Miasto jako ołtarz

Z Krzysztofem Ingardenem, architektem, projektantem Ołtarza Papieskiego na Błoniach, rozmawia Agnieszka Sabor



AGNIESZKA SABOR: – Pierwszy Ołtarz Papieski zbudował Pan na Błoniach w 1999 roku. Jak do tego doszło?
KRZYSZTOF INGARDEN: – Pod koniec grudnia 1998 r. zadzwonił do mnie ks. biskup Kazimierz Nycz. Byłem bardzo poruszony jego propozycją: wyróżniony, ale i zaniepokojony, bo zadanie było niezwykle trudne. Pamiętałem wcześniejsze ołtarze ustawiane na Błoniach podczas pielgrzymek Jana Pawła II: jeden autorstwa dr. Przemysława Gawora, drugi – prof. Witolda Cęckiewicza. Ich projekty były funkcjonalne, abstrakcyjne, proste. Tym razem Kurii zależało także na tym, aby projekt nawiązywał w jakiś sposób do historii i tradycji Krakowa. Papież pielgrzymował po całej Polsce, chodziło więc o to, aby każdy ołtarz mówił coś o tożsamości miejsca, w którym odprawiona miała być Msza.
–Jak zaprojektować taki ołtarz, aby nie stał się formą przestrzennej widokówki?
– Przede wszystkim nie wolno używać żadnych bezpośrednich cytatów, choć historyczna stolica Polski pełna jest architektonicznych „skrzydlatych słów”. Chciałem opracować taki projekt, w którym abstrakcyjna aluzja w sposób jednoznaczny i czytelny wyrazi duchową łączność między tym, co dzieje się na ołtarzu a miastem. 
I nagle uzmysłowiłem sobie, że całe Błonia będą w czasie Mszy jednym, wielkim kościołem – takim samym jak wszystkie inne, których wieże i kopuły tworzą panoramę miasta. Tyle tylko, że otwierającym się przestrzennie na cały Kraków, obejmującym symbolicznie wszystkie inne świątynie. W tradycyjnych kościołach jest taki element architektoniczny, który przypomina o otwierającej się ku górze przestrzenności: sklepienie. Czasem to przypomnienie jest wręcz dosłowne, gdy – tak, jak w kościele Mariackim – na sklepieniu pojawia się przedstawiająca nieboskłon polichromia. Ta zależność między niebem naturalnym nad Błoniami a niebem symbolicznym na sklepieniach gotyckich kościołów stała się główną ideą projektu. 
Postanowiłem zbudować sklepienie, w tej pozbawionej ścian przestrzeni działające jednak zupełnie inaczej niż w zamkniętym budynku – odwrócone, a tym samym otwarte na zewnątrz, w kierunku wiernych, w kierunku kościoła Mariackiego i całego miasta. Poza tym zależało mi także na tym, aby ołtarz skupiał uwagę zgromadzonych wiernych na osobie Papieża. Odwrócona kolebka rozgwieżdżonego sklepienia z cytatami z polichromii Matejkowskiej w bazylice Mariackiej, obniżała się dokładnie nad tronem papieskim, skupiając uwagę widzów na osi ołtarza. Do tego dokomponowaliśmy kulisy, prowadzące wzrok w tym samym kierunku. Za tronem papieskim chciałem umieścić złotą absydę ze szklanym krzyżem, na który podczas Mszy przez specjalny świetlik w dachu padałby słoneczny promień. Pamiętam, że dokładnie zmierzyliśmy, gdzie umieścić ten świetlik, aby cała operacja się udała. W końcu za radą Księdza Kardynała Franciszka Macharskiego zdecydowaliśmy jednak, że umieścimy w tym miejscu krucyfiks, z którym Jan Paweł II jest szczególnie związany – z klasztoru cystersów w Mogile. W tej przestrzeni wyglądał pięknie i znacząco. 
