Medytacja Biblijna księdza Jana Słomki

 

28. Niedziela Zwykła

Radość z życia

KS. JAN SŁOMKA

 

Z nowu w Ewangelii pojawia się Samarytanin. Tym razem nie w przypowieści, ale wśród dziesięciu trędowatych, którzy błagają o uzdrowienie. Los trędowatych był okrutny, to był wyrok. Nic dziwnego, że tych dziesięciu szukało spotkania z Jezusem, o którym wielu mówiło, że czyni cuda. Nie zawiedli się. Zostali uzdrowieni, gdy z rozkazu Jezusa szli pokazać się kapłanom. To kapłani mieli władzę określania, kto jest chory, a kto jest wolny od trądu. Tak więc dopiero orzeczenie kapłańskie mogło potwierdzić, że są zdrowi i mogą wrócić do życia w społeczności. Może dlatego dziewięciu z nich tak się spieszyło do kapłanów? Ale nie zmienia to faktu, że otrzymawszy najbardziej wymarzony dar, życie, z którym właściwie już się dawno pożegnali, natychmiast uznają to za oczywistość. Już myślą o tym, jak przekonać kapłanów, już są zajęci swoimi sprawami. Jedynie Samarytanin zapomina o wszystkim. Pełen radości chce podziękować Bogu i Jezusowi. A więc tylko on potrafi się ucieszyć, świętować otrzymanie daru zdrowia. Natomiast zdumiewający jest brak odruchu wdzięczności u pozostałych dziewięciu uzdrowionych. To przydarza się Jezusowi nieraz. Przynajmniej kilkakrotnie Ewangelie odnotowują, że Jezus spotykał się z taką czarną niewdzięcznością cudownie uzdrowionych. Zapominają o podziękowaniu, uzdrowienie biorą jak swoje, jakby im się od dawna należało, a więc zapewne i zapominają o tym, aby się uradować, docenić niezwykłość i nadzwyczajność daru, jaki otrzymali. Ale zanim zaczniemy z poczuciem wyższości dziwić się tej niewdzięczności uzdrowionych z trądu, zastanówmy się. Bo postawa brania jak swoje nawet najbardziej niespodziewanych darów, więcej nawet, ciągłego oczekiwania, że należy mi się jeszcze więcej i pewnej pretensji, że jestem pokrzywdzony, ta postawa, której łatwo domyślić się na podstawie zachowania dziewięciu trędowatych, jest w gruncie rzeczy czymś niesłychanie powszechnym. Otrzymawszy i otrzymując naprawdę wiele, jesteśmy jednym z bardziej narzekających społeczeństw. Będąc w sumie w całkiem niezłej sytuacji w porównaniu z wieloma krajami i całymi regionami świata, kochamy wyobrażać sobie siebie jako najbardziej pokrzywdzonych przez historię i okoliczności. Tak trudno nam dostrzegać, jak wiele otrzymujemy, a więc i być wdzięcznym Bogu za Jego dary i cieszyć się życiem.
A więc znowu Samarytanin staje się naszym nauczycielem. Tym razem jest nauczycielem pielęgnowania w sobie oczu otwartych na otrzymywane dobro, pielęgnowania odruchów wdzięczności. Kara za utracenie takiego spojrzenia bywa okrutna: jest to utrata zdolności do radowania się życiem.

Ks. Jan Słomka

 

 

 

 

 

 

 

do góry

 

© 2000 Tygodnik Powszechny
Szczegółowe informacje o Redakcji; e-mail: redakcja@tygodnik.com.pl