Zaczęło się w 1979 roku, gdy Papież wszedł na parapet


Okno

Michał Kuźmiński, Marek Zając 



Nie ma ich w oficjalnych programach kolejnych papieskich wizyt, ale za każdym razem młodzież – i nie tylko młodzież – stale na nie czeka: wieczorne spotkania z Papieżem, który pojawia się w słynnym już oknie, nad bramą krakowskiego Pałacu Biskupiego przy Franciszkańskiej 3. Choć tegoroczna pielgrzymka była krótsza od dotychczasowych, Jan Paweł II pojawiał się w oknie każdego wieczora.



Ten nietypowy sposób komunikowania się Jana Pawła II ze światem – tak o oknie mówił krakowski kardynał Franciszek Macharski – narodził się dokładnie 6 czerwca 1979 r., podczas pierwszej pielgrzymki. Przed kurią zebrał się tłum młodych. I Papież do nich wyszedł. A nawet... stanął na parapecie: „Kiedy tu dawniej byłem w Krakowie, byłem całkiem porządnym człowiekiem, nigdy nie wyłaziłem na okna, a teraz co się ze mną stało? – żartował. – W tym Rzymie też nie tak łatwo być tym Papieżem, ale w Krakowie to by się już całkiem nie dało, no bo by człowiek wciąż musiał stać w oknie. A gdzie tu coś pomyśleć, a gdzie tu coś napisać, a gdzie tu wszystko załatwić, aby cały świat na głowie... Nie ma mowy! No”. Odpowiedzią były salwy śmiechu, tłum klaskał, a niektórzy czuwali przez całą noc.
Następnego dnia młodzi znowu byli pod oknem. „Słuchaj Ojcze, jak cię błaga lud, przemów do nas chociaż kilka słów” – zmieniali słowa kościelnej pieśni. I Papież znowu do nich wyszedł. 
Z czasem okno zinstytucjonalizowało się, przekształciło się w stały element papieskich wizyt. 

Okno: oczekiwanie

Na trawniku przed kościołem Franciszkanów, naprzeciw kurii, na pojawienie się Papieża w oknie czeka tłum jeszcze liczniejszy niż przed trzema laty. Także tłum dziennikarzy: w okno wycelowano dziesiątki obiektywów i kamer. Biegną relacje na żywo, reporterzy przeciskają się, polując na relacje uczestników „na gorąco”. Pisk SMS-ów: „Widzieliśmy Cię w telewizji” – chłopak z dumą czyta znajomym wiadomość, którą odebrał na komórce. Na Franciszkańskiej trwa medialny show, globalna wioska.
Tegoroczna pielgrzymka to także większe środki ostrożności. Kto chce dostać się pod okno, musi przejść kontrolę bagażu i kontrolę osobistą, wykrywaczem metalu. Wniesienie szklanej butelki czy nawet lusterka jest niemożliwe. Za szpalerem policjantów rośnie sterta kosmetyków, wyrzuconych z damskich torebek – cena za bycie pod oknem. 
