|
DEBATA „TYGODNIKA”: REFORMA OŚWIATY NA PROWINCJI
Listy o reformie oświaty
Do „Votum separatum”
W
„TP” z 30.04.2000 r. przeczytałem felieton Józefy Hennelowej „Wizji ciąg
dalszy” i z przykrością zauważam, że kolejny raz Pani Redaktor krytykuje
działania kierowanego przeze mnie ministerstwa, nie podając jednak faktów.
Krytyka jest potrzebna i może mieć pozytywny wpływ, ale niech to będzie krytyka
konstruktywna, oparta na wiedzy. I na taką krytykę jesteśmy otwarci. Nie mogę
jednak zgodzić się z argumentami Pani Hennelowej, gdyż nie wynikają one ze
znajomości projektu reformy szkolnictwa ponadgimnazjalnego.
Jedni
niepokoją się, że tylko pięć, inni że aż pięć profili przewidziano w liceach
profilowanych. Liczba w tej sprawie nie jest istotna. W projekcie
zaproponowano, że kwestia profili ma być rozwiązana dwupoziomowo: liczba i
nazwy profili mają na celu porządkować i niejako sprowadzać do wspólnego
mianownika całą, bogatą różnorodność kształcenia prozawodowego, która wyraża
się w nachyleniach profilowych.
Profil
akademicki jest tylko jeden i ma obowiązkowo występować w każdym liceum. O tym,
kto będzie decydował o profilowaniu konkretnej szkoły, trwa dyskusja. Chodzi o
stworzenie takiego procesu decyzyjnego, aby zapewniał on możliwie najlepsze
dostosowanie profili do potrzeb i możliwości regionalnych.
Rezygnacja
z przedmiotów takich jak informatyka, muzyka, plastyka to kwestia rozsądnego
gospodarowania czasem w skali wszystkich etapów edukacyjnych. W szkole
podstawowej i gimnazjum jest czas na naukę posługiwania się komputerem, w
liceum czas na korzystanie w ramach wszystkich przedmiotów z komputera. W
przypadkach wyjątkowych dyrektor ma pulę godzin do własnej dyspozycji, aby
zapewnić rozwiązanie problemów jednostkowych. Liceum nie będzie szkołą, w
której mało, ale o wszystkim będzie się mówić. Przeciwnie, jest to czas
samodzielnego, problemowego poruszania się w świecie wiedzy, zakładając swobodę
w posługiwaniu się różnymi narzędziami i źródłami, do czego uczeń został
przygotowany na poprzednich etapach edukacyjnych.
Na
temat szkół zawodowych napisano dużo w „niebieskiej książeczce”. Zawiera ona
m.in. opis ogólny w części pierwszej, jak i podstawy programowe kształcenia
ogólnego w części drugiej.
Na
zakończenie dodam, że badania monitoringowe, krajowe i zagraniczne (np. PISA
OECD) są uruchomione, inne rozpoczynane lub zaplanowane. Do pilotowania
wdrażanej reformy MEN przywiązuje niezwykle ważną rolę. Jest to przejaw
nowoczesnego podejścia do zarządzania w edukacji.
prof. MIROSŁAW HANDKE
(minister edukacji narodowej)
Zbyt wczesne oceny
Powinnością
dziennikarza jest zadawać pytania. Rozumiem więc troskę red. Józefy Hennelowej
o powodzenie zmian w szkolnictwie ponadgimnazjalnym. Red. Hennelowa zarzuca
urzędnikom MEN wizjonerstwo, nie liczące się z młodymi ludźmi, dla których nikt
przecież etapów nauczania nie powtórzy, jeśli urzędnicy pomylą się przy ich
opracowywaniu.
Niektóre
z zastrzeżeń wydają się jednak przesadzone. Dlaczego ma niepokoić uruchomienie
pięciu profili w liceum? Nie będą one przecież tworzone dowolnie, ale przez
dyrektora szkoły we współpracy z władzami powiatowymi, uwzględniając
zapotrzebowanie lokalnego rynku pracy. Zajęcia profilowe będą zabierały jedynie
20 proc. czasu nauczania, reszta będzie przeznaczona na kształcenie ogólne. W
każdym liceum będzie profil akademicki, dostosowany do kierunków kształcenia
uczelni wyższych. Nigdzie nie jest powiedziane, że w każdym liceum mają powstać
wszystkie kierunki, albo że ukierunkowanie na profilu prozawodowym będzie tak
silne, że sprowadzi się do wyboru zawodu od razu po gimnazjum. Przedmioty
zawodowe planuje się zresztą wprowadzić dopiero w drugiej lub trzeciej klasie,
aby zbyt wcześnie uczniów nie ukierunkowywać.
