s














Medytacja Biblijna księdza Jana Słomki

 

7. Niedziela Zwykła

 

Kwintesencja Ewangelii


Nie ulega wątpliwości, że słowa Jezusa wzywające do miłości nieprzyjaciół stanowią kwintesencję nauczania Ewangelii. Zachwycają swoim pięknem, porywają wielkodusznością. Są wezwaniem moralnym, a jednocześnie objawieniem istoty Boga. Jedynym argumentem za ich wypełnieniem jest obietnica, że „będziecie synami Najwyższego”. A więc objawiają pierwszą i najważniejszą prawdę o sposobie działania Boga wobec ludzi, czyli również o Bogu samym. Precyzują, co oznacza stwierdzenie, że Bóg jest miłością. Otóż Bóg jest Tym, który miłuje wszystkich, także nieprzyjaciół swoich.
Ale nie ma także w całej Ewangelii trudniejszego wezwania, niż wezwanie do miłowania nieprzyjaciół. Kto nie jest o tym przekonany, ten nie ma pojęcia, co mówią te słowa. Albo nigdy nie stanął w sytuacji, do której się to wezwanie odnosi, albo – co bardziej prawdopodobne – jest tak głuchy, że nawet nie zauważa, jak bardzo odległy jest od życia według tych słów. Gdyż słowa te wybiegają daleko poza to, co nazywamy „moralnością naturalną”, poza zwykły rozsądek i ludzkie poczucie sprawiedliwości. Są przeciwne wszelkiej, tak głęboko w nas zapisanej, walce o przetrwanie i potrzebie obrony siebie i swoich.
Na pewno nie jest drogą do ich zrozumienia próba „obłaskawienia”, „ugładzenia”, jakieś wytłumaczenie, że trzeba przecież mieć umiar i że nie można ich tak dosłownie rozumieć. W tych wszystkich wytłumaczeniach jest jakaś racja, próby dosłownego rozumienia Ewangelii zwykle nie prowadzą do jej dobrego zrozumienia. Jednakże w tym przypadku takie „przygładzanie” słów Jezusa prowadzi do stwierdzenia, że właściwie, mamy tu do czynienia z pewnym przejaskrawieniem, jakimś bocznym nurtem nauczania Jezusa, który trzeba potraktować z należytym dystansem. Tymczasem jest dokładnie na odwrót. Wezwanie do miłowania nieprzyjaciół to jest kwintesencja Ewangelii i właśnie jego niewykonalność otwiera nas na nieskończoność Boga oraz przypomina nam, że nauczania ewangeliczne wzywają nas bardzo daleko.
Gdyby Ewangelia była tylko zbiorem poleceń i przykazań, które przeciętnie dobry człowiek potrafi całkowicie zachować w swoim życiu, nie byłaby Ewangelią. Nieskończoność jej wezwań wskazuje nie tylko na nieskończoność Boga, ale i na nieskończoność człowieczeństwa. Ewangelia nas przerasta. A nam pozostaje przyznać się, że jesteśmy dopiero na początku drogi prowadzącej do tego, byśmy byli „synami Najwyższego”.















 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 
 

do góry

 

© 2000 Tygodnik Powszechny
Szczegółowe informacje o Redakcji; e-mail: redakcja@tygodnik.com.pl