Potrzebujemy jedni drugich
Wacław Hryniewicz OMI
Jannaras uwrażliwia na niedostrzegane zazwyczaj konsekwencje różnic dogmatycznych. Fakt, że na Zachodzie mocno podkreśla się od wieków Filioque, prymat papieski i nieomylność, sięga bezpośrednio w sam sposób rozumienia wielu innych zagadnień teologicznych.
Refleksje Christosa Jannarasa spowodowane zostały podaną przez Ekumeniczny Patriarchat Konstantynopola wiadomością o zamiarze rozpoczęcia oficjalnego dialogu między Kościołem prawosławnym i Kościołem rzymskokatolickim. Przedstawił on wówczas warianty przyszłego dialogu, w zależności od opcji i wrażliwości teologicznej.
Jeśli liczyć okres przygotowania, dialog katolicko-prawosławny ma dzisiaj za sobą ponad ćwierć wieku. Będąc od początku jego uczestnikiem, widzę jasno, iż nie przybrał on żadnej z opcji, które przedstawia Jannaras.
Kompromis, czyli zdrada
Do dzisiaj po stronie prawosławnej wyczuwa się lęk wobec tych metod dialogu, które dopuszczają pewien kompromis. Wynika to z przekonania, że właśnie w Kościele prawosławnym zachowana została nieskażona prawda Objawienia i przez wierność względem Tradycji wyraża się wierność wobec samej prawdy. Pojęcie kompromisu odbierane jest jako synonim odstępstwa i niewierności wobec prawdy. Dlatego właśnie pierwsza wymieniona przez Jannarasa opcja dialogu została z góry wykluczona.
Drugi schemat dialogu w ujęciu teologa z Aten to opcja polityczno-utylitarna. Wymienia on ogólnie znane elementy kryzysu przeżywanego przez świat zachodni, dostrzega jednak również kryzys po stronie prawosławnej w postaci rywalizujących między sobą Kościołów autokefalicznych. Z dezaprobatą wypowiada się o dążeniach Patriarchatu Moskiewskiego do przywództwa w świecie prawosławnym, kosztem pozycji Patriarchatu Konstantynopolitańskiego, który od lat znajduje się w trudnej sytuacji. Kiedy używa słowa „zdławienie”, ma na myśli wszystko, przez co w drugiej połowie XX w. musieli przechodzić Grecy zamieszkali na terenie Turcji wraz z Patriarchą rezydującym w dawnym Konstantynopolu, dzisiejszym Stambule. W okresie tym liczba greckiej ludności na tym terenie dramatycznie zmniejszyła się z ponad pięćdziesięciu do ok. trzech tysięcy. Na początku lat 70. rząd turecki zamknął Teologiczną Szkołę Patriarchatu w Halki. Nierzadkie były przypadki zbrojnego ataku na siedzibę patriarchy.
W takiej sytuacji opcja utylitarna polegałaby na okazaniu sobie wzajemnej pomocy. Chrześcijaństwo zachodnie mogłoby skorzystać z duchowego bogactwa Wschodu. W teologii i duchowości wschodniej można by wówczas szukać lekarstwa na pewne objawy kryzysu świata zachodniego. Prawosławie również mogłoby w niejednym otrzymać wsparcie z Zachodu. Wydawałoby się, że to model twórczy, a jednak Jannaras przed nim wyraźnie ostrzega. I słusznie, bowiem szukanie politycznych czy społecznych korzyści – jak to wyraźnie pokazuje choćby historia unii podejmowanych od czasu średniowiecza – w poszukiwaniu jedności Kościoła do żadnych pozytywnych i trwałych rozwiązań nie prowadzi.
Obydwa podejścia w żadnej mierze nie dają nadziei na to, co nazwano „duchowym rozświetleniem sensu życia, historii i świata”. Pozostaje zatem, według greckiego teologa, trzecia możliwość, trzeci poziom dialogu, najtrudniejszy i mający najmniejsze szanse urzeczywistnienia, jakkolwiek najbardziej owocny. Trzecia opcja wymaga orientacji egzystencjalnej, a sam dialog ma pogłębić poczucie odpowiedzialności za impas, jaki przeżywa świat chrześcijański – za brak nadziei, którego doświadcza coraz więcej ludzi.
