Medytacja Biblijna księdza Jana Słomki

 

6. Niedziela Zwykła

Wykluczeni

Izrael, podobnie zresztą jak wszystkie starożytne społeczności, nie znajdował innego sposobu na trąd, jak wyrzucenie zarażonego poza wspólnotę. Takie postępowanie zostało zatem nakazane przez Prawo Mojżeszowe. Trąd zarażał, był nieuleczalny, a więc dla ratowania pozostałych trzeba było jednostkę wyrzucić poza nawias, oddzielić od zdrowej reszty. To była jedyna możliwość uchronienia życia społeczności. Gdyby trędowaty mieszkał dalej w swoim domu, narażałby wszystkich. Dzisiaj na szczęście trąd już nie jest aż takim strasznym wyrokiem, choć ciągle istnieje, chorzy na trąd nie są już „trędowaci” – istnieją inne możliwości radzenia sobie z tą chorobą. Jednak w naszej świadomości pojęcie „trąd” nadal funkcjonuje jako synonim bezpowrotnego odrzucenia przez społeczność. Mówimy, że ktoś jest „trędowaty” i wiadomo, o co chodzi.
Jezus uzdrawia trędowatego, a więc nie tylko ofiaruje mu zdrowie, ale także przywraca go społeczności. Po oficjalnym uznaniu przez kapłana, że jest on wolny od trądu, oczyszczony człowiek mógł powrócić do swoich. Oczywiście to uzdrowienie przeszkodziło Jezusowi w realizowaniu Jego zamiarów – nie mógł już głosić Ewangelii w mieście.
Każda społeczność ma skłonność do piętnowania niektórych jako trędowatych, a więc niechcianych, skazanych na odrzucenie, bo zagrażają stabilności, rozwojowi grupy. Uzdrowienie, jakiego dokonał Jezus, jest zachętą do robienia rachunku sumienia także i z tego: czy nie ulegam bezkrytycznie stereotypom, które odrzucają jakichś „trędowatych”, osądzonych przez środowisko, w którym żyję. Albo czy nie ulegam swoim osobistym lękom, które nakazują to samo. Gdyż oczywiste jest, że takie segregowanie zakorzenione jest w instynkcie samozachowawczym, zawsze ma w sobie pozór dobra wyższego, wydaje się być niezbędne dla zachowania stabilności społecznej. Nie ulega także wątpliwości, że wysiłek na rzecz przezwyciężania tych odrzuceń z reguły przynosi kłopoty. Jezus też nie mógł po uzdrowieniu trędowatego głosić w mieście Dobrej Nowiny, a i na jego wdzięczność też nie miał co liczyć. Tym niemniej, choć trudny i często daremny, wysiłek przezwyciężania odrzuceń i podziałów jest niewątpliwie jedną z najpiękniejszych dróg Ewangelii. 





















 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Nr 7 (2797), 16 lutego 2003

 

do góry

 

© 2000 Tygodnik Powszechny
Szczegółowe informacje o Redakcji; e-mail: redakcja@tygodnik.com.pl