s














Medytacja Biblijna księdza Jana Słomki

 

2. Niedziela Zwykła

 

Dobre wino


„Każdy człowiek stawia najpierw dobre wino, a gdy się napiją, wówczas gorsze. Ty zachowałeś dobre wino aż do tej pory”. Słowa te, oraz kontekst ich wypowiedzenia, budzący czasami naszą konsternację, wyjątkowo trafnie charakteryzują Dobrą Nowinę Jezusa. Jej logikę, pełną wielkoduszności, ale przede wszystkim pełną odwagi i szerokości spojrzenia. Pisząc o konsternacji mam na myśli nie tyle fakt, że w pierwszym cudzie Jezusa chodzi o wino, ale raczej o pewną twardość, jaką można usłyszeć w odpowiedzi Jezusa na prośbę Matki.
Jest w tej scenie wyrzeczenie się jakiejkolwiek błyskotliwości. Nie ma tu kuszenia na początku tym, co najlepsze. Takie postępowanie, szybkie oczarowanie, np. najlepszym kadrem z filmu, jest – jak wiadomo – zasadą wszelkiej reklamy. Reklama ma swoją logikę, i swoje zasady. Nie można ich z góry potępiać, bo jest w tych zasadach pewna racja. Ale, jak się okazuje, głoszenie Dobrej Nowiny odbywa się na zasadach zupełnie innych niż reklama. Gdyby głoszenie Boga podporządkować prawom reklamy – stałoby się ono niewyobrażalnie żałosne.
Jezus głoszący Dobrą Nowinę nie przejmuje się powierzchownymi reakcjami człowieka: ani jego szybkimi uniesieniami, ani jego równie szybkimi rozczarowaniami. On zna swoją wartość i wartość tego, co głosi. Wie, że jest to prawdziwie dobra nowina. A więc nie musi się spieszyć, zachwalać siebie, starać się przypodobać. To oczywiście nie ma nic wspólnego z arogancją, jaka zbyt często pojawia się u tych, którzy mają władzę i też skądinąd wiedzą, że nie muszą się starać o uznanie: to oni oceniają, uznają... Natomiast Ewangelia ma w sobie zupełnie inną, pokorną twardość. Taką, która wie, czym trzeba się przejmować, a co nie jest tego godne. A więc nie martwi się powierzchowną opinią, potrafi lekceważyć mocnych i potężnych, ale ma w sobie delikatną wrażliwość na wszelkie cierpienie i słabość.
Wracając do ewangelicznej sceny: jeżeli przyjąć, że wesele, na które zaproszono też Jezusa, jest alegorią życia człowieka wierzącego – warto wytrwać do końca – wtedy będzie podawane najlepsze wino. O tym samym pisał Orygenes: „Pierwsze oblicze litery jest dosyć gorzkie. (...) W drugiej kolejności dojdziesz do skorupy. Jest ona niezbędna dla osłony tego, co znajduje się wewnątrz. (...) Na trzecim miejscu znajdziesz ukryty i schowany sens tajemnic »mądrości i wiedzy Boga«”. 















 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 
 

do góry

 

© 2000 Tygodnik Powszechny
Szczegółowe informacje o Redakcji; e-mail: redakcja@tygodnik.com.pl