Medytacja Biblijna księdza Jana Słomki

 

13. Niedziela Zwykła

Teologia wybrania

KS. JAN SŁOMKA

 

 

Zmarły przed kilkunastoma dniami ksiądz profesor Tadeusz Sikorski, wykładowca teologii moralnej w naszym seminarium, nauczyciel, którego wykłady pozostaną w umyśle i sercu na długie lata jako ożywcze myśli, mawiał, że nie dorobiliśmy się jeszcze porządnej teologii wybrania. Pojęcie wybrania jest jednym z kluczowych dla całej teologii, więcej, jest jednym z podstawowych pojęć w naszym rozumieniu wiary. Przecież wszelkie działanie Boga wobec ludzi i człowieka to wybieranie, jakiego dokonuje Bóg. Wszystkie przymierza zaczynają się od wybrania, i to nie człowiek wybiera Boga, ale Bóg wybiera człowieka, ród, naród. Wybranie jest przeciwieństwem obojętności, masowości, jednakowości. Nie wybiera się tłumu, wybiera się zawsze kogoś. Wybranie jest początkiem wszelkiej osobistej, niepowtarzalnej relacji. Ale jednocześnie nie potrafimy – i jak rozumiem, to właśnie ks. Sikorski miał na myśli – jakoś owocnie oderwać naszego myślenia o Bożym wybraniu od jego kontekstu: wybranie jednego, to odrzucenie pozostałych. Ewangelia przedstawia nam serię spotkań Jezusa. Każde z tych spotkań jest jakimś wybraniem i oczywiście każde jest inne. Zawsze wybiera Jezus, sam fakt, że ktoś chce iść za Nim, nie wystarcza. Wybranie Jezusa jest jakoś wyłączne i oczekuje wyłączności. Wybrany nie może wstecz się oglądać, może innym zostawić nawet najświętsze obowiązki – pogrzebanie zmarłego ojca. Jak pojmować wybranie, które jest początkiem i znakiem szczególnym działania Jezusa, aby nie stawało się ono poczuciem wyższości, aby nie implikowało myślenia o odrzuceniu tych niewybranych? Bo przecież nie wystarczy powiedzieć, że każdy jest wybrany. Ryzykujemy wtedy, że niepowtarzalność wybrania zacznie rozpływać się w powszechnej nijakości, w uznaniu, że to w gruncie rzeczy “wszystko jedno”. Ale przecież wcale nie jest wszystko jedno, bo Bóg wybiera. To Boże wybranie, jak czytamy w Ewangelii, jest niepowtarzalne i w żaden sposób nie da się go sprowadzić do jakiejś ogólnej formułki. Jest zaprzeczeniem wszelkiej statystyki.

W niedzielnej komplecie modlimy się: “Choćby tysiąc padło u boku twego i dziesięć tysięcy po twojej prawicy – ciebie to nie spotka” (Ps 91). To jest Boże wybranie: wybrany nie jest jednym z dziesięciu tysięcy, jest jedynym, szczególnie chronionym przez Boga. Jak to pogodzić z nieustannymi wiadomościami o tysiącach i milionach dotykanych nieszczęściami na różne sposoby? Jak pogodzić z faktem, że jednocześnie jest się jednym z tysięcy i milionów podlegających wszelkim masowym procesom, a statystyka potrafi być nieubłagana?

Ks. Jan Słomka

 

 

 

 

 

 

 

do góry

 

© 2000 Tygodnik Powszechny
Szczegółowe informacje o Redakcji; e-mail: redakcja@tygodnik.com.pl