Dach papamobilu

ANNA MATEJA



Wstali o czwartej. Bez szemrania, jakby o tej porze budzili się codziennie. Sprawnie spakowali kurtki i jedzenie. Świtało, gdy wsiadali do autobusu. W domu, czyli w Schronisku dla Niepełnosprawnych w Radwanowicach pod Krakowem, zostali jedynie ci, którym choroba nie pozwoliła uczestniczyć w papieskiej Mszy.



Autokary mogły dojechać tylko do ulicy Reymonta. Kilkaset metrów dzielących ich od sektorów przeszli na piechotę, pchając osoby na wózkach po trawiastej, mokrej nawierzchni. W przejściach między sektorami tworzyły się już zatory: ludzie szukali swoich miejsc, porządkowi usiłowali jednocześnie sprawdzać bilety i pokazywać właściwą ścieżkę wśród sektorów. Nie na wszystkie pytania byli przygotowani, więc czasami zdarzało im się odpowiadać, że nie wiedzą, bo nie są stąd i nie znają Krakowa. 
Przybysze z Radwanowic mijają tabliczki z napisami: Lidzbark Warmiński, Gdańsk, Siedlce i drzemiących pod nimi ludzi z tych odległych miast, którzy miejsce w sektorze zajęli już w nocy. Gdy bardziej zapobiegliwi pielgrzymi przygotowują śniadanie albo rozpoczynają udział w modlitwie, oni wchodzą do sektora A III 1, gdzie powinno znaleźć się miejsce dla półtora tysiąca niepełnosprawnych. Po siódmej rano sektor jest prawie wypełniony i trzeba się zadowolić miejscami przy wejściu. Chłopcy, umęczeni pchaniem wózków po mokrej trawie, wreszcie mogą odpocząć. Reszta rozkłada kawałki folii, żeby nie siadać bezpośrednio na wilgotnej ziemi.
„Skoro koszty zorganizowania Mszy na Błoniach są i tak wysokie, dlaczego nie pomyślano o wybudowaniu specjalnego traktu dla niepełnosprawnych na wózkach, żeby nie trzeba było ich pchać po mokrej ziemi? – pyta Anna Gajewska, dyrektorka schroniska w Radwanowicach. – Sektor dla niepełnosprawnych niczym nie różni się od innych: zabrakło utwardzonej nawierzchni czy innych udogodnień. Zgodnie z poleceniami porządkowych nie korzystaliśmy ze skrótów i posłusznie robiliśmy objazdy. Nie usłyszałam słowa skargi od kogokolwiek z grupy, ale czy tak powinno być?”.
Poza sektorem A III 1, 500 miejsc dla niepełnosprawnych znalazło się jeszcze w sektorze A 1 – z widokiem na ołtarz.
„Dziękuję Bogu i chwalę organizatorów, że w ogóle te sektory stworzono – mówi ks. Tadeusz Zaleski. – Choć czasami mam wrażenie, że wydzielono je tylko po to, żeby nazywało się, że są. Miejsc było raptem 2 tys., a zebranych ponad 2 miliony. Czy wygospodarowanie większej przestrzeni było zbyt trudne? Panuje przekonanie, że osoba niepełnosprawna to przede wszystkim osoba na wózku i sektory są tworzone są przede wszystkim z myślą o nich. A niewidomi czy osoby z innymi dysfunkcjami? Oni też powinni znaleźć bezpieczne, przystosowane do ich potrzeb miejsce. Niepełnosprawni mogą przyjechać z innych miast: dlaczego nikt nie zaplanuje, specjalnie dla nich, dróg dojazdu na Błonia? Marzę o tym, aby kiedyś Papież spotkał się wyłącznie z niepełnosprawnymi, tak jak w 1979 r. w krakowskim kościele franciszkanów, ale osiem lat później w Gdańsku, gdy znalazł czas tylko dla chorych”.
Retoryczne pytania ks. Zaleskiego dyktuje doświadczenie. Sektory dla niepełnosprawnych po raz pierwszy pojawiły się na Błoniach w czasie drugiej pielgrzymki, w czerwcu 1983 r. Papież beatyfikował wówczas brata Alberta Chmielowskiego – dziś patrona wówczas jeszcze nie istniejącej Wspólnoty Brata Alberta, pomagającej bezdomnym i niepełnosprawnym. Już wtedy jednak powstawały nieformalne grupy opiekujące się „muminkami”, które za patrona obierały sobie właśnie jego. Tamte sektory utworzono z myślą o nich. Choć w czasie następnych pielgrzymek ich wydzielanie nie podlegało już dyskusji, standard przez kilkanaście lat nie poprawił się ani na jotę.

