Medytacja Biblijna księdza Jana Słomki

 

27. Niedziela Zwykła

 

Rozczarowanie


Izajaszowa pieśń o winnicy jest pieśnią rozczarowanej miłości. Izrael nie dorósł do Bożej miłości, okazał się niewdzięczny, zlekceważył dary. Czy Bóg musiał narażać się na rozczarowanie? A więc, czy mocne słowa, groźby, zapowiedzi kary są zapowiedzią zerwania? Czy zapowiedź porzucenia winnicy, wydania na stratowanie i rozgrabienie to oznajmianie końca miłości i troski? Oczywiście nie, to jest krzyk zranienia i rozczarowania, a nie projekt dalszego postępowania. Miłość Boga jest prawdziwa, a więc narażona na rozczarowanie, gdyż jak się wydaje nie może istnieć miłość, nie podejmująca tego ryzyka. Ten, kogo kochamy jest zawsze miłości niegodny, nie dorasta, zawodzi. Tak więc rozczarowanie jest nieodzowną częścią miłości. Choć kojarzy się raczej źle, jako coś, czego chcielibyśmy uniknąć – rozczarowanie jest bardzo ważnym doświadczeniem. Odsiewa ziarno od plewy: fascynację czyimiś zaletami, pięknem, czy nawet pożądanie, od tego, co dopiero zaczyna zasługiwać na miano miłości. Miłość, która nie przeżyła próby rozczarowania, nie ma jeszcze prawa nazywać się miłością. Ale też rozczarowanie nie może nie boleć. Tyle bólu jest w Pieśni o winnicy!
Ale skoro nie może istnieć miłość bez rozczarowań, to istnieje także druga strona: będąc kochanym trzeba pogodzić się z tym, że inni raz po raz będą rozczarowani moją osobą, moim postępowaniem. Trzeba ponieść ryzyko odrzucenia. Nieraz przychodzi także pogodzić się z tym, że jestem rozczarowany sam sobą, że nie spełniam oczekiwań nie tylko tych, którzy mnie kochają, ale także swoich własnych, wobec siebie. Zresztą polskie słowo jest tutaj niesłychanie trafne. Wywodzi się od czaru, zaczarowania. Jest bliskie odczarowaniu. Prysła bańka mydlana, ale też umknęło jakieś piękno, które istniało naprawdę. Czar to coś więcej niż iluzja.
A więc nadmierne staranie, aby tego, kto nas kocha, w niczym nie urazić, nie rozczarować nigdy nie może przynieść rezultatu doskonałego. Boimy się, że gdy rozczarujemy, miłość zniknie. Ale przecież to byłaby właśnie ta miłość, o której w innym miejscu mówi prorok: „wasza miłość jest podobna do rosy o świtaniu” (por. Oz 6,4).
Nie jest to oczywiście żadna próba usprawiedliwienia czy pomniejszenia grzechów Izraela, na które skarży się Prorok. Jest to wezwanie do miłości większej od rozczarowań i do pokory, która i w ten sposób się wyraża: pogodzić się z tym, że nie uniknę rozczarowania tych, którzy mnie kochają, pokładają we mnie nadzieję.







 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Nr 40 (2778),  6 października 2002

 

do góry

 

© 2000 Tygodnik Powszechny
Szczegółowe informacje o Redakcji; e-mail: redakcja@tygodnik.com.pl