Rekolekcje Wielkopostne

 

Uczciwość

KS. ROMAN E. ROGOWSKI

 

 

Zacznijmy od poezji i greki. Poezja bywa siostrą teologii. Jerzy Liebert, umierający w 27. roku życia, pisał w ,,Jeźdźcu”: ,,Uczyniwszy na wieki wybór, / W każdej chwili wybierać muszę”.
Powróciwszy do Chrystusa – w każdej chwili musimy do Niego wracać! Taki jest los nawróconego chrześcijanina – i nie ma na to rady.
A gdy chodzi o grekę, to sądzę, że Bóg myśli po grecku, bo chyba nie ma bardziej teologicznego języka od greki. Greckie słowo ,,pistis” oznacza i wiarę, i uczciwość. I rzeczywiście – wiara prowadzi do uczciwości, staje się uczciwością wobec Boga, wobec bliźniego i wobec samego siebie. Kiedyś robiła furorę – i zamieszanie – praca Robinsona ,,Uczciwie wobec Boga”.
Właśnie, uczciwie wobec Boga. Na czym to polega? Przede wszystkim na prawdzie, a zatem uczciwość jest siostrą pokory. Po prostu: trzeba stawać przed Bogiem jak dziecko przed Ojcem i mówić: ,,Taki jestem, Ojcze! Jest we mnie trochę dobra i trochę zła, trochę dobrej woli i trochę przewrotności, ale przede wszystkim jest we mnie bardzo dużo słabości!” Czyli – nie zgrywać się ani na świętego, ani na złoczyńcę! Inne greckie słowo ,,hypokrites” – ,,aktor” dobrze oddaje to, co stanowi przeciwieństwo uczciwości: hipokryzja, która ma wiele twarzy jak Światowid. Jej dzieckiem jest bardzo inteligentna, wyrafinowana ,,pycha pokornych”, a dalekim jej krewnym – upokorzenie. ,,Ty to byś upokarzaniem się smarował nawet bułki na śniadanie – powiada Anna do swojego kolegi, Iwana, w opowiadaniu Wieczesława Karmowa “Faryzeusz”. – Ale niech by ci ktoś tylko powiedział prawdę w oczy, to by dopiero było!”.
Inaczej mówiąc chodzi o realizowanie słów Jezusa: ,,Jeśli się nie odmienicie i nie staniecie jak dzieci, nie wejdziecie do królestwa niebieskiego” (Mt 18,3). To trudna rzecz: stawać w postawie dziecka wobec Ojca, jak zresztą trudną rzeczą jest w ogóle być człowiekiem. Dlatego król Dawid zwierza się z pokorą w ,,Pamiętnikach króla Dawida” Carlo Coccioli: ,,Nie wiem, czy łatwo jest być Bogiem, lecz świadczę, że bardzo trudno jest być człowiekiem”. Dlatego też pisał Orygenes, myśląc o Chrystusie: ,,Aby uczniowie stawali się naśladowcami Jego chwalebnej pokory”.
Stając uczciwie przed Bogiem, trzeba z pokorą stwierdzić, że się nie dorasta do Bożego ideału, że nie żyje się według Ewangelii i że są obszary życia, gdzie panuje pogaństwo. Zapewne świat i sytuacje, w jakich się znajdujemy, sprzyjają temu. Liv Ullmann przy okazji premiery najnowszego filmu Bergmana ,,Wiarołomni” mówiła w wywiadzie dla ,,Filmu”: ,,Jestem głęboko przekonana, że w naszych czasach przestały obowiązywać jakiekolwiek zasady, które istniały jeszcze nie tak dawno. Nie uznajemy żadnych wartości. Ludzie przestają wierzyć w Boga, przestają wierzyć w cokolwiek. Nic się już nie liczy, nic już nie jest ważne. Nie zdajemy sobie jednak sprawy, że w ogólnym rozrachunku to my przegrywamy – nie Bóg, nie wartości”. Niepokojące w tym wszystkim jest właśnie to, że zamiast stawać przed Bogiem w uczciwości, szukamy wybiegów, znajdujemy wymówki. Przekonujemy siebie, że pewne przykazania Boże po prostu przestały obowiązywać. Domagamy się od Kościoła, by ,,zawieszał” swoje nauczanie moralne lub dyspensował od prawa Bożego. Prywatnie i publicznie stosujemy ciekawy mechanizm: ,,Wprawdzie Chrystus mówi, że... to my jednak...” Jest to zabieg na tyle popularny i kuszący, że nawet stosuje się go od czasu do czasu oficjalnie w Kościele.
