Medytacja Biblijna księdza Jana Słomki

 

22. Niedziela Zwykła 

 

Skarga Jeremiasza


Poruszająca jest skarga Jeremiasza, który żali się Bogu i właściwie wyrzuca Mu, że go uwiódł, ujarzmił i przemógł, a więc przymusił do prorokowania i przepowiadania Izraelowi nieszczęść. Ta skarga jest świadectwem, jak uproszczone są niektóre nasze wyobrażenia o powołaniu. Bo zwykliśmy mówić, że Bóg wzywa, zaprasza i oczekuje wolnej odpowiedzi człowieka. Fundamentem powołania od strony człowieka jest wolna i świadoma odpowiedź na wezwanie: tak, chcę służyć Bogu, iść za Jego głosem.
Tu natomiast mamy sytuację zupełnie inną. Jest to po prostu przymus, a próba oporu Jeremiasza jest daremna: niby miał możliwość odmowy, usiłował zaprzestać przepowiadania, ale gdy tylko tak zrobił, „zaczął trawić jego serce jakby ogień. Czynił wysiłki, aby go stłumić, ale nie potrafił”. A więc gdzie tu wolność?
Oczywiście cała skarga Jeremiasza jest wypowiedziana w języku miłości, miłości gwałtownej, można rzec szalonej, palącej jak ogień. Pojawia się więc pokusa, aby próbować złagodzić wymowę tych słów, stwierdzając, że to tylko taki sposób wyrazu, że nie można odczytywać go dosłownie, jak traktatu o ludzkiej wolności. Jest w tym dużo racji, skarga Jeremiasza na pewno nie jest traktatem. Całkiem inaczej brzmią słowa św. Pawła, gdy poucza Rzymian, aby dali ciała swoje na ofiarę żywą, jako wyraz rozumnej służby Bożej. Tu zdecydowanie jest mowa o wolnej, świadomej decyzji, o postępowaniu według Bożych nauk, o przemianie umysłu, aby coraz bardziej upodabniać się do Boga. 
Jednak gdybyśmy takie wypowiedzi Pisma, jak zacytowane słowa św. Pawła, traktowali poważniej niż skargę Jeremiasza, tylko dlatego, że lepiej pasują do obecnie przyjętego sposobu mówienia o Bogu, ryzykujemy, że zamkniemy się na ważne treści, jakie przekazuje nam Pismo Święte. Miłosna skarga Jeremiasza nie może być sprowadzana jedynie do pewnej formy ekspresji, do przesadnego stylu. W niej jest wypowiedziana jakaś bardzo ważna prawda o Bogu, który kocha człowieka. Prawda, której nie da się wypowiedzieć w ostrożnych, wyważonych słowach, Boża miłość do Jeremiasza, a więc do człowieka, ma wiele wymiarów. Skarga i całe życie Jeremiasza do dzisiaj brzmi z prorocką mocą, odsłania jeden z wymiarów Bożej miłości, być może taki, którego w skrytości serca się boimy, bo przeczuwamy, że jest w tym jakieś szaleństwo, które może nas porwać w regiony, gdzie sami nigdy byśmy nie ważyli się zapuszczać. 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Nr 35 (2773),  1 września 2002

 

do góry

 

© 2000 Tygodnik Powszechny
Szczegółowe informacje o Redakcji; e-mail: redakcja@tygodnik.com.pl