Medytacja Biblijna księdza Jana Słomki

 

20. Niedziela Zwykła 

 

Trudna rozmowa


Rozmowa Jezusa z kobietą kananejską jest dla mnie jednym z trudniejszych fragmentów Ewangelii. Bo Jezus na początku odnosi się do kobiety surowo, wręcz można odnieść wrażenie, że upokarzająco. Przy czym ma do czynienia nie z zatwardziałym grzesznikiem, albo z obłudnikiem, który nie chce przyznać się do swojej grzeszności. Oto stoi naprzeciw Niego biedna, udręczona cierpieniem kobieta, która prosi o zmiłowanie dla swojej córki. Wielu przychodziło z takimi prośbami do Jezusa. Niejeden raz czytamy w Ewangelii jak Jezus uzdrowił, dopomógł. Tym razem wygląda, jakby Jezus stawiał tę kobietę poza zasięgiem swej misji, gdyż nie jest Żydówką. Można i trzeba przy objaśnianiu tej sceny wskazywać na wymowę całości. Przecież zaraz potem Jezus uzdrowił jej córkę, a przy okazji pokazał uczniom, że zbawienie i Boże miłosierdzie dotyczy nie tylko Żydów. Ale to nie usuwa początkowego zgrzytu. Dlatego, nie lekceważąc kontekstu i finału, nie chcę jednak zbyt łatwo pozbywać się poczucia pewnej niewygody, jakie towarzyszy każdej lekturze rozmowy Jezusa z kobietą kananejską. Wsłuchuję się w tę scenę, zastanawiam się, na ile czuła się upokorzona ta kobieta i wiem, że czegoś bardzo istotnego nie rozumiem. Wiem, że jest tu ukryty jakiś sens, którego nie potrafię dociec. Ale jedno jest pewne: Jezus tę kobietę otoczył swoją miłością nie tylko na końcu, gdy uzdrowił jej dziecko, ale od samego początku rozmowy. 
Oczywiście nie jest trudno takie a nie inne sformułowanie w tej rozmowie skomentować wskazując na ówczesne relacje między Żydami a ich nieżydowskimi sąsiadami i w ten sposób sprowadzić całą sytuację do kontekstu kulturowego. Ale jakoś nie mam ochoty na lekturę komentarzy, które szybko i sprawnie tłumaczą słowa o dzieciach i psach sytuacją społeczno-religijną, warunkami danej chwili i czymkolwiek jeszcze. Jest może w takich wyjaśnieniach mnóstwo racji, ale jest w nich przede wszystkim podstawowe niebezpieczeństwo: stawiają one kategorię „sytuacji społecznej i uwarunkowań kulturowych” ponad wszystko. Bo „uwarunkowania kulturowe” potem mogą już wszystko wyjaśnić. Staną się wytrychem, a nie jednym z pomocnych narzędzi interpretacyjnych.

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Nr 33 (2771),  18 sierpnia 2002

 

do góry

 

© 2000 Tygodnik Powszechny
Szczegółowe informacje o Redakcji; e-mail: redakcja@tygodnik.com.pl