Medytacja Biblijna księdza Jana Słomki

 

6. Niedziela Wielkanocna

Paraklet

KS. JAN SŁOMKA



Na szczęście jest już raczej powszechnie wiadome, że użyte w Biblii Tysiąclecia i w czytaniach liturgicznych określenie „Pocieszyciel” to tylko mocno zawężone tłumaczenie greckiego ,,parakletos”. Nie ma więc powodu, aby rezygnować z używania w polskich tłumaczeniach biblijnych tak pięknego i dobrze zadomowionego w naszej tradycji słowa. Wystarczy pamiętać, co ono w tym miejscu znaczy. Paraklet to ten, kto jest zdolny do udzielenia zachęty, odwagi, pomocy, to także orędownik, rzecznik, pocieszyciel. Jedynie św. Jan w swojej ewangelii używa – czterokrotnie – tego określenia Ducha Świętego. Raz pojawia się ono w odniesieniu do Chrystusa (1 J 2,1): Jezus jest tam nazwany naszym „Rzecznikiem (parakletos) wobec Ojca”.
A więc Jezus obiecuje swoim uczniom, że pośle im „innego Parakleta”. Innego, bo On sam jest pierwszym naszym rzecznikiem, orędownikiem wobec Ojca, naszym Parakletem. Doświadczali spełniania tej obietnicy, i to niezwykle intensywnie, pierwsi chrześcijanie. Świadectwo tych doświadczeń znajdujemy m.in. w opisie ewangelizacji Samarii. Po przyjęciu Słowa Bożego przybywają Piotr i Jan, aby modlić się o dar Ducha Świętego.
Życie chrześcijanina jest życiem w mocy Ducha, bo taka właśnie jest konsekwencja zapisanej przez św. Jana obietnicy Jezusa. Być może nie doświadczamy tego tak spektakularnie, jak w czasach opisywanych przez Dzieje Apostolskie, ale to bynajmniej nie znaczy, że obecnie Duch działa mniej czy słabiej. Jednak codzienność, jakby „nieobecność” Boga, Jego brak łatwo zauważalnej ingerencji w tragiczne sytuacje bliskie i dalekie, to wszystko sprzyja osłabieniu naszej wiary. A zanik wiary w obietnicę Jezusa w pewnym sensie zamyka nas na przyjęcie tejże obietnicy, na przyjęcie wsparcia, mocy Ducha – Parakleta. Jak zatem poznać, że usycha w nas wiara w obietnicę Jezusa? Oczywiście nie ma prostego i nieomylnego sposobu, aby postawić taką diagnozę. Ale gdy zaczynamy czuć się nadzwyczaj odpowiedzialni, sądzić, że od nas, od naszego działania, wysiłku i skuteczności zależy los świata i Kościoła. A więc, gdy zaczynamy się spieszyć, starać ponad miarę, poświęcać z całą świadomością, jak to bardzo poświęcamy się dla innych – a od tego już tylko mały kroczek do rozżalenia, że nie jest to należycie docenione – gdy więc coś takiego dzieje się w naszym życiu, to może być znak, że przestaliśmy wierzyć w to, że i dla nas jest obietnica Ducha Pocieszyciela, którego Jezus posyła, aby był z nami na zawsze.

Ks. Jan Słomka

 

 

 

 

 

 

 

do góry

 

© 2000 Tygodnik Powszechny
Szczegółowe informacje o Redakcji; e-mail: redakcja@tygodnik.com.pl