Nie zmieniła się za to atmosfera gorączkowego wyczekiwania. Nie muszą jej podgrzewać media ani organizatorzy – jak ów wyśmiewany przez pielgrzymów ksiądz, który jechał samochodem przed orszakiem papieskim i wołał przez megafon do stojących wzdłuż trasy ludzi, „abyśmy pokazali, jak kochamy Ojca Świętego” – jakby takie infantylne wezwania były potrzebne. 
Tu w piątkowe popołudnie temperatura rośnie sama. Pielgrzymi zerkają na zachmurzone niebo, od popołudnia nad miastem błąkała się burza. Czy lądowanie się opóźni? Z głośników słychać relację z lotniska w Balicach: papieski samolot ląduje. I choć brzmi to banalnie i obserwację tę niejeden czekający opatruje speszonym uśmiechem – właśnie teraz zza chmur wychodzi słońce, oświetlając fasadę franciszkańskiej bazyliki, na której pojawia się powiększony cień pomnika kardynała Sapiehy. Po raz pierwszy rozlegają się brawa. „Po co, Papież i tak nas nie widzi?” – ktoś się dziwi, aby po chwili także klaskać i śpiewać. 
Nie zachwiała się też pewność, że Papież do okna wyjdzie. „To najważniejszy punkt pielgrzymek” – uważa Kasia, tegoroczna maturzystka. Co chce usłyszeć? „Nie wiem – zastanawia się. – Chcę usłyszeć coś... od niego”. Nikt nie wyobraża sobie, by Papież nie pokazał się, nie porozmawiał, nie pożartował. „Musi wyjść!” – mówią Ewa i Marlena, studentki, które po raz pierwszy przyszły pod okno. „Będziemy go wołać” – obiecują. A jeśli będzie zbyt zmęczony podróżą? „Na pewno się pokaże – mówi Krystyna Bobrowska, która była już „na kilku oknach”. – Dla nas, krakowian, to zrobi”.
Tymczasem nie jest to wcale pewne. Podczas pielgrzymki w 1999 r., gdy chory Papież nie odprawił Mszy na Błoniach, w oknie zjawił się tylko na krótko. „Staliśmy tu i życzyliśmy mu zdrowia” – wspomina Kasia, która nie zobaczyła wtedy Papieża. Nie była jednak rozczarowana: „Byliśmy przejęci, że nie jest w stanie wyjść”. 
W zamieszczonym wtedy w „Tygodniku” fotoreportażu z pielgrzymki znalazło się takie zdjęcie: okno, udekorowane jak zwykle gobelinem z papieskim godłem i kwiatami – ale puste. Wówczas Papież wyszedł tylko na chwilkę, powiedział z trudem: „A przed Franciszkanami stoi kardynał Sapieha w swojej rzeźbie i przypatruje się nam, przysłuchuje się nam. Modli się za nas, żebyśmy poszli dobrą drogą”. I słabym głosem zaintonował Apel Jasnogórski.

