Medytacja Biblijna księdza Jana Słomki

 

17. Niedziela Zwykła

Modlitwa

KS. JAN SŁOMKA

 

 

Nie ma przykazania modlitwy. Jest natomiast bardzo mocna tradycja katechetyczna, która przywiązuje wielką wagę do nauczenia modlitwy. Istotną częścią tej tradycji są napomnienia, że codzienna modlitwa jest obowiązkiem katolika. Tradycja ta jest tak mocna, że gdy przypomina się, że ani w przykazaniach Bożych, ani kościelnych nie ma wymienionego obowiązku modlitwy, to skądinąd oczywiste stwierdzenie budzi niemałe zdziwienie. Oczywiście jest obowiązek oddawania czci Bogu. Ten obowiązek wynikający wprost z przykazania miłości Boga był rozpisany na szczegółowe akty wykonawcze, czyli przepisy dotyczące składania ofiar, uczestnictwa w obrzędach, liturgii.
Ale to jest coś innego, niż modlitwa. Nie jest oczywiście prawdą, że religia jest sprawą osobistą. Religia jest także sprawą społeczną, wspólną, publiczną. Natomiast modlitwa na pewno jest sprawą osobistą, a nawet więcej, intymną sprawą każdego człowieka. Z przytoczonej w Ewangelii rozmowy Jezusa z uczniami wynika, że Jezus sam nigdy nie inicjował rozmowy na temat modlitwy. Nie zachęcał do modlitwy, a już na pewno nie przypomniał im, aby się modlili. Nie traktował ich jak dzieci, którym przypomina się o wieczornym pacierzu. Także w kazaniu na górze nie pada wezwanie „módlcie się!”, ale komentarz do sytuacji „gdy się modlicie”. Modlitwa jest czymś, czego w żaden sposób nie można czynić „z poczucia obowiązku”, „bo tak wypada”. Co więcej, uczenie modlitwy może nawet nieść ryzyko, że kogoś, w kim nie obudziła się jego osobista, całkiem bezinteresowna potrzeba modlitwy, nauczy się imitacji. Skoro modlitwa jest dobra – może pomyśleć – skoro wielka jest moc modlitwy, skoro wszyscy o tym mówią, to i ja powinienem się modlić – wypowiadać takie a nie inne słowa, okazywać takie a nie inne stany emocjonalne. To wszystko będzie tylko imitacją modlitwy.
Prawdziwa modlitwa jest bezinteresowna. Oczywiście jest jednocześnie prośbą. W języku greckim, jak to opisuje Orygenes w traktacie „O modlitwie”, modlitwę określają dwa słowa ,,proseuche” i ,,euche”. Oznaczają one jednocześnie prośbę oraz ślub złożony Bogu. A więc w naszej modlitwie zawsze o coś chodzi. W końcu Bóg jest wszechmocny, a my jesteśmy słabi i potrzebujący. Ale to nie zmienia faktu, że modlitwa zaczyna się od bezinteresowności i potrzeby serca. Jeżeli tego nie ma, pozostaje tylko imitacja modlitwy, albo, co gorsze, instrumentalne traktowanie modlitwy i Boga samego.

Ks. Jan Słomka

 

 

 

 

 

 

 

do góry

 

© 2000 Tygodnik Powszechny
Szczegółowe informacje o Redakcji; e-mail: redakcja@tygodnik.com.pl