Godzina zero

ARTUR SPORNIAK



15.19 – 180 minut przed godziną „zero”
Kraków czeka: na ulicach niewielu przechodniów, wszędzie porządkowi. Od trzech godzin okolice Pałacu Biskupiego obstawione barierkami. Kilkadziesiąt osób stoi już pod oknem, w którym podczas pobytu w Krakowie pojawia się Jan Paweł II. Na Plantach wzdłuż ul. Franciszkańskiej rozwieszone między drzewami transparenty-reklamy: cena, którą Kościół płaci sponsorom. 
Za Wisłą szaleje burza. Piorun trafił w drzewo obok polowego ołtarza w sanktuarium Bożego Miłosierdzia, które jutro poświęci Papież. Rzecz dziwna: błyskawice omijają o wiele wyższą wieżę świątyni.

16.45 – 94 minuty przed godziną „zero”
W hali Portu Lotniczego im. Jana Pawła II w Balicach kilkuset dziennikarzy i fotoreporterów ustawia się w kolejce do policyjnej bramki. Elektroniczne tablice informują, że przed dziesięcioma minutami odleciał samolot do Nowego Jorku. Następny, o godz. 17.40 do Warszawy – odwołany. Na tablicy z przylotami komunikat: „18.15 – Alitalia – Roma”. I dodatkowa informacja: „VIP”.
O 17.10 przy sąsiedniej bramce ustawiają się biskupi. Ich kolejka posuwa się szybciej – nic dziwnego, nie mają toreb ze sprzętem radiowym i fotograficznym, które skrupulatnie rewidują strażnicy.

17.52 – 27 minut przed godziną „zero”
Siąpi deszcz. Nad sektorem, w którym zgromadziło się 15 tys. pielgrzymów, wyrasta las parasoli. Prowadzący przygotowanie ksiądz namawia, by je pozamykać, na przekór pogodzie. Opowiada anegdotę o misjonarzu, który podczas długotrwałej suszy zwołał wiernych na modlitwę o deszcz: mała wiara przybyłych została skarcona, gdy okazało się, że nikt nie przyniósł... parasola. Nad Balicami deszcz po chwili ustaje. Zamiast parasoli pojawia się las transparentów, czasem o zagadkowej dla niewtajemniczonych treści: „ONŻ – Kapucyni. Ojcze Święty! Witamy i dziękujemy”, „Bratnia Pomoc Akademicka – Cantianum”... Nad wszystkimi dominuje oficjalny transparent, umieszczony na hangarze, opatrzony hasłem niezbyt poprawnym teologicznie, ale chyba trafnie oddającym nasz stosunek do Papieża: „Małopolanie mocni wiarą Ojca Świętego”.
O 18.07 na płycie lotniska pojawia się prezydencka para, przywitana skromnymi oklaskami, oraz premier z małżonką, przedstawiciele parlamentu i korpus dyplomatyczny. Ksiądz ćwiczy z pielgrzymami okrzyki powitalne. Kilkusetosobowy góralski chór śpiewa fragmenty „Nieszporów ludźmierskich”. Z głośników słychać modlitwę do Ducha Świętego, by otworzył nasze serca i umysły „na słowa tego, który przychodzi do nas z wielkim przesłaniem wiary”.

