Człowiek w drewniakach

Ks. Adam Boniecki



Osobliwość tej konsekracji, specyfika tej Mszy, zostały ujawnione w homilii, której zakończeniem był uroczysty akt zawierzenia świata Bożemu miłosierdziu. Papież chciał tego dokonać tutaj, nie w Rzymie czy gdziekolwiek indziej, bo jest przekonany, że to miejsce „Bóg obrał sobie, aby tu wylewać łaski swego miłosierdzia”. 



„Kto mógł przypuszczać, że ten człowiek w drewniakach będzie konsekrował świątynię w Łagiewnikach?” – powiedział Jan Paweł II przed zakończeniem Mszy. Te słowa pozwalają się domyślać, że choć w Łagiewnikach Papież nie poruszał – poza tą jedną chwilą – wątków osobistych, to miejsce musiało wywołać falę wspomnień. Poznał je dobrze w latach wojny, kiedy pracował w niedalekim Solvayu.
Konsekracja nowej świątyni była głównym motywem tej podróży. Nic dziwnego, że budziła wiele oczekiwań i domysłów. Kard. Macharski określił sanktuarium jako papieskie okno otwarte na całą ludzkość. Dzisiaj liczba miejsc w tym oknie była ograniczona: kart wstępu do sektorów rozdano 14 tysięcy, w kościele pomieściło się 5 tysięcy osób, przede wszystkim dobrodziejów sanktuarium. We wręczonej Papieżowi księdze wymieniono ich 42 tysiące, lecz jak zapewniał prezes Fundacji Sanktuarium Miłosierdzia Bożego ks. Marian Rapacz, jest ich w istocie znacznie, znacznie więcej.
Ludzie zaczęli się gromadzić już o piątej rano, siostry ze zgromadzenia Matki Bożej Miłosierdzia przyszły o szóstej, zresztą nie wszystkie: starsze wolały ten czas spędzić na modlitwie w kaplicy sanktuarium. O siódmej przed kościołem było już sporo ludzi, a w środku pełno: zarówno na parterze, jak na ogromnym balkonie. Trwało przygotowanie do Mszy, nauka pieśni, przeplatane medytacjami księdza Rapacza. Rozłożone na krzesłach książeczki pozwalały zapoznać się z przebiegiem liturgii oraz tekstem pieśni „Bóg bogaty w miłosierdzie”, która nawet jeśli pod względem wartości poetyckiej może budzić niejakie wątpliwości, to śpiewana pod przewodem Skaldów rozbrzmiewa werwą i zapałem. Podczas uroczystości panowało w ogóle pewne muzyczne materii pomieszane: od gregoriańskiego „Gloria” i wykonanego na zakończenie „Alleluja” z „Mesjasza” Haendla, przez tradycyjne pieśni, do piosenek, powiedzmy, oazowych.
Nieco przed przybyciem Papieża wkroczyli kardynałowie i biskupi. Było ich na tej Mszy dobrze ponad stu: wszyscy polscy i kilkunastu zagranicznych kardynałów, wśród nich Audrys Backis z Wilna, Zenon Grocholewski z Watykanu, Lubomyr Huzar i Marian Jaworski ze Lwowa, legendarny Jan Chryzostom Korec z Nitry, Joachim Meisner z Kolonii, Kazimierz Świątek z Mińska, Josef Tomko z Rzymu i zatroskany arcybiskup Pragi kard. Miloslav Vlk, który – jak mi powiedział – zaraz po Mszy wracał do swojej dotkniętej powodzią archidiecezji.
Tymczasem wciąż czekaliśmy na Papieża, śpiewając Koronkę do Bożego Miłosierdzia, ćwicząc pieśni pod przewodem Skaldów i słuchając wyjaśnień księdza Rapacza. Wreszcie jest Ojciec Święty, na... ścianie. Za pomocą telewizyjnych kamer, na oślepiająco białej, oświetlonej mocnymi reflektorami ścianie zamrowił się papieski orszak. Potem dalsze, niewyraźne obrazy: Jan Paweł II wysiada z samochodu, wchodzi na ruchomą platformę, by o dziesiątej zniknąć ze ściany-ekranu i rzeczywiście wejść do kościoła. Szum klimatyzatorów zagłuszają okrzyki, oklaski, pieśni. W tłumie nic nie widać: wszyscy mogli zobaczyć Papieża dopiero gdy dotarł do białego pomostu nad schodami wiodącymi do ołtarza, a potem zatrzymał się i znanym gestem wyciągniętej dłoni pozdrowił zgromadzenie.
Rozpoczyna się Msza św. konsekracyjna. Złote ornaty koncelebrujących (m.in. kardynałów Macharskiego, Sodano, Backisa, Tomko, Meisnera, Glempa, Świątka, Gulbinowicza, Grocholewskiego, arcybiskupa łódzkiego Władysława Ziółka – z tej diecezji wyszła św. Faustyna, biskupów Stanisława Dziwisza i Stanisława Ryłki) krojem i deseniem nieco przypominają żydowskie tałesy. Krótkie powitanie wypowiedziane przez Metropolitę Krakowskiego. Kardynał jest wyraźnie wzruszony: słowa brzmiące w przygotowanym wcześniej tekście „Ojcze Święty proszę Cię, dokonaj konsekracji tego nowego kościoła”, zmienia na „pokornie błagam Cię”.
Teraz obrzęd pokropienia wodą, potem liturgia słowa: lektura Nehemiasza o uroczystym czytaniu Księgi Prawa po powrocie Żydów z niewoli i św. Pawła o świątyni z żywych kamieni, wreszcie fragment z Ewangelii Jana o spotkaniu Jezusa z Samarytanką, której na pytanie o właściwe miejsce oddawania czci Bogu Jezus odpowiedział, że „prawdziwi czciciele będą oddawać cześć Ojcu w duchu i prawdzie”. 
Po papieskiej homilii, kilkakrotnie przerywanej długimi oklaskami, dostojny obrzęd konsekracji. Papież klęka i pozostaje tak (on i wszyscy obecni) przez całą litanię do Wszystkich Świętych. Potem długa modlitwa konsekracyjna: „...Niechaj tutaj ubodzy znajdują miłosierdzie, uciśnieni prawdziwą wolność, a wszyscy ludzie niech się przyobleką w godność Twoich dzieci...”. Jan Paweł II sam namaszcza ołtarz, a czterej kardynałowie-koncelebransi wyruszają do dwunastu punktów świątyni, aby uczynić olejem znak krzyża na filarach. 
Przygotowanie ołtarza, który do tej pory jaśniał bielą świeżo obrobionego marmuru: osiem zakonnic z obrusem i kwiatami tanecznym niemal krokiem krąży dookoła. Dwie, ruchami pełnymi czułości, powoli rozkładają obrus, inne ustawiają kwiaty na ołtarzu i u jego stóp. Potem energicznym krokiem zbliżają się lektorzy (może ministranci?) z zapalonymi świecami. „Do tej pory – czytamy w książeczce – kościół w zasadzie nie był oświetlony”. Może w zasadzie, bo w rzeczywistości zalewało go ostre, oślepiające światło sześciu reflektorów, wzmocnione bielą ścian. I w tym momencie (było samo południe) następuje piękny efekt: latarnia nad ołtarzem rozbłyska promieniami słońca, które oświetlają ołtarz, wydobywają na ściany cienie gałęzi krzewu-rzeźby i wzbudzają wesołe refleksy na ornatach celebransów.
Zakończenie Mszy. Ojciec Święty zwraca się jeszcze do zebranych, jeszcze długi szereg osób podchodzi, by z bliska pozdrowić Papieża: dobrodzieje sanktuarium, różne osobistości, jeszcze kilka słów z Lechem Wałęsą i jego żoną Danutą (Wałęsa odmówi dziennikarzom ujawnienia treści rozmowy), jeszcze w zakrystii przy wejściu Jan Paweł II zdejmuje szaty liturgiczne i koniec. A więc jeszcze jedna papieska koncelebra? Nie po to przecież przyjechał na te cztery dni z Rzymu.

