Medytacja Biblijna księdza Jana Słomki

 

25. Niedziela Zwykła

 

Zawiść


Co napełniło goryczą serca robotników, którzy cały dzień pracowali w winnicy? Zawiść. Nie była to ich osobista krzywda, bo dostali dokładnie taką zapłatę, o jaką się umówili. W ciągu dnia pracy nie zaszło nic, co by ich osobistą sytuację pogorszyło. A jednak sama wiedza, że ktoś inny, kto pracował dużo mniej, otrzymał tę samą zapłatę, wystarczyła, aby im zepsuć radość wieczora. Poczuli się pokrzywdzeni. Na pewno uznali, że zostało pogwałcone ich poczucie sprawiedliwości, przeżuwali w myślach tę niesprawiedliwość i głośno utyskiwali, że ci, co przyszli pod wieczór, nie byli uczciwi. Przecież właściciel winnicy szukał pracowników wiele razy w ciągu dnia, a więc gdyby byli na rynku – znalazłby ich i najął. Na pewno także źle myśleli o swoim pracodawcy – że niesprawiedliwy i popiera nieróbstwo, a nie umie docenić solidnej pracy.
To przykre, że ludzie, którzy cały dzień ciężko i uczciwie pracowali, w końcu zasłużyli sobie, żeby stać się negatywnymi bohaterami przypowieści Jezusa. Zamiast radości wieczoru – odpoczynku po znojnym dniu – dopada ich cierpienie duszy, najprawdziwsze, a do tego wcale nie uszlachetniające – wręcz przeciwnie – psujące ich serca.
Dziwna jest zawiść. Nie jest tym samym, co zazdrość, bo przecież nie chodziło o tego denara – oni także mieli swoją zapłatę. Zazdrość jest – jeżeli pokusić się o wskazanie różnicy – skierowana na dobra cudze, których jesteśmy pozbawieni. Zazdrościmy tym, którzy, oczywiście niesłusznie, mają więcej niż my, mają coś, czego nie mamy, a chcielibyśmy mieć. Natomiast zawiść jest bardziej bezinteresowna. Ona nie chce posiadać. Ona tylko chce, aby bliźni nie posiadał, chce mu zabrać, popsuć.
Skąd się bierze zawiść – tego Jezus nie mówi w swojej przypowieści. Widocznie nie jest to najważniejsze. Najważniejsze jest dostrzeżenie możliwości pojawienia się zawiści u siebie. Nie jest takie trudne z góry spojrzeć na robotników, których ugryzła zawiść. Ale jest to zupełnie bezowocne. Tym, czego nam potrzeba, to postawić się w roli robotnika, który cały dzień pracował. Czy i mnie by nie ukłuło w serce, gdyby taki nierób dostał tyle, co ja, a na dodatek to od niego zaczęto wypłatę?





 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Nr 38 (2776),  22 września 2002

 

do góry

 

© 2000 Tygodnik Powszechny
Szczegółowe informacje o Redakcji; e-mail: redakcja@tygodnik.com.pl