Przyznaję,
że jest i miejsce na wątpliwości. Trudno przecież przewidzieć, czy dyrektorzy
będą ukierunkowywać szkołę „pod nauczycieli”, wykorzystując kwalifikacje
posiadanej kadry, czy też wyślą ich na dokształcanie i będą szukać fachowców do
profili w danym miejscu potrzebnych. Że nie będzie to łatwe, świadczą dane dotyczące
nauczycieli języków obcych. 10 lat po rozpoczęciu intensywnego uczenia języków
co piąty anglista przekazuje wiedzę bez posiadania odpowiednich kwalifikacji,
ten sam problem dotyczy 8 proc. romanistów i 12 proc. germanistów. Może te
braki uda się zlikwidować, gdy zarobki – dzięki znowelizowanej Karcie Nauczyciela
– staną się konkurencyjne. Jakaś szansa spoczywa też w grantach, przeznaczanych
w MEN na przygotowanie nauczycieli do wdrażania reformy. Drugą ich edycję, w
wysokości 16 mln, przeznaczono dla instytucji doskonalących nauczycieli, z
czego 60 proc. otrzymają nauczyciele ze szkół wiejskich. Może jest to również pośredni
dowód na to, że ministerstwo nie przestało monitorować tego, co dzieje się w
szkole od września zeszłego roku?
Trudno
zgodzić się z zarzutem, że nie wiadomo, jak będzie wyglądał program, sposób
nauczania czy dwuletnie szkoły zawodowe. Ramowy plan nauczania, z tygodniowym
wymiarem godzin przeznaczanym na poszczególne przedmioty łącznie z wykazem
treści, celami edukacyjnymi i lekturami zawiera „niebieska książeczka”, czyli
projekt do dyskusji reformy szkolnictwa ponadgimnazjalnego.
No
właśnie, projekt do dyskusji. Może trochę za wcześnie na tak nieprzychylne
oceny? Nawet gdyby to był projekt najgorszy z możliwych (a chyba taki nie jest)
mamy dwa lata, żeby go zmienić na lepszy. To o wiele więcej niż czas, jaki posiadali
nauczyciele i władze samorządowe przed wrześniem ubiegłego roku, gdy zmieniano
podstawówki i tworzono gimnazja. Prawem dziennikarza jest zgłaszać wątpliwości,
ale też sprawdzać informacje. Te, które wykorzystałam w liście, pochodzą ze
strony internetowej MEN oraz wkładki „Rzeczpospolitej” z 10.04.2000, o reformie
systemu edukacji, zawierającej obszerne omówienie „niebieskiej książeczki”.
Krystyna Promnicka
(Warszawa)
Uczę się w ludzkiej szkole
Kilka
miesięcy temu nie uwierzyłabym komuś, kto dobrowolnie uznawałby szkołę za drugi
dom, za miejsce, które szanuje i ceni. Po prostu nie zrozumiałabym, jak można
lubić „budę”. Stres za stresem,
gonitwa za gonitwą i wszechobecny lęk; „bo kartkówka, bo zapyta, bo nie
rozumiem” itd. Któż z uczniów tego nie zna? Czujemy, jak odruchem warunkowym
stają się skurcze naszych żołądków przed kolejnymi poprawkami i jak sine worki
pod oczami wtapiają się w nasze twarze. W miarę postępującej szkolnej
aklimatyzacji zauważamy, że istnieją dwa sposoby przetrwania.
Pierwszy
z nich opatrzmy kryptonimem „dzięciołek”. Dzięciołkiem jest ten, komu
niestraszne są skurcze żołądkowe, bo zawsze jest przygotowany. „Stuka” z
równym uporem fizykę, polski i biologię, uzyskując płomiennie czerwone
świadectwa. Takie „cudowne dziecko” zdaje celująco maturę i bywa, że na tym
się kończy. Niestety, polski system szkolnictwa jest na tyle wadliwy, że aby
bez problemów wkroczyć w świat akademicki, należy przede wszystkim realizować
materiał indywidualnie, poszerzając wiedzę zdobytą w szkole. A na to prymusi
nie mają czasu.
Tu
wyłania się drugi sposób przeżywania szkoły. Narażając się na złowrogie miny ze
strony nauczycieli, których przedmioty potraktujesz drugorzędnie, możesz sam
sprofilować swój system nauki. To znaczy: uczyć się intensywnie i w znacznie
poszerzonym zakresie przedmiotów, które będą ci potrzebne w przyszłości,
startować w olimpiadach, doczytywać, poszukiwać. Z pozostałych zaś postaraj się
wiedzieć tyle, ile humanista (tzn. człowiek ogólnie wykształcony) wiedzieć
powinien. Sposób rewelacyjny, jednak niestety nie dla wielu. Wymaga odwagi i
wsparcia, chociażby ze strony rodziców. Trudno walczyć z wiatrakami w pojedynkę...
