DEBATA „TYGODNIKA”: REFORMA OŚWIATY NA PROWINCJI

Wizji ciąg dalszy

 

 

MEN przedstawia kolejny swój plan reformy: opublikowano koncepcję i schemat szkoły pogimnazjalnej. Założenie słuszne: zerwanie ze szkołami o wąskich specjalizacjach zawodowych, od razu produkującymi bezrobotnych. Nie będzie więc techników, tylko licea. Czy jednak nie będzie to tylko zmiana formalna? Wszystko zależy od programu i sposobu nauczania. A o tym  wiemy na razie mało. Niepokoi, że ma być aż pięć profili liceów i z tych pięciu jeden tylko powtarzający obecny profil ogólnokształcący. Kto będzie decydował, który profil powstanie w małym mieście, gdzie nie będzie miejsca na wszystkie pięć? Czy to po staremu nie ukierunkuje młodzieży, z konieczności nie mającej wyboru? Niepokoi zapowiedziana rezygnacja z takich przedmiotów jak informatyka, niepokoi zupełny (poza profilem artystycznym) brak muzyki i plastyki, gwarantujący kulturalne okaleczenie. Niepokoi wreszcie zupełny na razie brak informacji, jak będą wyglądały pozostawione w projekcie dla 20 procent młodzieży dwuletnie szkoły zawodowe. Jakie i jak prowadzone, żeby nadal nie produkowały bezrobotnych?

MEN, jak się zdaje, przestało pilotować pierwszą część wdrożonej przed niespełna rokiem reformy. Nie słychać raportów o losach zwalnianych nauczycieli, dzieci z miejscowości, gdzie szkoły podstawowe zlikwidowano, sprawności dowozów, kondycji tzw. gimnazjów wirtualnych (zorganizowanych wbrew założeniom w rozproszonych budynkach albo przy podstawówkach). MEN zajęty jest przede wszystkim wizją. Nie negując jej znaczenia, wolno domagać się  monitorowania i tego, co zrobiono, i tego, co jest zapowiedziane. Ono dopiero przecież pokaże koszty wizji, ponoszone nie przez abstrakcyjne podmioty, lecz przez żywych młodych ludzi trafiających do tego procentu, który może zagubić się albo wylecieć na mieliznę z zawirowań wdrażanego programu.

Józefa Hennelowa

 

 

 

 

 

 

do góry

 

© 2000 Tygodnik Powszechny
Szczegółowe informacje o Redakcji; e-mail: redakcja@tygodnik.com.pl