Katedra, czyli dziedzictwo

Aleksandra Bajka, Artur Sporniak



Dzwon Zygmunta bije rzadko, na specjalne okazje. W minioną niedzielę jego dźwięk usłyszano nad Krakowem dokładnie o siedemnastej czterdzieści pięć. Chwilę później papieski konwój wjechał na wawelskie wzgórze. 



Na tak zwanym dziedzińcu zewnętrznym papamobil zatrzymał się i Jan Paweł II ucałował dwoje dzieci, podniesionych przez funkcjonariuszy BOR-u – dziewczynkę i chłopczyka, których ojciec, Wacław Smenda, jest kościelnym w katedrze – po czym pobłogosławił tłum i przejechał na dziedziniec arkadowy zamku wawelskiego. Tam czekali na niego pracownicy Państwowych Zbiorów Sztuki na Wawelu. Następnie kolumna papieska ruszyła z powrotem w stronę katedry, zatrzymując się jeszcze pośrodku dziedzińca – Papież chciał spojrzeć na renesansowe arkady, na których zawieszono specjalnie dla niego wawelskie arrasy, jeden z wyobrażeniem Orła, drugi z Pogonią Litewską, trzeci zaś przedstawiający rozmowę Noego z Bogiem. 
W samej katedrze o dziedzictwie – jako głównym motywie papieskiej tutaj obecności – mówiły ustawione na ołtarzu przedmioty: piękny, zdobiony szlachetnymi kamieniami krzyż, wykonany z dwóch XIII-wiecznych książęcych diademów, z których jeden należał prawdopodobnie do Bolesława Wstydliwego, drugi zaś do jego żony św. Kingi. Relikwię głowy św. Floriana, rycerza rzymskiego i jednego z patronów Krakowa, ofiarował w XV w. papież Marcin V królowi Władysławowi Jagielle i jego czwartej żonie Zofii Holszańskiej. Wreszcie najcenniejsza relikwia katedry, wydobywana ze skarbca i pokazywana tylko w Wielki Piątek: relikwie Krzyża Świętego.
Papież do katedry wjechał na ruchomej platformie i usiadł w fotelu przed konfesją św. Stanisława. Towarzyszyło mu grono kanoników katedralnych i niektórzy członkowie Episkopatu, w tym wszyscy trzej polscy kardynałowie i – mieszkający na co dzień na Wawelu – biskup Tadeusz Pieronek. Podając Ojcu Świętemu brewiarz, papieski sekretarz ks. Mieczysław Mokrzycki zapytał, czy otworzyć go na stronie z nieszporami. Papież odpowiedział, że odmówił już nieszpory przeznaczone na tę niedzielę i chciałby teraz odmówić godzinę czytań z dnia następnego, poświęconą św. Janowi Eudesowi. Jan Paweł II upewnił się jeszcze u ks. Janusza Bielańskiego, proboszcza katedry, czy święty ten był kapłanem – kapłanom poświęcone są odrębne teksty brewiarzowe – i pogrążył się w 25-minutowej modlitwie.
Po modlitwie Papież wpisał swe imię i datę do nowej katedralnej księgi pamiątkowej. „Czy podać do ucałowania relikwiarz św. Stanisława?” – zapytał ks. Bielański. „Oczywiście” – padła odpowiedź. Ojcu Świętemu podano zatem relikwiarz z głową św. Stanisława, nazywany od wieków „złotym domem Królestwa Polskiego”. Ceremonia ta była powtórzeniem intronizacji ówczesnego arcybiskupa metropolity; kiedyś relikwiarz ten podawano każdemu nowo koronowanemu królowi, jako znak kontynuacji dziedzictwa. Przed konfesją świętego Papież poprosił jeszcze o klęcznik, gdyż chciał uklęknąć, by oddać hołd św. Stanisławowi. Odradzono mu to jednak (stan zdrowia). „To w takim razie na stojąco” – odpowiedział Papież i chwilę modlił się przed srebrną trumną.
Kiedy Ojciec Święty objeżdżał potem na swej ruchomej platformie boczne kaplice, ksiądz Bielański wspomniał o grobach Mickiewicza i Słowackiego. Papież dodał: ,,Jest jeszcze ziemia z grobu Norwida”. Przy kaplicy Najświętszego Serca Pana Jezusa Jan Paweł II poprosił o zatrzymanie platformy i pobłogosławił grób arcybiskupa lwowskiego Eugeniusza Baziaka, który w latach 50. był rządcą archidiecezji krakowskiej, mówiąc: „On mnie wyświęcił na biskupa, on mnie wybrał”.
Papież zatrzymał się także przy ołtarzu z czarnym krucyfiksem św. Jadwigi, pod którym postawiono oryginalny obraz Jezusa Miłosiernego z Łagiewnik, przywieziony przez policję z ołtarza na Błoniach (pierwotnie miała tu stanąć kopia, lecz po Mszy policja nie zdołała przedrzeć się przez tłumy wracających pielgrzymów i odwieźć obrazu do Łagiewnik). Potem Papież pomodlił się jeszcze przy kaplicy z Najświętszym Sakramentem słowami pieśni eucharystycznej „Chwała i dziękczynienie bądź w każdym momencie”. Tymczasem towarzyszący Papieżowi biskup Stanisław Dziwisz i kardynał Zenon Grocholewski poprosili o otwarcie krypt królewskich. Kardynał Grocholewski był po raz ostatni w Krakowie przed 42 laty – i teraz bardzo chciał się pomodlić u grobów królów polskich.
Przy wyjściu z katedry na Papieża czekali dzwonnicy, którzy wprawili w ruch dzwon Zygmunta podczas wjazdu na Wawel. Papież otrzymał od nich mały odlew serca dzwonu, oprawiony w kryształ górski – dar ufundowany przez Tadeusza Bogacza, prezesa firmy, która niedawno naprawiała pęknięte serce „Zygmunta”. Przed katedrą czekali też klerycy z krakowskiego seminarium, z którymi Papież zrobił sobie pamiątkowe zdjęcie. 
Po odjeździe Jana Pawła II proboszcz katedry zaprosił jeszcze wszystkich obecnych na dziedzińcu na modlitwę przed krzyżem św. Jadwigi i łagiewnickim obrazem.
Dla Papieża była to już kolejna wizyta w katedrze: podczas swej pierwszej pielgrzymki w 1979 r. odwiedził ją z okazji zakończenia Synodu Archidiecezji Krakowskiej, który sam zapoczątkował w 1972 r. jako arcybiskup. W 1983 r. odprawił tu Mszę dla przedstawicieli różnych grup wiernych archidiecezji. Do krypty św. Leonarda – w której ksiądz Karol Wojtyła celebrował 4 listopada 1946 r. swą Mszę prymicyjną – wrócił Papież podczas szóstej podróży do Polski: 9 czerwca 1997 r. odprawił tu Mszę za rodziców i brata. 
Także dla przypomnienia tej ciągłości i dziedzictwa w ostatnią niedzielę po prawej stronie ołtarza płonęła wotywna świeca, którą Ojciec Święty podarował katedrze w 1979 r.

Redakcja dziękuje ks. infułatowi Januszowi Bielańskiemu, proboszczowi katedry, za szczegółową relację z pobytu Ojca Świętego na Wawelu.

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Nr 34 (2772), 25 sierpnia 2002


do góry

 

© 2000 Tygodnik Powszechny
Szczegółowe informacje o Redakcji; e-mail: redakcja@tygodnik.com.pl