Medytacja Biblijna księdza Jana Słomki

 

29. Niedziela Zwykła

Wytrwałość modlitwy

KS. JAN SŁOMKA

 

„Jezus opowiedział swoim uczniom przypowieść o tym, że zawsze powinni się modlić i nie ustawać”. Trudno w tym miejscu nie wspomnieć poprzednich rozważań dotyczących kwestii, czy jest przykazanie modlitwy i związanych z nimi wątpliwości. Jeśli ktoś chce, niech uzna na podstawie tych słów Ewangelii, że istnieje przykazanie modlitwy. Nie będę się spierał. Ważniejsze jest co innego: na pewno jest tu mowa o pierwszorzędnej roli modlitwy w życiu wiary. Przy czym modlitwa oznacza tutaj po prostu prośbę. Jezus zachęca uczniów, by nie ustawali w prośbach. Ta zachęta jest potrzebna, bo często brakuje nam cierpliwości. Błagamy, zanosimy prośby i nic. Bóg milczy. Nie wysłuchuje. Ten problem jest jednym z najtrudniejszych w wierze. Z jednej strony bowiem mamy przykłady wspaniałe. Św. Monika modliła się dziesiątki lat za swojego syna, pozornie bez żadnego rezultatu. Wikłał się w sekty (manicheizm), żył z kobietą bez ślubu, błąkał się w życiu i nie rokował nadziei. A przecież w końcu dożyła chwili, gdy Augustyn w 33. roku swego życia nawrócił się wspaniale. Ale ten i inne świetlane przykłady wysłuchanych modlitw, nagrodzonej cierpliwości i pięknych finałów i nie są w stanie zasłonić wielu innych sytuacji. O nich nie jest głośno, bo niespecjalnie jest o czym opowiadać. Tak wiele modlitw wytrwałych przez lata i dziesiątki lat nie doczekuje się równie radosnego wysłuchania. Zupełnie nie na miejscu byłoby teraz usiłowanie tłumaczenia, dlaczego tak się dzieje. Łatwo jest konstruować takie wyjaśnienia. Można przekonywać, że albo błagający nie potrafią modlić się jak należy, albo przybici nieszczęściem nie potrafią dostrzec i uwierzyć, że Bóg lepiej od nich wie, co jest dla nich dobre. Wszelkie takie wytrychy, które mają raz na zawsze usunąć niewygodę, niepewność i pytania, dlaczego Bóg nie wysłuchuje ludzkich modlitw, brzmią fałszywie, a dla modlących się wytrwale i ciągle bezskutecznie brzmią przygnębiająco i oskarżycielsko. Bo w gruncie rzeczy, aby obronić Boga, te wytłumaczenia-wytrychy zawsze zrzucają całą odpowiedzialność na utrapionego człowieka: albo nie umie się modlić, albo nie umie zaufać, albo nie umie dostrzec. Jezus nie usiłuje tłumaczyć Pana Boga. Mówi tylko do każdego z nas: „Módlcie się i nie ustawajcie”. A ostatnie zdanie, smutno brzmiące pytanie, czy Syn Człowieczy znajdzie wiarę na ziemi, gdy przyjdzie, potwierdza, że wytrwałość w wierze w dobroć Boga jest bardzo trudna.

Ks. Jan Słomka

 

 

 

 

 

 

 

do góry

 

© 2000 Tygodnik Powszechny
Szczegółowe informacje o Redakcji; e-mail: redakcja@tygodnik.com.pl