Prymat i nieomylność papieża
Właśnie na tym trzecim poziomie widzi Jannaras możliwość zbliżenia pomiędzy treścią dialogu a współczesną sytuacją świata i chrześcijaństwa. Jego diagnoza „impasu naszych czasów” jest prosta i przenikliwa: ludzie tracą religijną nadzieję, poczucie sensu życia i ziemskiej historii. Żaden prawdziwy dialog nie może toczyć się w próżni. Ateński teolog widzi rzeczywisty kontekst dialogu Wschodu z Zachodem w perspektywie jego egzystencjalnej doniosłości. Właśnie dlatego wskazuje na problemy, z którymi nie radzi sobie dzisiaj ani chrześcijaństwo zachodnie, ani wschodnie.
Jest rzeczą znamienną, że w tym ujęciu historyczne różnice dzielące od wieków chrześcijan Wschodu i Zachodu mogą stać się dzisiaj pewną szansą dla obydwu stron. W swojej wizji dialogu Jannaras akcentuje potrzebę wyjścia od tego, co nas dzieli, od różnic podstawowych. Omawiając je posługuje się potrójnym schematem: Filioque, prymat papieski, nieomylność. W nieco innym wymiarze wspomina także palamickie rozróżnienie między istotą Boga a Jego energiami działającymi w całym stworzeniu (ma to istotne znaczenie dla religijnej wizji kosmosu i jego losów ściśle związanych z dziejami ludzkości). Rozróżnienie to teologicznie uzasadnił w XIV w. św. Grzegorz Palamas podczas tzw. sporów hezychastycznych (gr. słowo hesychía oznacza wewnętrzne uciszenie, niezbędne dla percepcji Boskiego światła i zjednoczenia z Bogiem). Synody odbyte w XIV w. w Konstantynopolu uznały doktrynę o istocie i energiach Bożych za autentyczną wykładnię orzeczeń pierwszych siedmiu soborów powszechnych.
Jannaras uwrażliwia na niedostrzegane zazwyczaj konsekwencje różnic dogmatycznych. Fakt, że na Zachodzie mocno podkreśla się od wieków Filioque, prymat papieski i nieomylność, sięga bezpośrednio w sam sposób rozumienia wielu innych zagadnień teologicznych. Podobnie jak głosił wcześniej inny myśliciel prawosławny, Vladimir Lossky, również ateński teolog sugeruje, iż zachodnia formuła Filioque ma daleko idące konsekwencje w pojmowaniu natury Kościoła i prawdy objawionej. Swoista subordynacja w kategoriach myślowych Ducha Świętego Ojcu i Synowi praktycznie podporządkowuje Jego osobową autonomię oraz charyzmatyczny wymiar wolności i misteryjnej strony w życiu Kościoła temu, co stanowi o widzialnym i instytucjonalnym charakterze kościelnego posługiwania. Dlatego tak wielka rola prymatu i nieomylności w rzymskim rozumieniu Kościoła.
Stąd wywodzi się również w dużej mierze racjonalizm teologii zachodniej, który bardzo niepokoi prawosławnych. W ich odczuciu owocuje on „uprzedmiotowieniem prawdy”. Formuły teologiczne poddawane są nieustannemu precyzowaniu i definiowaniu. Wciąż szuka się ścisłych pojęć i definicji, określa kryteria rozwoju doktryny, zaniedbując przy tym egzystencjalne doświadczenie Boga i zapominając o granicach ludzkiej dociekliwości.
Grecki teolog również pisze o zachodniej dominacji rozumu, o tym, co w świecie prawosławnym nazywa się często „teologiczną oziębłością” Zachodu, brakiem żywej syntezy rozumu i serca. Przy takim podejściu istnieje rzeczywiste ryzyko uwikłania się w bezowocne spory teologiczne, które nie przynoszą żadnej odpowiedzi na egzystencjalne problemy. Teologia traci wówczas związek z życiem. Trzeba uważnie wsłuchiwać się w tego rodzaju głosy, jeśli nawet nie są dla nas pochlebne.
