana. Jezus ukazany jest tu jako sama Mądrość Boża, jako wcielenie Mądrości, Jej personifikacja.

Tradycja o Boskiej Mądrości legła u fundamentów doktryny o Wcieleniu i otworzyła refleksję wiary na tajemnicę Boskości Jezusa Chrystusa. A jeżeli tak – podkreśla Johnson – to to, co najgłębsze w tajemnicy Chrystusa, co ma decydujące znaczenie dla tożsamości chrześcijańskiej, zostało wyrażone poprzez postać kobiecą! O ile tradycyjna chrystologia z relacji między Bogiem (Ojcem) i Chrystusem (Synem) wyklucza to, co kobiece, o tyle chrystologia mądrościowa to, co kobiece, do tej relacji – między Bogiem (Matką) i Chrystusem (Mądrością) – włącza. W świetle tradycyjnej chrystologii kobieta nie może oficjalnie reprezentować Chrystusa, w świetle chrystologii mądrościowej zaś może.

Boska przyjaźń

Tajemnica Boga nieskończenie przekracza ludzką percepcję. Nie da się też wyczerpać w jednobrzmiących formułach, nawet najbardziej szacownych. Jezus z Nazaretu zwracał się do Boga, posługując się bardzo wieloma „imionami”, z kolei równie wieloma „imionami” tajemnicę samego Jezusa Chrystusa wyrażali pierwsi chrześcijanie. Aby się o tym przekonać, wystarczy uważnie wczytać się w karty Nowego Testamentu. Czyż nie jest to sygnał i zarazem wzór dla wszystkich uczniów i uczennic Jezusa, aby potrafili posługiwać się wieloma „imionami” w odniesieniu do Boga, Jezusa Chrystusa i Ducha Świętego, do Trójcy Świętej? Szczególnie że niektóre „imiona”, odkrywając jedne aspekty tajemnicy Boga, równocześnie zakrywają inne, a nawet mogą przyczyniać się do nierównego traktowania uczniów i uczennic Chrystusa. Tak – zdaniem Johnson – ma się sprawa z nazywaniem tajemnicy zbawczego udzielania się Boga poprzez Jezusa Chrystusa w Duchu Świętym w samych męskich kategoriach: Bóg Ojciec–Syn Boży–Duch Święty. W „Ona, która jest” czytamy: „Nie jest istotne dla prawdy o trynitarnym misterium Boga posługiwać się zawsze metaforami »ojciec«, »syn«, »duch«, chociaż w rzeczywistości ekskluzywne użycie tych imion w ciągu wieków w liturgii, katechezie i teologii sprawiło, że o tym zapomniano”.

Amerykańska zakonnica nie odrzuca tradycyjnego języka o Trójcy, niemniej proponuje nowy, który może zaradzić słabościom tradycyjnego, służąc wyzwoleniu Kościoła z wszelkich form dyskryminacji kobiet. Upraszczając sprawę, odnosi do Trójcy „imiona”: Bóg Matka, Dziecko/Mądrość Boża i Duch Święty, przy czym Ducha Świętego rozumie – co również usprawiedliwia i Biblia, i różne nurty tradycji chrześcijańskiej – w kategoriach kobieco-matczynych. Kobiece oblicze Trójcy Świętej implikuje też nowe ujęcie Jej natury, tego, co jest wspólne Matce, Mądrości Bożej i Duchowi. Idąc za biblijnym motywem Mądrości Bożej, która ludzi czyni przyjaciółmi Boga: „(Odwieczna Mądrość) Jedna jest, a wszystko może, / pozostając sobą, wszystko odnawia, / a przez pokolenia zstępuje w dusze święte, / wzbudza przyjaciół Bożych (...)” (Mdr 7,27) – Johnson za naturę Boga uznaje przyjaźń („friendship”). Czyniąc tak wzoruje się też na Jezusie/Mądrości Bożej, który/a mężczyzn i kobiet, podążających za Nim, nie nazywał/a ani dziećmi, ani sługami, ani nawet uczniami, ale przyjaciółmi: „Już was nie nazywam sługami (...), ale nazwałem was przyjaciółmi (...)” (J 15,15). Tym samym przyjaźń Trójcy Świętej staje się modelem dla osobowych relacji w Kościele, domaga się nowej jakości stosunków między wszystkimi przyjaciółmi Chrystusa, gdzie nie może być miejsca na dominację jednych i podporządkowanie drugich. Nie ma przyjaźni, gdzie panuje dyskryminacja. Kościół, w którym dochodzi do dyskryminacji kogokolwiek, zdradza swój najgłębszy, Boski fundament.

Tak konsekwentnie feministycznego ujęcia Trójcy Świętej, w którym do każdej z Osób Boskich stosuje się – biblijnie prawomocne – kobiece wyobrażenia i które w nowy sposób ujmuje naturę Boga i Jej (wszak Johnson napisałaby: Her) wewnątrzboskich relacji, jeszcze w dziejach chrześcijaństwa nie było. Historia teologii wzbogaca się o radykalnie nową koncepcję. Teologia Johnson otwiera przed wiarą i Kościołem zaskakująco nowe horyzonty, stawia przed nimi nowe pytania, staje się dla nich nowym wyzwaniem. Jakkolwiek może szokować, to jednak wyłania się przed wiarą i Kościołem jako nowa szansa. Szansa na Kościół bez dyskryminacji, na wzór niepojętej tajemnicy „Tej, która jest”.

Józef Majewski

Autor jest teologiem, redaktorem miesięcznika „Więź”.

 

 

 

 

 

 

 

do góry

 

© 2000 Tygodnik Powszechny
Szczegółowe informacje o Redakcji; e-mail: redakcja@tygodnik.com.pl