Matko, czy mnie puścisz z niczem?

Jan Strzałka i Artur Sporniak



Godziny poprzedzające przybycie najgodniejszego z kalwaryjskich pielgrzymów mijają szybko: modlitwa, spowiedź, śpiewanie starych pieśni z Dróżek. I rozmowy, powszechne bratanie się, wspólne fotografie z ludźmi, którzy jeszcze przed kwadransem byli sobie obcy.



Do sektora E, najbardziej oddalonego od bazyliki Matki Boskiej Anielskiej, można wejść nawet bez zaproszenia: miejsca jest pod dostatkiem. Za to na Placu Rajskim przed bazyliką, na miejskim rynku, wzdłuż trasy przejazdu Jana Pawła II oczekuje kilkunastotysięczny tłum. Najszczęśliwsi byli ci, którzy otrzymali zaproszenie do bazyliki – ale tych można policzyć na palcach: biskupi, ojcowie bernardyni, przewodnicy po kalwaryjskich dróżkach i tzw. świeccy apostołowie.
Przed siódmą rano większość wiernych z sektora E dopiero rozprostowywała kości i przecierała zaspane oczy. Mgła była gęsta, Beskid ledwo widoczny. Wielu przybyło tu z daleka: z Zakopanego, Tarnobrzegu, Białegostoku, nawet z USA i Kanady, niektórzy spędzili w sektorze całą noc. Sporo młodych przyjechało do Kalwarii wcześniej – na odpust Wniebowzięcia. Rozbili namioty na dróżkach i czekali. 15 sierpnia ujrzeli Papieża na telebimie: obiecywał, że jeśli Bóg pozwoli, wkrótce będzie z nimi. Dwie zażywne emerytki z parafii Rząska sądzą, że modlić się można dopiero na starość, kiedy nic już z życia nie pozostaje. Skąd zatem tak wiele tu dzieci i młodzieży?
Brat Oleksander Zapolsky ma twardy sen, nie zbudziła go nawet orkiestra dęta, która o ósmej zagrzmiała na rozpoczęcie modlitewnego czuwania. Dopiero kiedy szturchnął go ojciec Hubert Turek, kleryk otworzył szeroko oczy i ze zdumieniem zauważył, że w sektorze zrobiło się tłoczno. Ojciec Hubert i brat Oleksander pojawili się tu o piątej rano, by służyć pielgrzymom informacją. Nie mają wiele do roboty, czasami ktoś podejdzie z pytaniem, gdzie otrzymać przewodnik pielgrzyma. Za to spowiednicy, urzędujący dziś na składanych stołeczkach, nie próżnują.
O. Hubert jest bernardynem z Katowic. Obowiązki duszpasterskie nie pozwoliły mu pójść dzień wcześniej na Błonia. Jest młody, to dopiero druga pielgrzymka papieska, którą przeżywa w pełni świadomie. Przed trzema laty oczekiwał Papieża na Błoniach – daremnie, więcej szczęścia miał w Gliwicach: zobaczył go i to w znakomitej formie. Wcześniej o. Hubert był na Mszy w Licheniu. „Niezapomniane spotkanie, choć żal, że monumentalna bazylika licheńska odebrała kameralność i intymność obcowania z Maryją. Za duża, choć ładna”. „Ładna?” – dziwi się brat Oleksander, Ukrainiec z Żytomierza, od roku kleryk seminarium kalwaryjskiego. Jego ukochane sanktuarium to właśnie Kalwaria.
O. Hubert wspomina o dziełach miłosierdzia praktykowanych w archidiecezji katowickiej: o ośrodku Kana, w którym Kościół organizuje kursy zawodowe dla młodzieży i dla bezrobotnych, o duszpasterstwie na katowickim dworcu, gdzie snują się „narciarze”, czyli narkomani uzależnieni od „kompotu”, o zbiórce pieniędzy, by nadwyżki polskiego zboża mogły wyjechać do głodującej Afryki. 
„Co to, to nie – podrywa się nagle Oleksander. – Polityki nikt tu nie będzie uprawiał!”. I rusza galopem w stronę wejścia do sektora. Nawet z daleka widać, co go wzburzyło: wielki transparent „Unii Europejskiej NIE!!!”. Ukrainiec rozmawia chwilę z właścicielką transparentu, dama odchodzi, staje na zewnątrz. Po chwili kleryk powraca: „Chce, by Ojciec Święty ujrzał jej transparent, chce budzić ludzkie sumienia, a ja jej powiadam: to uroczystość religijna, a nie wiec”. O. Hubert dorzuca, że w Kalwarii nikt dotąd nie uprawiał propagandy politycznej, nawet pielgrzymi z Rodziny Radia Maryja. A gdyby ktoś próbował, bernardyni nie pozwolą.
Przeciwniczka Unii przyjechała z Warszawy. Najpierw powędrowała do sanktuarium św. Faustyny. Rozwinęła transparent przed wysiadającymi z autobusu biskupami. Nikt jej tego nie wzbraniał. „W Łagiewnikach było medialnie, wszyscy nas dostrzegli – wtrąca się bezrobotny z Warszawy. – Na Błoniach ludzie tacy jak ja zginęli w tłumie. A przed Pałacem Biskupim policja odebrała nam transparenty”. „Trzeba przyznać – wzdycha przeciwniczka Unii – że jak Kwaśniewski odjechał, oddali nam, co nasze. Demokracja!”. „Nie chcę żyć w Eurokołchozie” – rzuca okularnik. Czy zrozumiał racje bernardynów, którzy nie życzą sobie polityki w świętym miejscu? „Czemu tu się dziwić – wzrusza ramionami. – Kler jest czerwony. Potrzymaj pan mój transparent, muszę zapalić”.
Fanfary obwieszczają, że Papież przybył do Kalwarii. Na telebimie widać, jak błogosławi wiernych przed kościołem św. Józefa. Po chwili papamobil wjeżdża na serpentyny prowadzące do górującego nad miasteczkiem sanktuarium.

