„Bo jak go nie słuchać?”

Karolina Deling



Od rana było parno. Burza wisiała w powietrzu, a chmury powoli zbierały się nad miastem. I wreszcie stało się – zerwał się wiatr, a na krakowskie ulice lunął rzęsisty deszcz.



Piątkowe popołudnie, przystanek autobusowy przy Akademii Górniczo-Hutniczej na Czarnowiejskiej. Starsza kobieta strzepuje krople z farbowanych włosów: – A tam ludzie zmokną... – wzdycha, patrząc w kierunku Błoń, gdzie krakowianie i pielgrzymi z całej Polski zbierają się, żeby zobaczyć Jana Pawła II w drodze z lotniska w Balicach do Rezydencji Arcybiskupów na Franciszkańskiej. Burza jednak przeszła prędko. Zza chmur wyjrzało nieśmiałe słońce.

„Po prostu będę bogatsza tutaj...”

Na Błoniach próba nagłośnienia. – Byłyśmy o jedenastej i już śpiewali – Ilona Pawlik i Marta Haske sprzedają tuż za ołtarzem biało-żółte, papieskie chorągiewki. Jak idzie interes? Kiepsko. Zbyt wielu sprzedających, a wciąż mało pielgrzymów. Obie przyjdą na niedzielną Mszę na Błoniach. Po co?
– Chyba każdy wie, co znaczy spotkać Papieża – Marta wzrusza ramionami. Ilona dodaje, wskazując palcem na serce: 
– Po prostu będę bogatsza tutaj...
Przemoczeni i zmęczeni pielgrzymi z Opoczna tuż po 16.00 zajęli miejsca przy alei 3 Maja. Kraków odwiedzili po drodze z Kalwarii. Krystyna Wronkowska podróżuje tak już od tygodnia. Wcześniej była w Częstochowie.
– Każda papieska wizyta pogłębia wiarę – mówi. – No bo jak go nie słuchać, gdy mówi: »Nie lękajcie się, otwórzcie swoje serca«?
– Ma w sobie moc przyciągania – wtóruje Krystyna Wróbel. – Niech pani popatrzy na dzieci: są zmęczone, zmoknięte, ale chciały przyjechać i zobaczyć go.
– A dziewczyny to powiedziały, że jak nie pojedziemy dziś do Krakowa, to się zbuntują! – przytakuje mała Kasia.
Harcerki ze Związku Harcerstwa Rzeczpospolitej pełnią tzw. białą służbę, czyli służbę informacyjną, porządkową i medyczną. Część z nich przyjechała prosto z obozu na Helu. Nie wiedzą, czy będą na niedzielnej Mszy. To zależy od zadań, jakie otrzymają.
– Możemy trafić na przykład na parking – wyjaśnia Ewa Hryniewicz z drużyny „Błysk” z Zakroczymia. – Rzadko kiedy można spokojnie uczestniczyć we Mszy, gdy pracuje się w „białej służbie”. Trzeba zająć się zaginionym dzieckiem, udzielić pomocy chorym. Teraz czatujemy, żeby zobaczyć Papieża, bo później może nie być już okazji.

Los na loterii

O 18.00 na ulicy Piłsudskiego nie można już znaleźć dobrego miejsca. Akurat, gdy samolot Jana Pawła II ląduje w Balicach, młody mężczyzna patrzy na mieszkańców okolicznych kamienic, wygodnie usadowionych w oknach. – Ci to wygrali los na loterii... – wzdycha.
Kiedy na lotnisku prezydent wita Papieża, tłum na Plantach przy Straszewskiego dokonuje ważnego odkrycia: jeśli wszyscy zaczną klaskać i gwizdać, to wystraszą ptaki, przed którymi muszą chować się pod parasolami. Od tej pory rzęsiste brawa powtarzają się co pięć minut. Tak, jakby robiono próbę oklasków dla wyczekiwanego gościa.
Wszędzie mało miejsca. Ktoś wspina się na kraty w oknach Collegium Novum, inni włażą na murki, przynoszą ze sobą drabiny, wyciągają szyje i stają na palcach. Śpiewają: „Nie boję się, gdy ciemno jest, Ojciec za rękę prowadzi mnie...”. Do młodzieży dołączają starsi, panuje niemal rodzinna atmosfera. Ktoś prosi policjanta o zrobienie zdjęcia. I tylko nogi bolą, a przebiegający ciągle przez tłum handlarze wykrzykują: – Chorągiewki za złotóweczkę! Chorągiewki... 
Po 20.00 wszyscy są już zmęczeni. Śpiewy na chwilę cichną. Ale to cisza przed burzą, bo oto nagle zrywają się oklaski i krzyki: – Witaj w domu! Kochamy Ciebie!
Ci, którzy jeszcze przed chwilą nie czuli nóg, teraz wspinają się na palcach, żeby lepiej widzieć, żeby nie stracić krótkiej chwili, na którą czekają od kilku godzin.
Siedzi w białym samochodzie. Patrzy na Kraków, na zebranych. I to im wystarczy. Ludzie przeskakują przez barierki i morze głów płynie za papamobilem. Dopiero przy skrzyżowaniu z Franciszkańską policja zatrzymuje tłum. Papież wjeżdża do Pałacu Biskupiego, a wielu wiernych przenosi się pod słynne okno, aby otrzymać od Jana Pawła II błogosławieństwo i usłyszeć „dobranoc”.
Na jednej z bocznych uliczek stoi dwóch policjantów. Czy nie żałują, że nie widzieli Papieża? Krótka konsternacja, a potem uśmiech, perskie oko i odpowiedź: – Myśmy go widzieli... Teoretycznie powinniśmy stać tylko tutaj, ale wie pani... 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Nr 34 (2772), 25 sierpnia 2002


do góry

 

© 2000 Tygodnik Powszechny
Szczegółowe informacje o Redakcji; e-mail: redakcja@tygodnik.com.pl