Medytacja Biblijna księdza Jana Słomki

 

11. Niedziela Zwykła

Moralna wyższość

KS. JAN SŁOMKA

 

 

„Ten, komu mało się odpuszcza, mało miłuje”. Te słowa Jezusa z pewnością nie są zachętą do większego grzeszenia, aby było niemało do odpuszczania. One są przestrogą, abyśmy nie zaczęli myśleć o sobie jako o kimś, kto nie potrzebuje wielkiego przebaczenia. Codzienne starania o to, aby było dobrze i aby być dobrym człowiekiem, tak niezbędne dla wzrastania w wierze, mogą bowiem stępić naszą wrażliwość na tragiczny wymiar życia. Zwłaszcza w czasie względnego spokoju, gdy nie jesteśmy zmuszani przez okoliczności do niewykonalnych wyborów, gdy nie pojawiają się sytuacje bez wyjścia. Wtedy zaczyna się wydawać, że to jest norma, że tak być powinno, a więc każdy powinien sobie radzić co najmniej równie dobrze jak my. A jeżeli nie radzi sobie ze sobą i z okolicznościami życia – to na pewno jest jego wina. Tak rodzi się osąd w duszach ludzi zadowolonych ze swojej moralności i siebie. Tak stygnie miłość do słabych. Może nie do tych, którzy są widocznie pokrzywdzeni przez los, chorobę, kalectwo, ale do tych, których łatwo osądzić, a trudno zrozumieć. Rośnie poczucie moralnej wyższości. Zwykle znakomicie udaje ono poczucie godności osobistej. Jezus kochał i faryzeusza, którego zaproszenie przyjął, i nierządnicę, od której przyjął gesty miłości. Nie osądzał – pokazywał faryzeuszowi, w czym pobłądził, ale przecież nie wyszedł ostentacyjnie z tej uczty, nie okazał gospodarzowi domu jakiejkolwiek pogardy, potępienia. Dostrzeganie, ale nie osądzanie w sercu ludzi, którzy są blisko nas, choćby na ulicy, a którym, ze względów dla nas niezrozumiałych, życie się nie układa, nie radzą sobie z nim, czyli pielęgnowanie w sercu elementarnej miłości do ubogich – to droga zbawienia. Aby takie spojrzenie na bliźnich było możliwe, niezbędne jest cierpliwe tępienie w sobie wszelkiego, choćby najbardziej ukrytego i dla innych zupełnie niewidocznego, poczucia swojej moralnej wyższości wobec innych, na przykład tych, których często się boimy, bo mogą zaatakować, okraść, albo natrętnie żebrzą. Nie zawsze można pomóc, czasem nawet trzeba się bronić, ale to co innego niż spojrzenie z góry, ze swoich moralnych wyżyn.
Oczywiście choroba poczucia moralnej wyższości może dotknąć każdego. Nie ogranicza się ona bynajmniej do tych, którzy starają się żyć dobrze. Każdy, nawet najniższy, potrafi spoglądać z góry na bliźnich. Ale nierządnica u stóp Jezusa nie miała ani krztyny poczucia moralnej wyższości. I w tym jest dla nas niedościgłym wzorem.

Ks. Jan Słomka

 

 

 

 

 

 

 

do góry

 

© 2000 Tygodnik Powszechny
Szczegółowe informacje o Redakcji; e-mail: redakcja@tygodnik.com.pl