Medytacja Biblijna księdza Jana Słomki

 

21. Niedziela Zwykła

Pielgrzymka

KS. JAN SŁOMKA

 

 

W tym roku Uroczystość Najświętszej Maryi Panny Częstochowskiej wypada w niedzielę. Już w przeddzień uroczystości wchodzą na Jasną Górę nieprzerwanym strumieniem kolejne piesze pielgrzymki. Tak dzieje się co roku i pielgrzymów nie ubywa. Trud pieszego wędrowania ku sanktuarium przyciąga niezmiennie najróżniejszych ludzi. Są wśród nich zarówno wierzący gorliwie, jak i mający z wiarą kłopoty. Są ludzie przepełnieni wdzięcznością, ale też pielgrzymujący w strapieniu. Pielgrzymowanie do miejsca świętego ma nie tylko starą tradycję, ale ciągle jest żywe.
Pielgrzymki rozkwitły w chrześcijaństwie w czwartym wieku. Wolność polityczna, jaką zapewnił chrześcijaństwu cesarz Konstantyn, pozwoliła na realizację tęsknot, które musiały od dawna ożywiać serca wierzących. Tak więc, kto może, kogo na to stać, pielgrzymuje do miejsc świętych, czyli do Jerozolimy, Betlejem, ale także do Egiptu, pustyni uświęcanej przez tysiące mnichów, przede wszystkim zaś przez tych kilku najświętszych, z Antonim Pustelnikiem na czele. Równocześnie pojawia się teologiczna dyskusja na temat wartości pielgrzymek. W tej polemice dwaj główni adwersarze są najwyższej klasy. Z jednej strony występuje święty Hieronim. Podkreśla on wartość pielgrzymowania, zwłaszcza do Ziemi Świętej, wychwala w wielu listach tych, którzy podjęli ten trud i niebezpieczeństwa dalekiej podróży, docenia, jak wiele kosztuje przezwyciężenie bólu rozłąki z najbliższymi i z ziemią ojczystą. Pielgrzymka, pisze, to piękny wyraz miłości do Chrystusa. Z drugiej strony występuje święty Grzegorz z Nyssy. Pisze on sławny list drugi. Pyta w nim: ,,I cóż więcej od innych będzie miał ten, który był w owych miejscach? Jak gdyby Pan do dziś dnia przebywał cieleśnie w owych miejscach, a od nas odszedł; albo jak gdyby Duch święty okazywał pełnię działania u jerozolimian, a nie mógł przyjść do nas! (...) Powiedz więc mój kochany, braciom, by podróżowali do ciała Pana, a nie z Kapadocji do Jerozolimy”. Chyba jednak św. Grzegorz z Nyssy czegoś nie dostrzegł. Jego uwagi są słuszne i warto wciąż je czytać i medytować, ale przecież jest w pielgrzymowaniu jakaś siła. Okazuje się ono ciągle od nowa wielką potrzebą ludzkiego serca. Poniesienie trudu, aby dotrzeć do materialnych, namacalnych i widzialnych śladów Tego, kogo się kocha, nie wynika z teologicznych racji. Jest częścią samej miłości.

Ks. Jan Słomka

 

 

 

 

 

 

 

do góry

 

© 2000 Tygodnik Powszechny
Szczegółowe informacje o Redakcji; e-mail: redakcja@tygodnik.com.pl