Dlaczego
o tym piszę? Od trzech miesięcy jestem uczennicą „poznańskich urszulanek”.
Pierwszy dzień, tydzień, miesiąc i szok stopniowo mijał. Nie uwierzyłabym, że
istnieją ludzkie szkoły, a jednak! Istnieje szkoła, gdzie najpierw jesteś
człowiekiem, a później uczniem. Szkoła, gdzie nie słyszysz: „A co mnie to
obchodzi, że byłaś chora!” Istnieje szkoła, która zaopiekuje się tobą, pomoże
ci odkryć twoje możliwości, wskazując jak je wykorzystywać. Jest szkoła, która
nie podcina, ale dodaje skrzydeł! To, co mnie najbardziej urzekło w LO Sióstr
Urszulanek, to fakt, że nie jestem jakąś tam uczennicą. Nie ma w tej szkole
miejsca na zbitą masę uczniowską. Tutaj każdy każdego zna. Nie jesteś kimś
obcym. Skoro Pasterz zna swoje owce po imieniu, również dla naszych dyrektorów
nie jesteśmy anonimowe. Czy wyobrażasz sobie swojego dyrektora, który widzi, że
jesteś przemęczona i wysyła cię na odpoczynek do domu? Czy wyobrażasz sobie, że
możesz bez problemu pogadać o swoich sprawach z nauczycielami? Że oni zawsze
znajdą dla ciebie czas i rozjaśnią twoje egipskie ciemności intelektualne? Ja
nie uwierzyłabym...
I
wreszcie to szkoła, gdzie nie musisz już martwić się o odpowiednie
przygotowania na studia. Przez dwa lata realizujemy program ogólny. Od trzeciej
klasy zaczyna się profilowanie. W ramach profilu humanistycznego funkcjonują
trzy specjalności: polonistyczna, historyczna i językowa. Profil
biologiczno-chemiczny, z racji wymogów Akademii Medycznej oraz wielu innych
szkół wyższych, został poszerzony o dodatkowe zajęcia z fizyki. Jest także
profil matematyczno-fizyczno-informatyczny. Uczysz się tego, co lubisz, i masz
ku temu komfortowe warunki. Języków obcych uczymy się w systemie lektoratowym,
co uniezależnia wybór profilu klasy od wyboru języka i stopnia zaawansowania, a
małe grupy (8-10 osób) sprawiają, że język sam „wchodzi w krew”.
W
naszej szkole jest wiele zajęć dodatkowych: m.in. kółko psychologiczne,
klasyczne, europejskie, filozoficzne. Praktycznie wszystkie przedmioty
wykładane są poza lekcjami. Jeżeli chcesz wiedzieć więcej, chcesz nauczyć się
konwersować po grecku lub nie zrozumiałaś ostatniej fizyki – idziesz na kółko i
wszystko jasne.
W
murach naszej szkoły jest jeszcze jedna, niezwykle urzekająca sprawa: wchodzimy
na drugie piętro. Czy byliście kiedyś w szkole, w której jest kaplica, a w niej
Żywy Bóg?! I to, moim zdaniem, stanowi o sile i wewnętrznym pięknie naszej szkoły.
Tutaj zawsze musi znaleźć się czas na metafizykę i refleksję. Ta szkoła nie
tylko uczy, nie tylko wychowuje, ale przede wszystkim pokazuje nam to, kim tak
naprawdę jest człowiek i kim dla niego powinien być Chrystus. „Pragniemy z
pomocą Bożą dać naszym wychowankom niezłomne zasady wiary, umiłowanie cnoty i
gruntowne wykształcenie. Niech szczepią je w rodzinach z pokolenia na pokolenie
(...)” (Akt Fundacji Szkoły 1922 r.)
Naprawdę istnieją takie szkoły...
Anna Piotrowska, kl. II a
Żeńskie Liceum Ogólnokształcące
Sióstr Urszulanek Unii Rzymskiej w Poznaniu
Bez zmian
Kiedy
piętnaście lat temu zaczynałam pracę w szkole (a dodam, że zawsze chciałam
uczyć) miałam dwa marzenia – tak uczyć, aby nawiązać kontakt z drugim
człowiekiem, a tym samym zainteresować go moim przedmiotem (język polski) i tak
wychowywać, aby maturzysta opuszczając szkołę wiedział, co to znaczy żyć według
wartości. W realizacji tych prostych planów zawsze przeszkadzała mi ogromna
liczba osób w klasie (stwierdziłam, że objąć wzrokiem można tylko ok. 20-25
uczniów), a także narzucona odgórnie „biurokracja-rutyniarstwo” w szkole. Choć
starałam się jej nie poddawać i tak wysysała ze mnie potężne siły witalne.