*

Porządkowi i harcerze prosili o przesuwanie się w głąb sektorów i zajmowanie jak najmniej miejsca, więc większość zebranych uczestniczy we Mszy na stojąco. Gdy przepełnione sektory zamknięto, a ludzie zaczęli gromadzić się na Alejach Trzech Wieszczów albo przechodzić na taras widokowy u podnóża Kopca Kościuszki, okazało się, że miejsce przy barierkach na końcu sektora nie jest takie najgorsze. Przynajmniej widzą ołtarz, mają też dobry widok na telebim, gdzie dwie godziny przed Mszą zobaczyli „swojego prezesa”, czyli ks. Zaleskiego. Pojawił się w niebieskim, ormiańskim ornacie (jest także duszpasterzem Ormian) i opowiadał ponad dwóm milionom ludzi o „muminkach” i „paszczakach”, jak popularnie nazywa się upośledzonych umysłowo i ich opiekunów z Radwanowic.
Przypomniał, że wspólnota jest darem dziękczynnym za trzecią pielgrzymkę Papieża do Polski w 1987 r. To właśnie 15 lat temu Zofia Tetelowska zdecydowała się ofiarować rodzinny dwór w Radwanowicach ,,muminkom”. Wysłali list zawiadamiający Papieża, że powstające dzieło ma być dowodem wdzięczności za trudy pielgrzymowania. Gdy otrzymali papieskie podziękowanie i błogosławieństwo, rozpoczęli oficjalną działalność. Na Błoniach są m. in. Małgosia i Marek. To ich nieżyjący już dzisiaj rodzice, lękając się o przyszły los swoich dzieci, pracowali z Tetelowską, Stanisławem Prószyńskim i ks. Zaleskim nad tworzeniem wspólnoty.
„W obliczu współczesnych form ubóstwa (...) potrzebna jest (...) »wyobraźnia miłosierdzia« w duchu solidarności z bliźnimi” – usłyszeli w trakcie papieskiej homilii opiekunowie z Radwanowic. Dla Agnieszki, Celiny, Małgosi, Maćka i Marka to zbyt trudne. W czasie homilii proszą o kanapki, wyciągają butelki z wodą. Za to „Czarną Madonnę” i „Barkę” śpiewają głośniej niż niektórzy sąsiedzi. Odtworzenie dalszych zwrotek nie nastręcza im kłopotów, a nawet gdyby – otoczenie usłyszy wymowne murmurando. Homilię i słowa Papieża wypowiedziane na zakończenie Mszy odbierają przede wszystkim „paszczaki”: Dominik, Krzysztof, Ania, Sylwia i Anna Gajewska.
„Ks. Tadeusz zabiera każdego dnia po kilka osób pod papieskie okno w kurii – opowiada Gajewska. – Tak samo jak tutaj niewiele widzą, ale są z innymi, odczuwają ich emocje i łatwo im się poddają. Nie przeszkadza im ścisk, zapach potu, to, że muszą stać. Czują się dowartościowani”.
Opiekunów, z których większość, podobnie jak ks. Zaleski, wywodzi się z ruchu „Światło-Życie” i tam poznała pierwszych upośledzonych, dowartościowały nie tłumy, ale Papież, który w trakcie podziękowań na zakończenie Mszy przypomniał, że 30 lat temu w sierpniu sam uczestniczył w dniach wspólnoty. „Też w 1972 r., ale w innym niż Papież terminie, wyjechałem do Waksmundu na obóz organizowany przez oazę – wspomina ks. Zaleski. – Byłem w I klasie liceum, do powołania było jeszcze daleko. Później, w seminarium, spotkałem wielu byłych oazowiczów”.
Ks. Zaleski zwraca uwagę na papieskie słowa dotyczące kard. Adama Stefana Sapiehy – zmarłego w 1951 r. metropolity krakowskiego, znanego z wielu dzieł charytatywnych, patrona jednego z pięciu domów fundacji w Radwanowicach. Jan Paweł II wymienił swojego poprzednika w towarzystwie świętych (m.in. Królowej Jadwigi, Jana Kantego, Brata Alberta) i błogosławionych, dając do zrozumienia, że działalność Sapiehy ceni równie wysoko, nawet jeśli wyniesienie kardynała na ołtarze jest jeszcze odległą przyszłością.
W czasie uroczystości na Błoniach Radwanowice pojawiły się raz jeszcze – gdy Papież poświęcił kamień węgielny, w postaci bochenka chleba, pod budowę kościoła pod wezwaniem św. Brata Alberta. To pierwszy kościół w kilkusetletniej historii wsi rycerza Radwana, według przekazów źródłowych – uczestnika morderstwa na biskupie Stanisławie. Ciążąca na tym miejscu klątwa (podobno z jej powodu krakowska kapituła odmawiała zgody na budowę świątyni) przestała działać dopiero w latach 80., gdy w ośrodku dla niepełnosprawnych utworzono kaplicę, a obok podopiecznych i pracowników ośrodka zaczęli się w niej pojawiać mieszkańcy wsi.

*

Uciekając przed tłumem Anna Gajewska zbiera grupkę radwanowiczan i kieruje się do wyjścia. Pakują plecaki, zbierają śmieci, znowu pchają wózki. Na alei 3 Maja utykają w korku na dobry kwadrans. Gajewska pilnuje, żeby grupa się nie podzieliła, trzyma za rękę upośledzoną Celinę. Małgosia schyla się, bo niby chce zasznurować but, a chodzi o to, że czuje się zmęczona i ciąży jej plecak. Opiekunowie skupiają ich uwagę zapewnieniem, że bardzo blisko nich, choć raczej go nie zobaczą, przejedzie Papież. Wszyscy zadzierają głowy. Najpierw przemknęły autobusy biskupów, potem papamobil. Zobaczyli jego dach. 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Nr 34 (2772), 25 sierpnia 2002


do góry

 

© 2000 Tygodnik Powszechny
Szczegółowe informacje o Redakcji; e-mail: redakcja@tygodnik.com.pl