15. Niedziela Zwykła
Mój bliźni
KS. JAN SŁOMKA
„Kto jest moim bliźnim?” – pyta uczony w
Prawie. Otóż moim bliźnim jest ten, którego nie lubię, ten,
którego nie wybrałem, którego wcale nie chciałem spotkać na
swojej drodze, ten, kto swoją nieproszoną obecnością
przeszkadza mi w moich ważnych sprawach. Jezus odpowiadając na
pytanie uczonego opowiada przypowieść o miłosiernym
Samarytaninie. Z całą pewnością uczeni w Prawie nie lubili
Samarytan, a więc dobór bohatera przypowieści jest jawną
prowokacją ze strony Jezusa. Zwłaszcza jeżeli weźmiemy pod
uwagę, że wcześniej, jako bohaterowie negatywni wystąpiły
postacie publicznie szanowane: kapłan i lewita. Zresztą tak
prowokacyjna odpowiedź jest tylko dostosowaniem się do
konwencji narzuconej przez pytającego. Ewangelista notuje, że
chciał on wystawić Jezusa na próbę. A więc sądził, że
wie lepiej. Jezus mu pokazał, że wcale nie wie lepiej.
Nigdy dość mówienia o sprawach najprostszych, nawet jeżeli
ryzykuje się powtarzanie. Potrzeba, aby słowa takie jak ,,miłuj
bliźniego” trwały w nas jak mocno wbite gwoździe. Tak właśnie
Roman Brandstaetter określał w “Kręgu biblijnym”
uczenie się w dzieciństwie na pamięć tekstów biblijnych. Te
gwoździe powinny być tak mocno wbite, aby uniosły każdą
sytuację. Gdyż jeżeli chodzi o ich zastosowanie, mamy
nieprawdopodobną zdolność do abstrakcji. To znaczy potrafimy
w zupełnie naturalny sposób nie kojarzyć pięknej przypowieści
Jezusa z mnóstwem sytuacji, w których spotykamy się z ludźmi
potrzebującymi naszej pomocy. A miłość bliźniego nie ma nic
wspólnego z abstrakcją i rozważaniami, co bym zrobił, gdybym
był w sytuacji lewity i Samarytanina. Okolicznością istotną
jest to, co nazywamy przypadkiem. Samarytanin nie wędrował po
drogach Palestyny, aby pomagać ofiarom napadów. Podobnie jak
kapłan i lewita miał swoje nie cierpiące zwłoki sprawy.
Przypadkiem na jego drodze znalazł się pobity człowiek.
Natychmiast, jak tylko uporał się z pomocą, ruszył dalej.
Ale dał się wzruszyć stającemu mu na drodze cudzemu
cierpieniu. Najczęściej nie wybieramy ludzi, których
przychodzi nam spotkać, nie wybieramy sytuacji, w jakich
natykamy się na potrzebujących. Człowiek, który stoi
naprzeciwko mnie, jest moim bliźnim. Bliźnim jest każdy, bo
każdy może znaleźć się na mojej drodze, ale nie wszyscy
ludzie świata, bo w słowie “wszyscy” kryje się
owa abstrakcja, zasłaniająca twarz bliźniego.
Ks. Jan Słomka
|