Dzisiaj moje plany również
nie są do zrealizowania. Myślałam, że reforma, tak bardzo podkreślająca w swoich
ideach dobro dziecka, zauważy, że do dziecka, młodzieży (a także dorosłych)
trzeba mówić indywidualnie, patrząc prosto w oczy, zauważając grymasy na
twarzy. Niestety, klasy nadal są liczne, więc możliwości dotarcia do pojedynczego
ucznia pozostają minimalne. O biurokracji już nie wspomnę, bo się niebotycznie
rozrosła. Może dlatego tak dobrze czuję się sam na sam z uczniem w czasie
korepetycji, kiedy mogę dać maksimum z siebie. Aż niewiarygodne są jego postępy
podczas takiej pracy. Oczywiście nie jest to pomysł na reformę oświaty, tylko
na zauważenie aspektu ludzkiego, moralnego w zmianach dotyczących szkolnictwa.
Mój
postulat: „WIĘCEJ UCZNIA I O UCZNIU W SZKOLE!” Z perspektywy korepetytora mogę
stwierdzić, że nauczyciele – właśnie ze względu na liczebność klas – nie zadają
i nie sprawdzają wypracowań. Materiał do przyswojenia i tak jest przeładowany,
więc jak tu jeszcze uczyć trudnej sztuki pisania? A tyle się mówiło o odchudzaniu
programów szkolnych (powiem za Hłaską „Kancik, czyli wszystko się zmieniło”,
więc NIC). Takie paradoksy nadal trzymają się szkolnych murów; wiedza
encyklopedyczna jest konieczna, aby zdać maturę (a wcześniej egzamin, testy
kompetencji itp.). A propos testów kompetencji: smutne to zjawisko, gdy okazuje
się, że testy zawierają błędy lub niejednoznaczności (przecież uczeń powinien
mieć 100 proc. pewności poprawnej odpowiedzi, a tu nawet poloniści różnią się w
odpowiedziach).
Takie
i inne problemy ciągle są aktualne w polskiej szkole. Według mnie nie czuć w
niej zmian, ale rozumiem, że reforma to proces. Trudno mi się z nim oswoić,
więc nadal próbuję robić swoje, tłumacząc podstawowe pojęcia tak, aby młodzi
ludzie nie zagubili się w tym świecie, coraz bardziej nastawionym na „mieć”, a
nie na „być”.
Ale
reforma to też nauczyciele, którzy w 50 proc., na moje oko, nie powinni uczyć.
Strach się potęguje, bo w ramach zapowiadanych zwolnień mogą odpaść właśnie
dobrzy nauczyciele – wszak dobrzy często nie są dyspozycyjni wobec dyrekcji,
której znaczenie reforma zwiększyła. Czy dyrektor, zwalniając, wybierze
ambitnego, nowatorskiego nauczyciela, czy może posłusznego? Myślę, że od
nauczycieli, ich podejścia do dzieci, młodzieży, zależy ta reforma. Przez rok
uczyłam w wiejskiej szkole podstawowej, gdzie zebrała się kadra młoda, wykształcona,
z pomysłami i lubiąca dzieci. Cała ósma klasa zdała bez kłopotu do wybranych
szkół średnich (licealnych i zawodowych), co się wcześniej nie zdarzało. Dobrze
byłoby nie przeszkadzać, a ułatwiać relacje uczeń--nauczyciel (i rodzice, którzy
ciągle są za mało odpowiedzialni za swoje dziecko w tzw. procesie
wychowawczo-dydaktycznym).
Do
2001 roku korzystam z urlopu wychowawczego, więc przy domowym ognisku, będąc
gospodynią domową i matką, przyglądam się przeobrażeniom w szkole. Na razie na
reformie korzystają liczni organizatorzy kursów dla nauczycieli (często
dyletanckich) nie wierzących w powodzenie przemian. Znów dochodzę do wniosku,
że wszystko zależy od ludzi i ich nastawienia.
Gdyby
mnie poproszono o podsumowanie dotychczasowych przemian w szkole,
odpowiedziałabym: Niejasny jest nowy system kształcenia i oceniania uczniów,
który odbiera szansę wykazania się twórczym myśleniem, w zamian wymagając
udzielania odpowiedzi tylko w takim zakresie, jaki został przewidziany przez
twórców programu (realizuje się to poprzez wprowadzanie pytań testowych). Nadal
brak systemu oceniania nauczyciela za efekty jego pracy.
I powtórzyłabym pytanie mojego męża: czy system szkolny chce ukształtować twórczą
jednostkę, czy odtwórczego rzemieślnika, który potrafi wybierać tylko z tego,
co mu podadzą inni?
Zofia Knast
(Gdynia)
|