Medytacja Biblijna księdza Jana Słomki

 

13. Niedziela Zwykła

Kobiety i mężczyźni

KS. JAN SŁOMKA



Cała nasza wiedza o obyczajach starożytnego Wschodu mówi nam, że było to społeczeństwo patriarchalne. Również uważna lektura Starego Testamentu potwierdza ten obraz. Kobieta jest w zasadzie zawsze podporządkowana mężczyźnie – najpierw ojcu, potem mężowi, nawet więcej – ona należy do mężczyzny, jest jego własnością. Gdy o tym pamiętamy, historia Eliasza i Szunemitki okazuje się być niezwykle ciekawa. Otóż tutaj wszystko jest na odwrót: to kobieta, choć jest mężatką, podejmuje decyzje, to ona podejmuje gościa – obcego mężczyznę, Eliasza i rozmawia z nim bez obecności męża. To ona samodzielnie uznaje, że jest to wielki prorok, a zatem trzeba mu przygotować pokój gościnny. Na pewno nie było to zachowanie powszechnie przyjęte, ale jak się okazuje, możliwe. A więc nasza wiedza o obyczajach starożytnego Wschodu jest uproszczona. Wedle bowiem powszechnego przekonania kobieta starożytnego Wschodu nie miała żadnego prawa samodzielnie kogokolwiek przyjmować. To mężczyzna był głową rodu, domu i to on podejmował gości. Kobieta była w tle. Tak samo mężczyzna był właścicielem majątku – tu natomiast jest mowa o kobiecie bogatej, a więc majątek jest jej, choć ma męża. Widocznie takie sytuacje były możliwe, choć na pewno były wyjątkowe. Dominujący jednak był układ patriarchalny, rodowy: dobro rodu, klanu stało ponad wszystkim. 
Ten kontekst jest ważny, gdy słuchamy słów Jezusa o tym, że kto miłuje ojca lub matkę bardziej niż Jego, nie jest Go godzien. Jest to między innymi stanowcze przeciwstawienie się moralności zbudowanej wyłącznie na lojalności rodowej, klanowej. Warto jednak zauważyć, że w tekście ewangelicznym kolejność jest następująca: miłować ojca, matkę. My, dzisiaj w Polsce (bo nie wszędzie na świecie, a nawet w Europie) powiedzielibyśmy: matkę, ojca. Jak wielka i dobra jest to przemiana kulturowa, możemy sobie uświadomić zwłaszcza teraz, w czerwcu, gdy wielu z nas jest zapraszanych na święcenia kapłańskie i Msze prymicyjne. Słuchamy ze wzruszeniem mów młodych księży, którzy dziękują swoim rodzicom, zwłaszcza matkom, za ich trudy, za to, że wychowały ich w wierze. Otóż wielki św. Jan Chryzostom w swej mowie w dniu święceń kapłańskich, choć dziękował Bogu i biskupowi, nie znalazł ani słowa, by wspomnieć swoją matkę. Nie było w zwyczaju. Ojca też nie wspomniał, ale ten już od dawna nie żył i Jan właściwie go nie pamiętał. 

Ks. Jan Słomka

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Nr 26 (2764), 30 czerwca 2002

do góry

 

© 2000 Tygodnik Powszechny
Szczegółowe informacje o Redakcji; e-mail: redakcja@tygodnik.com.pl