Medytacja Biblijna księdza Jana Słomki

 

9. Niedziela zwykła

Miłosierdzie i ofiara

KS. JAN SŁOMKA



Lektura Pisma Świętego może prowadzić do wniosku, że dzisiejszy zanik praktyk religijnych, jaki stał się zjawiskiem charakterystycznym dla rozwiniętych społeczeństw Europy, jest czymś dziwnym i nietypowym w historii kultury. Jest to bowiem sytuacja całkiem nowa – do tej pory każda kultura miała swoje praktyki religijne i wszędzie stanowią one ważną, a nie marginalną część życia ludzkiego. Przynależą do kultury, bo przynależą do natury człowieka. Oto prorok Ozeasz wykrzykuje w imieniu Boga: „Chcę raczej miłości niż ofiary” i jest to krzyk miłości zranionej nieodwzajemnieniem, a raczej zlekceważeniem. Kto kocha, jest bezbronny wobec kochanego, tamten może go zranić nawet nie ze złośliwości, po prostu traktując lekko to, co jest najdroższe dla kochającego. Tak właśnie brzmią słowa Ozeasza. Ale przecież nie ma w nich wyrzutu, że Izraelowi zabrakło gorliwości w wypełnianiu praktyk religijnych, wręcz przeciwnie – ofiary są składane regularnie. Słowa Ozeasza parafrazuje Jezus, gdy faryzeusze gorszyli się tym, że przyjął zaproszenie na ucztę do bogatych celników. Towarzystwo na tym przyjęciu na pewno nie było wzorem pobożności. Faryzeuszom, którzy byli pobożni, Jezus daje zadanie domowe: „Idźcie i starajcie się zrozumieć, co znaczą słowa: Chcę raczej miłosierdzia niż ofiary...” 
Spełnianie praktyk pobożnych przynależy do ludzkiej natury. Co więcej, w świetle słów Ozeasza, poziom pobożności nie jest dobrą miarą miłości Boga. Przeciwstawienie miłości i ofiary sugeruje nawet, że praktyka może trwać tam, gdzie jest bardzo mało żywej wiary, a nawet może zaistnieć sytuacja, kiedy składane ofiary są próbą ukrycia życia całkiem przeciwnego wezwaniom Bożej miłości. Czy nie o tym pisał Jan Sztaudynger:

Podkowę położyłem na progu,
Aby w dom nie wchodziły demony,
Modlitwą odgrodziłem się od Boga,
Aby nie wpadł na mnie znienacka
I za kark nie ucapił,
Gdy ja w najlepsze 
Sobie grzeszę.


W żadnym wypadku nie chcę z tych rozważań wyciągać wniosku, że spełnianie praktyk religijnych nie ma znaczenia, a ich zanik nie jest żadnym problemem. Jednak jest to sprawa skomplikowana i nie można stawiać znaku równości między zanikiem regularnych praktyk religijnych i końcem chrześcijaństwa. A już na pewno szukanie dróg wyjścia z kryzysu, który w Europie niewątpliwie narasta, nie może koncentrować się na przywracaniu do życia wszystkich obumierających praktyk. Trzeba szukać głębiej i wierzyć, że być może opada pewna skorupa, postać zewnętrzna. Jednocześnie, choć na razie są trudno dostrzegalne, kiełkują zarodki żywej wiary, które zaowocują odnowioną żywą pobożnością.

Ks. Jan Słomka

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Nr 23 (2761), 9 czerwca 2002

do góry

 

© 2000 Tygodnik Powszechny
Szczegółowe informacje o Redakcji; e-mail: redakcja@tygodnik.com.pl