Medytacja Biblijna księdza Jana Słomki

 

18. Niedziela Zwykła 

 

Duch świętowania


Uczta jest jednym z ulubionych motywów biblijnych. Jezus karmi zgromadzonych na pustkowiu nie tylko swoim słowem, ale i chlebem. Izajasz woła, że oto Bóg przygotował dla swoich umiłowanych wyborną ucztę: chce karmić bez pieniędzy. Bo to uczta dla zaproszonych, a nie restauracja. Wiele przypowieści podejmuje motyw uczty, a opowiadanie o tych, którzy nie przyszli, choć byli zaproszeni, jest bliskie każdemu, kto w niepewności oczekiwał na spóźniających się gości. Zresztą, uroczysty wspólny posiłek jest czymś do głębi ludzkim, jego wagę docenia każda kultura. Świadectwa z Pisma pozwalają powiedzieć więcej: otóż celebracja wspólnego posiłku jest nie tylko ważna dla naszego życia. Jest też miejscem objawiania się Boga. A więc jest o co dbać, bo jak może zrozumieć cokolwiek z Bożych wezwań ktoś, kto całkowicie ogłuchł i oślepł na świąteczny, wspólnotowy i radosny wymiar posiłku? Łaska buduje na naturze. To, co ważne dla naszego życia, jest ważne dla życia chrześcijańskiego.
Chrześcijaństwo, które nie jest radosne, nie potrafi świętować, chrześcijaństwo, które byłoby apoteozą smutku, kultem cierpienia i wysiłku, to nie tylko smutne chrześcijaństwo, to po prostu zaprzeczenie Ewangelii. Brat Roger pisał: „Niech twoje święto trwa bez końca...” Trzeba potrafić się radować, cieszyć tym, co dobrego otrzymujemy, a dopiero z tej umiejętności rodzi się moc do znoszenia cierpienia, chwil trudnych. 
Bóg zaprasza nas na ucztę. My boimy się przyjąć zaproszenie. Tkwią w nas pokłady lęku, nieufność i obawa przed radością, skłonność do koncentrowania się na tym, co niedobre, bolesne. A także pokusa traktowania świętowania jako luksusu, na który rzadko kiedy możemy sobie pozwolić, a bez którego można się obejść.
Jesteśmy podejrzliwi wobec takich chwil i wydaje nam się, że wysiłek włożony w przygotowanie i czas poświęcony na świętowanie jest bezproduktywny. Czasem nawet pojawiają się wyrzuty sumienia. Oczywiście nie można mylić pojęć. Są ludzie, których każda praca męczy i wydaje im się czasem straconym. Ale tu nie chodzi o ducha świętowania, lecz o jeden z grzechów głównych – lenistwo. Umiejętność świętowania wcale nie jest przeciwna umiejętności pracy. Ponadto chyba, wbrew pozorom, łatwiej jest nauczyć pracy – tu „pomaga” konieczność. Natomiast do świętowania nie da się zmusić. Nie można także podjąć postanowienia: „będę starał się bardziej radować”. O ile umiejętność dobrej pracy trzeba w sobie ćwiczyć, to umiejętności świętowania wyćwiczyć się nie da. Ją można jedynie pielęgnować, chronić, jak szlachetną roślinę kiełkującą w naszym sercu. 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Nr 31 (2769),  4 sierpnia 2002

do góry

 

© 2000 Tygodnik Powszechny
Szczegółowe informacje o Redakcji; e-mail: redakcja@tygodnik.com.pl