*

Osobliwość tej konsekracji, specyfika tej Mszy, zostały ujawnione w homilii, której zakończeniem był uroczysty akt zawierzenia świata Bożemu miłosierdziu. Papież chciał tego dokonać tutaj, nie w Rzymie czy gdziekolwiek indziej, bo jest przekonany, że to miejsce „Bóg obrał sobie, aby tu wylewać łaski swego miłosierdzia”. Nabożeństwo, które z niesłychanym dynamizmem ogarnęło świat, wyszło stąd. Orędzie, które kiedyś wzbudziło nieufność rzymskich dykasterii, poruszyło wrażliwość współczesnych ludzi różnych kultur. Papież więc zawierza miłosiernemu Ojcu „losy świata i każdego człowieka”. Nie lęka się odwołać do objawień prywatnych, bo nie o ich prywatność tu idzie, ale o to, co zawierają. Dlatego swój akt zawierzenia zamyka słowami zostawionej przez św. Faustynę „Koronki”: „Ojcze przedwieczny, dla bolesnej męki i zmartwychwstania Twego Syna, miej miłosierdzie dla nas i całego świata”.
Co znaczy „akt zawierzenia”? A jakie znaczenie miało zawierzenie Rosji Niepokalanemu Sercu Matki Boskiej, którego chciała, objawiając się w Fatimie? Poprzednicy nie chcieli drażnić Rosji, Jan Paweł II tego dokonał, a potem stało się to wszystko, co się stało. Cóż, można powiedzieć, że to zwykły zbieg okoliczności i proste następstwo faktów, a nie związek przyczynowy.
Łagiewniki to było wydarzenie czysto religijne. To, że udręczonemu światu najbardziej potrzeba Bożego miłosierdzia, zrozumieć może ten tylko, kto wierzy w Boga. Nad tym, co znaczy, że „potrzeba miłosierdzia, aby wszelka niesprawiedliwość na świecie znalazła kres w blasku prawdy” zastanowić się może każdy człowiek. 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Nr 34 (2772), 25 sierpnia 2002


do góry

 

© 2000 Tygodnik Powszechny
Szczegółowe informacje o Redakcji; e-mail: redakcja@tygodnik.com.pl