Dramat władzy w Kościele
Jannaras proponuje, aby w dialogu odważnie stawić czoło tym problemom. Ostro, wręcz polemicznie, wskazuje na historyczne konsekwencje papieskiego prymatu i nieomylności. Chodzi mu o centralizację posuniętą tak daleko, że prowadzi ona do degeneracji władzy w Kościele, do swoistego „totalitaryzmu”. W oczach prawosławnego teologa, świeckie formy totalitaryzmu nie wyrastają w próżni, lecz mają pewne punkty oparcia i odległe wzorce także w strukturach kościelnych. Myślę jednak, że kto mówi o konkretnych przypadkach totalitaryzmu na Zachodzie, nie powinien zapominać choćby o korzeniach komunistycznego totalitaryzmu na ziemiach tradycyjnie prawosławnych. Pod tym względem zaniedbania historycznego chrześcijaństwa w stosunku do ludzi oraz ich potrzeb i problemów dotyczą zarówno Zachodu, jak i Wschodu. Dramat władzy w Kościele oraz jego ewangelicznego świadectwa wobec ludzi przedłuża się do dzisiaj.
Jannaras proponował przed laty, aby rozpocząć dialog od najważniejszych różnic teologicznych, najpierw od Filioque, a potem przejść do prymatu i nieomylności. Taka metoda pozwoliłaby, jego zdaniem, uporać się z problemem wyznaniowej inności i mocniej powiązać teologię z życiem.
W rzeczywistości dialog katolicko-prawosławny rozpoczęty w 1980 r. na greckich wyspach Patmos i Rodos prowadzony był inaczej niż to sobie wyobrażał teolog z Aten. Zaczęliśmy od tego, co obydwie strony łączy najbardziej – od zakorzenienia tajemnicy Kościoła i Eucharystii w misterium trójjedynego Boga. Wiara w misteryjną, sakramentalną rzeczywistość Kościoła jest wspólna dla obydwu stron. Taki punkt wyjścia miał z kolei umożliwić dialogowi przejście do tego, co najbardziej dzieli, ale już z pogłębioną świadomością, że ogarnia nas to samo boskie misterium zbawienia, które celebrujemy w sakramentach Kościoła. Różnice miały być rozpatrywane w kontekście tego, co wspólne i najbardziej podstawowe. Uzgodnione dokumenty pisane były nie językiem scholastycznym, lecz przy szerokim zastosowaniu kategorii biblijnych, patrystycznych, liturgicznych, z poszanowaniem zasady zdrowego pluralizmu różnych tradycji kościelnych.
Jannaras pisał o „profetycznej awangardzie” w samym składzie reprezentacji obydwu Kościołów. Myślał o doborze ludzi najbardziej do dialogu predysponowanych, otwartych na wyzwania czasu. Niestety, jego postulat pozostał, w dużej mierze, w sferze marzenia. Najlepsi teologowie prawosławni żyjący w diasporze nie mogli wziąć udziału w dialogu. Macierzyste Kościoły autokefaliczne i autonomiczne, mające swoje zasłużone miejsce w historii, wyznaczyły własnych delegatów do Komisji Mieszanej. Prawosławni żyjący w diasporze, będąc często w sytuacji kanonicznej budzącej wewnętrzne napięcia między poszczególnymi patriarchatami, nie mieli swoich przedstawicieli w dialogu. Pomimo nieokreśloności tego pojęcia, trudno mówić również o „profetycznej awangardzie” w reprezentacji Kościoła katolickiego. W sumie niewielu było teologów po obydwu stronach zdolnych do krytycznego myślenia, odważnych i dalekowzrocznych.
Rozczarowanie
Półtora wieku temu czterej Patriarchowie wschodni tak pisali na temat przyszłego dialogu w Encyklice z 1848 r. skierowanej do Piusa IX, w odpowiedzi na jego wezwanie do zjednoczenia: „Chcemy jedności Kościoła, ale bez pośpiechu, po dojrzałym rozsądzeniu, a gdy będzie potrzeba, po zasięgnięciu opinii mądrych, pobożnych, miłujących prawdę i bezstronnych biskupów, teologów i nauczycieli, którzy w obecnych czasach z Opatrzności Boga znajdują się przecież w każdym z narodów Zachodu i Wschodu”. Postulat Jannarasa dotyczący „profetycznej awangardy” jest prawdopodobnie echem tego urywka encykliki. W moim odczuciu postulat ten nie znalazł szansy urzeczywistnienia. Los starotestamentowych proroków Izraela powtarza się ustawicznie w dziejach Kościoła. Kto chce dzisiaj słuchać głosu ludzi stawiających ostre diagnozy teraźniejszości, nawołujących do przemiany myślenia i postępowania, także w relacjach międzywyznaniowych? Po wielu latach dialogu i wciąż pojawiających się trudności dostrzegam coraz wyraźniej nieumiejętność słuchania drugiej strony, niezdolność do wzajemnego przejmowania perspektyw w rozumieniu problemów (podkreśla to współczesna pedagogika!), wczuwania się i myślenia razem z innymi, nie zaś przeciwko innym.