Okno po raz pierwszy

Niezmienne są także zachowania tłumu, złożonego przecież z obcych sobie ludzi: reagują spontanicznie i emocjonalnie, ale wspólnie. Jedni podejmują hasła i pieśni drugich; gdy trzeba, uciszają się nawzajem. Gdy do okna podchodzi Papież, kilka tysięcy ludzi przemawia jednym głosem, niczym jedna osoba. Wydaje się, jakby ktoś nimi dyrygował, ale w tym tłumie nie ma moderatorów czy wodzirejów. Zresztą zebrani nic sobie nie robią z prób porządkowania i organizowania ich dialogu z Papieżem. W sobotę schola stojąca na umieszczonej na tyłach trawnika scenie wypełniała czas oczekiwania pieśniami, ku uciesze zebranych. Ale gdy w oknie pojawiła się długo wyczekiwana sylwetka i chórek spróbował zaintonować życzenia, został zagłuszony przez tłum, który wolał – jak zwykle – porozmawiać z Papieżem, a nie uczestniczyć w pompatycznej akademii.
„Powiewają transparenty, śpiewy nie ustają – pisał „Tygodnik” w 1979 r. – Sto lat, My chcemy Boga, Ave Maria, Rota, Boże coś Polskę...”. Dziś, w innej już Polsce, obowiązuje inny repertuar: „Nie boję się, gdy ciemno jest” Arki Noego, „Abba Ojcze”, „Witamy Cię, Alleluja”. 
Pierwszego dnia owacje pod oknem zaczynają się, zanim Papież dociera z lotniska do kurii, gdy tylko Radio Plus informuje przez głośniki, że papieski samolot wylądował w Balicach. A kiedy rozbrzmiewają pierwsze słowa Jana Pawła II, mocne i wyraźne, wybucha wrzawa: „Witaj w domu!”. Napięcie rośnie. Trwają dyskusje, ile zajmie droga z lotniska. Ktoś krzyczy: „Papież jedzie!”, tłum też krzyczy i faluje, ale szybko okazuje się, że to falstart. 
Jednak po chwili od stron Błoń słychać narastający szum, potem z Plant zrywają się chmary ptaków, w końcu w skrzydle Pałacu Biskupiego zapalają się światła – niezawodne znaki, że Papież się zbliża. W końcu wybucha euforia – i papamobil znika w bramie kurii. Od tej pory śpiew nie ustaje. Tłum skanduje: „Witaj w domu”. „Wyjdź do okna!” – krzyczy nagle młody mężczyzna, a tłum podejmuje. I zaczyna się: „Przemów do nas!”, „Młodzież czeka!”, „Kardynale, puść Papieża!”, „Nie damy spać”. Dokładnie o 21.00 pod oknem rozlega się – też spontanicznie zaintonowany – Apel Jasnogórski. Rośnie zniecierpliwienie, ktoś z tyłu krzyczy: „Papież je kolację!”. „Poczekamy do rana” i „Smacznego” – odpowiada tłum. 
Nagle w ciemnym oknie przemyka cień. „To chyba biskup Nycz” – domyślają się zebrani. Do okna podchodzą dwie następne postacie; jedna to chyba biskup Stanisław Dziwisz. O 21.33 otwiera się okno i staje w nim Papież. 
I tu kolejny – najważniejszy i niezmienny – element papieskich spotkań w oknie: dialogi tłumu i Papieża. Spontaniczne, żartobliwe, trochę ojcowskie. To ten styl duszpasterstwa, styl Jana Pawła II przyciąga młodzież, nie tylko na Franciszkańską. „To mądry człowiek, który widzi dużo poza religią” – mówi Anka, studentka fizyki. „Tu jest z nim bliski kontakt, nie mówi do nas z kartki – dodaje Małgorzata z polonistyki, która do religii nastawiona jest sceptycznie – ale te spotkania są inne niż w kościołach. Nie szukam tu czegoś, czego mi brakuje w Kościele, tylko chcę się spotkać z człowiekiem, który jest kimś”.
W ten piątkowy wieczór rozmowa Papieża z młodymi była krótka: 
– Byliście w Toronto? Bo ja byłem.
– WITAJ W DOMU!
– ...jakby się ktoś pytał, Franciszkańska 3.
– JESTEŚ W DOMU!
– Ale o Toronto to wam jutro opowiem.
– TEŻ PRZYJDZIEMY!
– Na razie wam życzę dobranoc.
– DOBREJ NOCY!
– Do zobaczenia!
– POBŁOGOSŁAW!
– Niech Was błogosławi Bóg Wszechmogący, Ojciec i Syn i Duch Święty.
– AMEN!
– Do jutra!
– DO JUTRA! – odpowiada tłum i spokojnie opuszcza franciszkański trawnik. Spokojnie, bo Papież obiecał, że jutro opowie o Dniach Młodzieży w Toronto. 
Czyli: będzie znowu w oknie.