A wystarczyłaby postawa dziecka wobec Ojca i trochę uczciwości, i odrobinę tej ewangelicznej mądrości, którą kiedyś w homilii wyraził Grzegorz Wielki: ,,Królestwo Boże nie ma ceny wyliczonej – warte jest tyle, ile masz!”. I jeszcze trochę ufności wobec zmartwychwstałego Pana, do której wzywał Sřren Kierkegaard w ,,Dzienniku”: ,,Powinieneś bezwarunkowo oddać się Chrystusowi. Chrystus jednocześnie przypomina, że jest Łaską – Łaską, której się oddajesz”.
Stając uczciwie wobec Boga – stawać uczciwie wobec człowieka, wobec ludzi. Dlatego nie mów, że dla ciebie kochać ludzi to ,,małe piwo” i wszystkich kochasz, bo to nieprawda, ale też nie mów, że nie potrafisz kochać i nikogo nie kochasz. Trzeba dużo uczciwości, by z jednej strony mówić za Dmitrijem Mierieżkowskim: ,,Chcę, lecz nie mam siły kochać ludzi”, ale z drugiej strony usiłować kochać, jak się tylko potrafi, pamiętając o mądrych i praktycznych słowach św. Grzegorza Wielkiego: ,,Czy jeżeli nie daję rady pomagać wielu, to nie będę się też troszczył o nielicznych? A jeżeli nie mogę zwieźć ze żniwa wielu snopków, to czy powinienem wracać do domu pusty?”. Uczciwość w kochaniu człowieka.
Ten realizm w uczciwości wobec człowieka wyraża się także w tym, że nasza miłość może przybrać postać jedynie współczucia, czyli współ-odczuwania tego, co cierpi bliźni, i solidarności z nim w jego sytuacji. Już Talmud ostrzegał słowami Najwyższego nie współczujących Izraelitów: ,,Ci, których stworzyły moje ręce, toną w morzu, a wy śpiewacie pieśni!”, zaś A. Zabłocki maluje portret ,,człowieka nieludzkiego”: ,,On duszy nie ma ani serca,/ Cudze cierpienia go nie bolą”.
Dlatego św. Jan Chryzostom zapewnia, że gdy chodzi o szczerą miłość bliźniego, to nawet ,,jest w niebie zapłata za słowo, a nawet za westchnienie”. Jeżeli w szczerości serca i uczciwości dojdzie się do wniosku, że się nie potrafi dla bliźniego ,,ciała wystawić na spalenie” (1 Kor 13,3), to przynajmniej należy stawać w jego obronie. To wielka sprawa! Może nawet większa teraz, w ,,polskim kapitalizmie”, niż była kiedyś w realnym socjalizmie. I zawsze, absolutnie zawsze, można się za niego modlić. ,,Czym trzeba być? Trzeba być pożarem” – pisał Saint-Exupéry. Przynajmniej w modlitwie za bliźnich trzeba płonąć! Jeśli św. Izaak Syryjczyk modlił się nawet za demony, to cóż dopiero, gdy chodzi o bliźnich!
Uczciwość wobec samego siebie to rozległe przestrzenie, ale przynajmniej w jednym powinna przybierać realny kształt: w byciu chrześcijaninem dzisiaj! Jeżeli już nim jestem, winienem nim być uczciwie. Pamiętając, że – jak pisał Sřren Kierkegaard – ,,chrześcijaństwo polega na paradoksie i wiara jest paradoksem”, i że tego paradoksu nie można zagubić. Nie można zagubić tożsamości chrześcijańskiej i poczucia godności, o której w IV wieku pisał Jan Chryzostom: ,,Jesteś wolny, chociaż ubogi. Żyjesz z pracy rąk, lecz jesteś chrześcijaninem!”. I nie można także zagubić bardzo ewangelicznej, ale niepopularnej dzisiaj zasady, że chrześcijanin, kochając ludzi, musi mieć dystans do świata i że w pewnych okolicznościach będzie w imię uczciwości wobec Boga i samego siebie musiał być przeciw światu.
Ale najważniejsze to być z Chrystusem, zmartwychwstałym Panem, uwielbionym Kyriosem. I w szczerości serca mówić za św. Grzegorzem z Nazjanzu: ,,Wczoraj dałem się ukrzyżować razem z Chrystusem, dzisiaj razem z Nim okrywa mnie chwała. Wczoraj dałem się z Nim zabić, dzisiaj wracam do życia. Wczoraj zszedłem z Nim do grobu, dziś z Nim powstaję z martwych”.

Ks. Roman E. Rogowski

 

Autor jest kierownikiem Katedry Teologii Systematycznej Papieskiego Fakultetu Teologicznego we Wrocławiu, prywatnie uprawia alpinistykę.

 

 

 

 

 

 

 

do góry

 

© 2000 Tygodnik Powszechny
Szczegółowe informacje o Redakcji; e-mail: redakcja@tygodnik.com.pl