Medytacja Biblijna księdza Jana Słomki

 

3. Niedziela Wielkiego Postu

Pragnienie Boga

KS. JAN SŁOMKA



Na pustyni Izraelici poznali, co to jest pragnienie wody. Mimo wszystkich wcześniejszych cudów, jakich doświadczyli, mimo manny i innych znaków opieki Bożej, gdy brakło wody, zaczęli szemrać. Pragnienie, brak wody, nie uznaje żadnych argumentów, chce tylko wody. Pragnienie wody jest doświadczeniem powszechnym, znanym każdemu. Nie trzeba sobie wyobrażać pustyni i piekącego słońca. Człowiek bez wody żyć nie może. Do tego elementarnego doświadczenia i do codziennego trudu noszenia wody ze studni odwołuje się Jezus w rozmowie z Samarytanką. Okazuje się, że Samarytanka natychmiast pojęła słowa Jezusa. W niej było nie tylko pragnienie wody i odpoczynku od ciężaru stągwi. Było w niej także pragnienie Boga i przemożny głód pojednania z Bogiem, uporządkowania swojego życia. Chciała w pokoju ducha oddawać cześć Bogu.
Łatwo jest pytać retorycznie, czy pragniemy Boga tak samo mocno jak wody w upalny dzień. Łatwo takim pytaniem zawstydzić tych wszystkich, którzy takiego pragnienia w sobie nie noszą na co dzień. Ale przecież takie żywe, gorące i trwałe pragnienie Boga jest już Bożym darem, i to darem bardzo wielkim. A więc jest tym, o co trzeba się modlić przede wszystkim. Orygenes przytaczał słowa, które ustna tradycja w jego czasach przechowała jako słowa Jezusa: „Proście o rzeczy wielkie, a małe będą wam dodane, proście o rzeczy niebieskie, a ziemskie będą wam dodane”. Komentując ten agrafon tłumaczy, że jedyną modlitwą godną Boga i będącą naszym zaufaniem jest modlitwa o dary duchowe, dary dla naszej duszy – tych bowiem Bóg udziela jedynie pragnącym. A więc może wystarczy pragnienie pragnienia Boga – takie, które wyraża się modlitwą o to, by moja dusza pragnęła Boga tak samo, jak wody na pustyni. Może nie trzeba się wstydzić, że zbyt mało Boga pragnę, ale po prostu z takim ubóstwem, bo małe, skarłowaciałe pragnienie Boga to jest ubóstwo duszy, przyjść pokornie na modlitwę.
Ale możliwa, i dzisiaj nierzadka, jest sytuacja jeszcze inna: całkowite zobojętnienie na Boga. Możliwy jest całkowity brak pragnienia i zainteresowania Bogiem. Można przypuścić, że jeśli Jezus przy studni spotkałby takiego człowieka, który całkiem zobojętniał na sprawy boskie – ten przestałby z Nim rozmawiać, gdyby się okazało, że Jezus nie może mu ułatwić transportu wody. Wobec takiej sytuacji pozostaje chyba tylko cierpliwość i ufność, że Bóg wie o człowieku więcej niż my, więcej niż człowiek wie sam o sobie. 
Ks. Jan Słomka

Ks. Jan Słomka

 

 

 

 

 

 

 

do góry

 

© 2000 Tygodnik Powszechny
Szczegółowe informacje o Redakcji; e-mail: redakcja@tygodnik.com.pl