Okno po raz drugi

Sobota wieczór. Na policyjnej „bramce” dramat: kolejka chętnych do rozmowy z Papieżem rozpływa się na całej szerokości Plant. Pod okno przyszli też uczestnicy porannych uroczystości w Łagiewnikach i ci, którzy czekają już na jutrzejszą Mszę na Błoniach. Na łączce kuria wraz z franciszkanami zorganizowała czuwanie: o klasztorny mur oparto scenę, na której śpiewa akademicka schola. 
Na fenomen okna składa się jeszcze jedno: w tym miejscu ma się wrażenie osobistego spotkania z Papieżem. „Chcemy spotkać Ojca Świętego. Tak prywatnie” – mówi Anka z Radomia, ze Stowarzyszenia Harcerstwa Katolickiego „Zawisza”. „Jest inaczej niż w Toronto. Tam Papież nie mógł słyszeć, co młodzi ludzie do niego mówią” – tłumaczy Michał z neokatechumenatu.
W tłumie są dwie siostry i dwóch braci tragicznie zmarłego biskupa Jana Chrapka, który koordynował ostatnie papieskie pielgrzymki. Stoją w tłumie, śpiewają jak wszyscy. ,,Ich obecność, wśród tych kilku tysięcy młodych ludzi, jest symboliczna – mówi dziennikarka Katarzyna Kolenda-Zaleska, która przyjaźniła się z biskupem. – Nie idą do kurii na spotkanie z Papieżem, choć pewnie by mogli, wolą być z innymi”. Biskup Chrapek, który przed prawie rokiem zginął w wypadku samochodowym, wciąż na tej pielgrzymce powraca: wspominają go BOR-owcy, policjanci, dziennikarze. ,,Bo on tu z nami jest” – mówi Barbara, jego siostra, zakonnica.
O dziewiętnastej Papież spotyka się w kurii z darczyńcami. Nikt na trawniku nie spodziewał się więc, że w oknie pojawi się już 28 minut później. Ci, którzy przechodzili jeszcze kontrolę na Plantach, ruszają biegiem przez policyjną „bramkę”. Policjanci, by uniknąć stratowania, rozbiegają się na boki, krzycząc: „Nie ma kontroli! Przechodzić, przechodzić!”. 
Papież wspomina: „Od pierwszego spotkania w tym oknie minęły 23 lata. Mnie 23 lata przybyło”. Odpowiada mu gromkie „Jesteś młody!”. „I ci, którzy wtedy, 23 lata temu, byli tu pod oknem na Franciszkańskiej, mają 23 lata więcej” – mówi dalej Papież. „Też są młodzi! Też są młodzi!” – ripostują zebrani. „Nic nie poradzimy... Jak są młodzi, to są młodzi, nie ma wyjścia... I Pietrek, co tu stoi, też mu te 23 lata przybyło!” – żartuje Papież. Odpowiada mu „Sto lat”. Ale tłum szybko się wycisza i skupieniu słucha dalej papieskiej mini-katechezy: „Jest tylko jedna rada, to jest Pan Jezus. »Jam jest Zmartwychwstanie i życie«. To znaczy, pomimo starości, pomimo śmierci: młodość, pokój – i tego wam wszystkim życzę. Całej młodzieży krakowskiej, polskiej i na świecie”. 
„Dziękujemy, dziękujemy!”, „Kochamy Ciebie!”. Wierni odśpiewują: „Wierzymy Ci, ufamy Ci, Kochamy Cię, Kraków kocha Cię, Kraków dziękuje Ci, zostań wśród nas!”. Ostatnie słowa pieśni – „zostań wśród nas” – przechodzą w skandowany okrzyk. 
„Dziękuję wam za odwiedziny! Przyjdźcie jutro znów!” – odpowiada Papież. Tłum obiecuje: „Też będziemy!”. Po błogosławieństwie Papież ze słowami „Z Bogiem!” znika w mroku pomieszczeń pałacu. 
Okno otwarło się dziś wcześnie, bo Papież miał męczący dzień i musi wypocząć. Ale ostatnie zaproszenie wypowiedział mocno. I uśmiechał się.