*

W 1979 roku Jan Paweł II wyznał, że nawiedzał Kalwarię jako chłopiec, ksiądz, biskup, arcybiskup i kardynał. Przyjeżdżał samotnie, by szukać rozwiązania trudnych problemów w swym posługiwaniu biskupim, przybywał też na sierpniowe pielgrzymki, jedno z największych świąt archidiecezji krakowskiej. „Tego kalwarianie i pielgrzymi bardzo pilnowali: »Czy kardynał jest, czy go nie ma?« – a jeżeli zdarzało się, że go nie było raz i drugi, to mu to zawsze wypominali” – żartował 7 czerwca 1979.
Kalwaria ma w sobie coś takiego – powiedział wtedy Papież – że wciąga. Bo Kalwaria to wielka tajemnica wiary, na dróżkach Pana Jezusa i Matki Boskiej stajemy wobec tajemnicy zjednoczenia Matki z Synem i Syna z Matką oraz wobec tajemnicy Wniebowzięcia i Ukrzyżowania. „Zawsze miałem świadomość, że tajemnice Jezusa i Maryi, które tu rozważamy (...) są istotnie niezgłębione. Stale do nich powracamy i za każdym razem nie mamy dosyć”.
Kalwaria czekała na Jana Pawła II od kilku lat. Bernardyni, przewodnicy i wierni z archidiecezji rozpoczęli nowennę przygotowującą do jubileuszu czterechsetlecia sanktuarium, modląc się, by razem z nimi mógł w nim uczestniczyć Papież. Jesienią 2001 zakonnicy i samorząd Kalwarii oficjalnie zaprosili Papieża.
Teraz już kalwarianie nie pytają: jest czy go nie ma? Na trasie przejazdu witają go transparentami: „Dziękujemy, że jesteś”. Jest tu zawsze, nawet kiedy jest w Watykanie: od 23 lat codziennie odprawia się tu modlitwy w jego intencji. W 1979 usłyszeli: „I o to proszę, proszę, abyście się za mnie tu modlili, za życia mojego i po śmierci”. Teraz prośbę tę powtórzył.

*

Papież przyjechał do Kalwarii z Krakowa drogą przez Skawinę, Radziszów i Krzywaczkę. Pod sanktuarium dotarł ok. 10.35. Do bazyliki wszedł od strony góry Żarek, na której 400 lat temu Mikołaj Zebrzydowski wybudował kaplicę Ukrzyżowania – pierwszą z 42 obecnie istniejących. 
Nie wszedł od razu do głównej nawy, gdzie czekało już na niego kilkudziesięciu koncelebransów – m.in. kardynałowie: Angelo Sodano z Watykanu, Franciszek Macharski, Józef Glemp, Henryk Gulbinowicz, Marian Jaworski ze Lwowa oraz nuncjusz apostolski abp Józef Kowalczyk, lecz zatrzymał się w kaplicy cudownego obrazu Matki Boskiej Anielskiej. Tam długo – podobnie jak dzień wcześniej na Wawelu – modlił się z brewiarza. By umożliwić Papieżowi to modlitewne przygotowanie do Mszy św., otwarto boczne drzwi kaplicy, przez które Jan Paweł II wszedł z krużganków do Bazyliki.
Biskupa Rzymu powitał w imieniu zakonu prowincjał bernardynów Romuald Kośla. „Cały świat obserwuje, jak ta Twoja droga życia, rozciągnięta w czasie i przestrzeni, odzwierciedla drogę naszego Zbawiciela na Kalwarię” – powiedział. By to stwierdzenie udokumentować, przełożony bernardynów przypomniał zamach na Papieża w 1981 roku. Śledząc niezwykłą biografię Jana Pawła II uczymy się drogi prowadzącej na Krzyż, gdzie – paradoksalnie – „jest najbezpieczniej”, ponieważ „tylko z nim możemy nasze życie doczesne przedłużyć w wieczność”.

*

Kiedy Papież opuszczał sanktuarium, chór śpiewał – na jego życzenie – kalwaryjską pieśń:

„Matko przed Twoim obrazem,
może już ostatnim razem,
może Cię już nie zobaczę, 
pozwól, niech się dziś wypłaczę.

Lecz muszę iść za mym losem,
Pożegnać Cię rzewnym głosem
Wzniesionym przed Twym obliczem,
Matko, czy mnie puścisz z niczem?”

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Nr 34 (2772), 25 sierpnia 2002


do góry

 

© 2000 Tygodnik Powszechny
Szczegółowe informacje o Redakcji; e-mail: redakcja@tygodnik.com.pl