Medytacja Biblijna księdza Jana Słomki

 

4. Niedziela Wielkiego Postu

Dawid

KS. JAN SŁOMKA



Dawid – to hebrajskie imię oznacza kochany, albo nieco inaczej i pewnie lepiej tłumacząc – kochania godny. Nie sposób nie docenić, jak trafnie wyraża ono coś, co promieniuje z całego życia króla Dawida.
Bóg wybrał Dawida, bo tak chciał, bo znalazł w nim upodobanie. Dawid był pięknym młodzieńcem, a piękno fizyczne jego postaci było częścią piękna całej jego osoby. Był on w najpełniejszym tego słowa znaczeniu pięknym człowiekiem – kimś, kto przyciąga do siebie mnóstwo ludzkiej miłości. Dla wszystkich pokoleń Izraela Dawid był postacią najbardziej ukochaną. Czczono Abrahama – ojca wierzących, pielęgnowano pamięć Mojżesza – wyzwoliciela i prawodawcy, a przez to ojca i twórcy narodu. Podziwiano mądrość Salomona i wspaniałość zbudowanej przez niego świątyni. A jednak to Dawid podbił serca kolejnych pokoleń Izraelitów i nie tylko Izraelitów. Do dzisiaj jest to jedna z najbardziej poruszających postaci biblijnych. Psalmy, zbiór najprzedniejszych poezji, nie przypadkiem zwie się psalmami dawidowymi. Tu nie chodzi o dyskusję, ile z nich naprawdę napisał, czy raczej wyśpiewał sam Dawid. Skala ludzkich uczuć: radości, gniewu, rozpaczy, wdzięczności, bólu i ukojenia, i wielu innych jest w psalmach wręcz nieogarniona. Co jeszcze ważniejsze – jest w tych uczuciach nieustanna, najszczersza rozmowa z Bogiem. To samo jest obecne w całej pełni w życiu Dawida. Nie można także nie zauważyć, że te psalmy, które nawet w oczach dzisiejszej, naprawdę krytycznej, krytyki biblijnej, rzeczywiście pochodzą od Dawida, są wyjątkowo piękne. Tyle w nich intensywności. Dawid był nie tylko wielkim wodzem i królem, był także wielkim poetą.
W jego życiu było tyle piękna. Piękna była scena jego powołania i wiele innych sytuacji. Tyle mu się w życiu udało. Miał szczęście zarówno w walkach z wrogami Izraela, jak i w zdobywaniu władzy. Dane mu było pomyślne królowanie i dar najcenniejszy – doświadczył w swoim życiu bardzo wiele ludzkiej miłości. Jednocześnie, mimo takich sukcesów i tej ilości szczęścia, budzi raczej sympatię niż zazdrość. Pamiętamy przecież, jak wiele zostało mu wybaczone. Nie ma potrzeby wyliczać tych sytuacji. Są to opowieści łatwo trafiające do wyobraźni. Jak wiadomo, był człowiekiem, któremu trzeba było raz po raz wybaczać. Nie był kimś, kto by się bał najmniejszego błędu, upadku. 
Jak to jest, że są ludzie, których Bóg tak bez miary, chciałoby się rzec bez opamiętania, obdarowuje?

Ks. Jan Słomka

 

 

 

 

 

 

 

do góry

 

© 2000 Tygodnik Powszechny
Szczegółowe informacje o Redakcji; e-mail: redakcja@tygodnik.com.pl