Okno po raz trzeci

Od niedzielnego świtu Kraków tonie w tłumie pielgrzymów. Na Błonia i do dodatkowych sektorów wokół nich przychodzi ponad 2,5 miliona ludzi – więcej niż 5 proc. mieszkańców Polski. Po Mszy część z nich ustawia się na trasach przejazdu Papieża, a wieczorem chce zobaczyć go jeszcze raz. 
I okazuje się, że zapięty na ostatni guzik plan zabezpieczenia wizyty nie wziął pod uwagę takiej determinacji: przy wejściu na plac przed kurią policja ustawia tylko jedną „bramkę” i monstrualna kolejka zamienia się w kłębowisko przepychających się i krzyczących ludzi. Policjanci starają się przepuszczać ich jak najszybciej, ale irytacja rośnie. Dopiero po chwili staje druga „bramka”. „Ale szerzej naprawdę nie ma możliwości – tłumaczy aspirant. – Mamy za mało oddziałów prewencji, żeby obstawić szersze wejście”. 
Pod oknem czeka już pięć tysięcy wiernych. Iwona Bielska przyjechała z Gdańska na poranną Mszę, o oknie dowiedziała się z telewizji: „Chciałabym go zobaczyć, ale zasłania mi choinka” – skarży się na drzewo przed kurią. Jan Mrozowski z rodziną przychodził tu podczas poprzednich pielgrzymek: „W czasie pierwszej miałem trochę mniej lat... – wspomina. – I czuliśmy wtedy, ja i moi rówieśnicy, że coś się zmieni, coś się ruszy”.
Papież wraca do pałacu arcybiskupów przed dwudziestą. Od tej pory młodzież śpiewa „Abba Ojcze” i „Czarną Madonnę” – po swojemu, znów ignorując chórek ze sceny. Zaczyna się wywoływanie Papieża. Tłum skanduje: „Zaczekamy, zjedz kolację!” i parafrazuje dziecięcą piosenkę: „Czy wy wiecie, że on wyjdzie do okna”. Wreszcie zwycięża niecierpliwość: „Kraków czeka!”. 
Niedziela, czyli trzecie okno, jest dniem nowych pomysłów. Zgromadzeni podchwytują śpiew grupki, która intonuje na stadionową nutę: „Nie ma lepszego / od Jana Pawła Drugiego”. A potem biesiadnie: „Jan Paweł naszym dobrym przyjacielem jest / i na dobre, i na złe”. Niecierpliwość sięga szczytu, gdy w pokoju obok okna na chwilę zapala się światło: „Ojcze Święty! Miłosierdzia”. „Obiecałeś! Obiecałeś!”. 
Dziesięć minut przed 21 otwiera się okno. „Niech żyje Papież” – fala rąk sunie do przodu i w tył. Wrzawę przerywa głośny śpiew: to Papież śpiewa „Witamy cię, Alleluja!” i tłum podejmuje. „Niestety, jest to pożegnanie” – mówi Papież. „Nieee!”. „Żegnamy cię, Alleluja” – intonuje znowu Papież. Kolejne „nieeee” przeplata się ze „Sto lat” i okrzykami „Zostań z nami!”. „W sercu i w myślach. Zawsze – zapewnia Ojciec Święty. – Bardzo wam dziękuję za te spotkania, jak za dawnych lat. Jesteście już inną młodzieżą. Ale nawyki są te same. Dobre nawyki”. Przerywając podziękowania, Papież mówi dalej: „Takiemu, który odjeżdża, życzy się: »Przyjdą zaś«. Ja też sobie tego życzę”. Przerywa mu krzyk: „Zapraszamy!”. „»Przyjdą zaś« – kontynuuje Papież. – Myślę, że i wy mi tego życzycie”. Odpowiada skandowane zapewnienie. „Na razie dobranoc! Jutro na Kalwarię” – mówi Papież, a brzmi to jak metafora. 
Potem błogosławi i znika w oknie. Zbliża się dziewiąta, Apel Jasnogórski. 
„To niesamowite, trzeci wieczór, codziennie do nas wychodził. Ileż on ma siły” – zachwyca się Piotr z duszpasterstwa akademickiego „Beczka”. Piotr miał szczęście, był w Toronto i sądzi, że wie, skąd Papież czerpie siłę: „Z totalnego zaufania Jezusowi. I ze Światowych Dni Młodzieży”. 
Tymczasem Anka, Magda i Kamil wyobrażają sobie słowa Papieża, które ucieszyłyby ich najbardziej: „Że przyjedzie jeszcze raz albo że zostanie już tutaj” – mówią. „On nas rozumie” – dodaje Anka.
Młodzi rozchodzą się. Ale niektórzy jakby czekali na ponowne otwarcie okna. 
Ktoś mówi: „Mam świadomość, że on tam jest. To wystarczy”. 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Nr 34 (2772), 25 sierpnia 2002


do góry

 

© 2000 Tygodnik Powszechny
Szczegółowe informacje o Redakcji; e-mail: redakcja@tygodnik.com.pl