Nadszedł okres zastoju i rozczarowania dialogiem. Wiele spraw poszło w zupełnie innym kierunku niż oczekiwano. W sytuacji odzyskanej wolności w Europie Środkowo-Wschodniej pojawiły się trudne zagadnienia, inne niż te, które miały być przedmiotem dalszego dialogu. Chodzi o problemy związane z tzw. uniatyzmem, prozelityzmem i działalnością misyjną na terenach, które prawosławni nazywają swoim „terytorium kanonicznym”. Od ostatniej sesji Komisji Mieszanej w Baltimore (lipiec 2000) dialog znajduje się w stanie zawieszenia. Doszły nowe punkty zapalne w związku z ustanowieniem czterech diecezji katolickich w Rosji (luty 2002), o czym wielokrotnie już była mowa na łamach „Tygodnika Powszechnego”. Trzeba mieć nadzieję, że prędzej czy później dialog zostanie wznowiony. Jest on dziejową i nieodwracalną koniecznością.
W r. 1996 grupa teologów oraz innych osobistości Kościoła katolickiego i prawosławnego skierowała wspólny apel do Jana Pawła II oraz do duchowych przywódców Kościołów prawosławnych w sprawie kontynuacji dialogu. Podkreślono w nim, że dialog „nie jest luksusem”, lecz „wymogiem Ewangelii” i że potrzebujemy jedni drugich, aby odpowiedzieć na wyzwania społeczeństw, w których żyjemy. Apel tego rodzaju należałoby dzisiaj skierować ponownie do ludzi najbardziej odpowiedzialnych za oblicze chrześcijaństwa jutra.
Co po niespełna trzydziestu latach od opublikowania swego tekstu myśli dzisiaj profesor Jannaras o trudnych doświadczeniach, jakie przyniósł dialog oraz o jego szansach w przyszłości? Podczas promocji książki jednego z katolickich ekumenistów, 3 grudnia 1996 r., Ch. Jannaras tak mówił w Rzymie o potrzebie nowego rozumienia ekumenizmu:
„Marzę o ekumenizmie, który rozpoczyna się wyznaniem grzechów każdego Kościoła. Jeśli rozpoczniemy tym wyznaniem historycznych grzechów, być może dojdziemy wreszcie do wzajemnego oddania. Jesteśmy pełni braków, grzechów i niemocy nękającej naszą ludzką naturę. Święty Paweł mówi jednak, że ta niemoc może zrodzić życie, które triumfuje nad śmiercią. Marzę o ekumenizmie, który rozpoczynałby się dobrowolną akceptacją tej niemocy” („Contacts” nr 179, 1997).
Ów „nowy ekumenizm” to dla greckiego teologa przede wszystkim konkretne spotkanie między osobami potrafiącymi przezwyciężać stereotypy i odróżniać rzeczywistość od psychologicznych iluzji, które sami tworzymy w poczuciu samozadowolenia lub jako racjonalne uzasadnienie własnej samowystarczalności. W pełni podzielam te przekonania. W rzeczywistości potrzebujemy jedni drugich bardziej niż nam się to wydaje. To w autentycznym dialogu i przez dialog przezwyciężyć można złudne, wręcz destrukcyjne poczucie samozadowolenia i posiadania całej prawdy.
PROF. WACŁAW HRYNIEWICZ OMI jest dyrektorem Instytutu Ekumenicznego KUL, kierownikiem katedry teologii prawosławnej, członkiem Międzynarodowej Komisji Mieszanej ds. dialogu teologicznego między Kościołem rzymskokatolickim i Kościołem prawosławnym. Ostatnio wydał „Chrześcijaństwo nadziei” , Znak 2002.
|