18.19 – godzina „zero”
Zza chmur wychodzi słońce, a na niebie pojawia się samolot „Alitalii”. Znika za drzewami, by po kilkunastu minutach podkołować do przygotowanego na płycie żółto-białego baldachimu, pod którym na tle godła papieskiego i polskiego stoi różowo-złoty tron dla Papieża oraz dwa bordowe krzesła dla prezydenta i jego małżonki.
Do samolotu od strony pasa podjeżdża specjalny podnośnik, od strony pielgrzymów pracownicy lotniska podprowadzają trap ze schodami. Na pokład wchodzi kardynał Franciszek Macharski, a po chwili w drzwiach samolotu pojawia się Papież: decyduje się na zejście po schodkach. Słychać brawa i śpiew: „Kraków wita Cię, Kraków kocha Cię, Kraków dziękuje Ci”, na zmianę z „Polska wita Cię”. Papież powoli schodzi po stopniach, całuje ziemię z Racławic, podaną w koszu przez dzieci w strojach krakowskich. Chwilę rozmawia z prezydentem, po czym ruchoma platforma zawozi go pod baldachim. Orkiestra kompanii honorowej Wojska Polskiego odgrywa hymny. Jan Paweł II stoi z trudem, opierając się – coraz bardziej skulony – na poręczy fotela.
W przemówieniu powitalnym prezydent mówi o wielkim duchowym przeżyciu związanym z pielgrzymką. Przyznaje, że Papież jest dla świata wielkim autorytetem moralnym. Wspomina o nowych wyzwaniach: terroryzmie, globalizacji, bezradności wobec ekologicznych zagrożeń i klęsk żywiołowych, o bezrobociu i biedzie. W końcu o trudach demokracji i gospodarki wolnorynkowej. Nie ukrywa, że liczy na słowa wsparcia i nadziei dla Polaków. Cytuje także fragment z przemówienia Jana Pawła II w Sejmie sprzed trzech lat, gdy Papież poparł ideę integracji europejskiej. W przemówieniu nie brak wyrazów uznania dla wkładu Kościoła w polskie przemiany. Relacje między państwem a Kościołem prezydent nazwie „właściwym modelem”, opartym na solidnej podstawie Konstytucji i konkordatu. O Papieżu powie: „nauczyciel wolności”. Na koniec podzieli się wiarą, że pobyt Jana Pawła II w ojczyźnie będzie dla niego „cudownym lekiem na ból i zmęczenie”.
„To, co było prawie niewyobrażalne, stało się: Ojciec Święty jest tutaj u nas” – mówi kard. Macharski. W krótkim przemówieniu wspomina także o sprzecznych postawach Polaków: o nadziei i rezygnacji, otwarciu się na miłość i ciasnocie egoizmu, entuzjazmie i rozczarowaniach. Na te rozdarcia spodziewa się jednego lekarstwa: Dobrej Nowiny o Bogu bogatym w miłosierdzie.
Papież rozpoczyna pierwsze podczas tej pielgrzymki przemówienie mocnym głosem. Z każdym jednak zdaniem w jego głosie znać coraz większy wysiłek. Nie przeszkodzi mu to w pewnym momencie zażartować: „Prezydent stoi, kardynał stoi, a ja siedzę. Bardzo za to przepraszam, ale stworzono tutaj taką barierkę, która nie pozwala mi wstać”. Mowa o poprzecznej belce z pulpitem opartej o poręcze fotela, dzięki której Jan Paweł II nie musi trzymać kartek z przemówieniem, nie musi także korzystać z krępującej pomocy osób towarzyszących, gdy chce wytrzeć chusteczką usta.
Dysponując przygotowanym przez KAI tekstem przemówienia szybko orientujemy się, że Papież wprowadza drobne zmiany. Pozdrawiając władze państwowe dodaje „z Panem Premierem na czele”. Kierując wyrazy szacunku wobec innych wyznań, „wspólnotę Żydów” nazywa „wspólnotą Izraelitów”. Niezręczne „od dziecinnych lat” zamienia na „od najmłodszych lat”. Chyba najważniejsza zmiana jest z początku przypadkowa. Kierując słowa otuchy do tych, którym żyje się w Polsce najciężej, Jan Paweł II myli się i zamiast „dzielę ich radości”, mówi „dzielę się radością...”. Tu chwilę się waha, spostrzegając pomyłkę, ale decyduje się dokończyć zdanie w zmienionej formie: „...i cierpieniem, znam ich plany i wysiłki”, przez co słowa te nabierają bardziej osobistej wymowy.
Po części oficjalnej Papież wraz z kardynałem Macharskim wsiada do przygotowanego melexa i podjeżdża do pielgrzymów, potem przesiada się do papamobilu i ulicami Krakowa jedzie na Franciszkańską.

24.00 – 341 minut po godzinie „zero”
Powoli gasną światła w sąsiadującym z redakcją „Tygodnika” Pałacu Biskupim – papieskiej rezydencji dziś, jutro i pojutrze. 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Nr 34 (2772), 25 sierpnia 2002


do góry

 

© 2000 Tygodnik Powszechny
Szczegółowe informacje o Redakcji; e-mail: redakcja@tygodnik.com.pl