s














Medytacja Biblijna księdza Jana Słomki

 

2. Niedziela Adwentu

 

Boża delikatność


„Chrześcijanin zmierza od jednego początku do następnego”. Te słowa św. Grzegorza z Nyssy są jednymi z ulubionych przez brata Rogera z Taizé. Jest w nich błysk radości i nadziei, będącej znakiem rozpoznawczym chrześcijaństwa. I choć zarówno Baruch, jak i Psalmista mówią raczej o radości spełnienia, powrotu i plonów, jakie przychodzą po bolesnych, upokarzających początkach – teksty czytań liturgicznych współbrzmią ze słowami Biskupa Nyssy. 
Świt, początek dnia, wiosna, takie skojarzenia pojawiają się, gdy czytamy wezwania Barucha skierowane do Jerozolimy i opisy pięknego powrotu. Adwent, co prawda, wypada jesienią, gdy dni są coraz krótsze, jednak doskonale oddają one ducha tego czasu. Baruch widzi spełnianie się Bożych obietnic – a więc początek, błysk nadziei i radości.
Oczywiście opisy historyków przedstawiają powrót Izraelitów z wygnania babilońskiego o wiele skromniej. Historycy mają za zadanie obiektywizować i oceniać. Słowa Barucha nie są jednak słowami historyka – są słowami proroka, który widzi rzeczy ukryte przed okiem historyka. 
Ten sam ton, i nie tylko cytaty z Barucha, lecz i duch jego proroctw, brzmią w słowach św. Jana Chrzciciela. Tym razem św. Łukasz odnotowuje chronologię ze skrupulatnością historyka: odnosząc ją do kolejnych lat panowania przedstawicieli władzy centralnej i lokalnej, cywilnej i religijnej. A więc życie toczy się normalnie, zapowiedź bliskiego przyjścia Boga nie ma nic wspólnego z grzmotami burzy i uderzeniami wichru. Jest jak lekki powiew.
Nigdy dość medytowania nad różnicą, jaka wydaje się istnieć między wszechmocą Boga, a delikatnością – niemal niezauważalnością – Jego działania w świecie. Tak zwany zdrowy rozsądek widzi tu sprzeczność – bo moc ma być mocna, ale już odrobina więcej zdrowego rozsądku mówi, że to chyba nie sprzeczność, lecz tajemnica, być może jedna z istotniejszych tajemnic wiary. W końcu pokusa usprawiedliwiania i tłumaczenia Pana Boga za sposób Jego działania, czyli raczej, jak nam się wydaje – za Jego brak działania w świecie, nie jest chyba obca nikomu z wierzących. Przecież niezmiennie, od starożytności po dziś, wskazywanie na to, jak przypadkowo i niesprawiedliwie się rzeczy na tym świecie toczą, było i jest podstawowym zarzutem wobec chrześcijańskiej wiary w Opatrzność: „Gdy okręt się rozbije, dobrzy i źli jednaki los dzielą, zasługi są pomieszane. Gdy pożar wybuchnie znajdują śmierć winni i niewinni” (Oktawiusz).
Te słowa adwersarza chrześcijaństwa z początku trzeciego wieku po Chrystusie nie przestają mieć swojej nośności. A my, wierzący, stoimy zmieszani i nie bardzo wiemy, co odpowiedzieć. Adwersarzom być może niewiele odpowiemy, ale dla nas ważne są inne słowa: „Przygotujcie drogę Panu! Prostujcie ścieżki!”.
Potrzebny nam jest dialog pomiędzy światem Biblii a światem naszego życia. Jego wezwania o prostowaniu ścieżek i przygotowaniu drogi znamy bardzo dobrze. Ale za każdym razem brzmią inaczej.  















 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 
 

do góry

 

© 2000 Tygodnik Powszechny
Szczegółowe informacje o Redakcji; e-mail: redakcja@tygodnik.com.pl