W 1999 r. nie było słońca, a chory Ojciec Święty nie odprawił osobiście Mszy na Błoniach. Myślę jednak, że otwarta, podkreślająca związek z miastem architektura ołtarza pozwoliła wtedy mocniej odczuć zarówno Jego duchową łączność z nami, jak i naszą z Nim, cierpiącym w nieodległym przecież Pałacu Biskupim.
W tym roku również przygotowuje Pan na Błoniach Papieski Ołtarz. Czy trudno było powrócić do raz już zrealizowanego tematu?
– Odbył się konkurs, do którego Kuria zaprosiła kilka zespołów architektonicznych. Wzięliśmy w nim udział, choć z dużymi wątpliwościami, czy jeszcze raz uda się wymyślić coś znaczącego, jednocześnie nie kopiując rozwiązań sprzed trzech lat. Tym razem pomysł mógł być jednak bardziej uniwersalny: wiadomo, że podczas zbliżającej się pielgrzymki Papież odprawi tylko jedną Mszę, właśnie na Błoniach, nie trzeba więc przypominać o miejscu.
W myśl założeń konkursu projekt powinien być prosty, oszczędny, miał wykorzystywać elementy konstrukcyjne, które pozostały po ostatniej wizycie. Pomyślałem, że pracę należy zacząć od oczyszczenia własnej wyobraźni i przeprowadzenia czegoś w rodzaju „redukcji fenomenologicznej”. Chodziło o to, aby określić minimalną, nieredukowalną dalej liczbę elementów, z jakich może składać się ołtarz. Kompozycja taka stanowiłaby syntezę ołtarza, a jej prostota pomagałaby w kontemplacji tego, co na ołtarzu najważniejsze. Okazało się, że taki sposób myślenia spodobał się organizatorom tegorocznej pielgrzymki. 
Powstająca właśnie na Błoniach architektoniczna struktura ma składać się z trzech ascetycznych, oddziałujących przede wszystkim geometrią i kolorem płaszczyzn, łączących funkcje użytkowe i symboliczne. Białe, duże zadaszenie nad ołtarzem – to baldachim. Nieco z tyłu wznoszącą się wysoko ku górze płaszczyzna w żółtym, papieskim kolorze – to „dzwonnica świątyni”, zwieńczona znakiem krzyża. Obie te płaszczyzny przecinają się i tworzą dobrze widoczny z daleka krzyż, z każdego kierunku inny. Trzecia płaszczyzna jest niezbędnym tłem ołtarza. Na niej wyeksponowany będzie obraz Miłosierdzia Bożego i obrazy beatyfikacyjne: purpura tej płaszczyzny nawiązuje do jego najgłębszej treści – Miłosiernego Serca Chrystusa.
– Powstało więc coś zupełnie innego niż trzy lata temu.
– Tak, ale jest też pewien łącznik między ołtarzami. Od kilku lat z architektem Przemysławem Gaworem budujemy kościół pod wezwaniem Najświętszego Serca Jezusowego w Nowej Hucie. Kościół ten, funkcjonujący już, choć jeszcze nie wykończony, powstaje przy ulicy Obrońców Krzyża – tego, o który z komunistycznymi władzami walczyli tutejsi mieszkańcy i przyszły Papież, wtedy Metropolita Krakowski. Pomyślałem, że wspaniałym dopełnieniem historii byłoby, gdyby krzyż wieńczący tegoroczny ołtarz papieski na Błoniach znalazł się później w nowohuckim kościele. Ten sześciometrowy krzyż łączy dwa materiały: część wykonana ze stali, surowej i zardzewiałej, nawiązuje do Nowej Huty i stanowi tło dla krzyża ze szklanych tafli, zawieszonego pod kątem, jak ciało ukrzyżowanego Chrystusa, pochylającego się nad zgromadzonymi ludźmi. Szklany krzyż jest reminiscencją pomysłu krucyfiksu z 1999 r. W samym jego środku, na przecięciu ramion umieściłem kryształową kulę, która rozświetla się rubinowym światłem, symbolizującym Serce Jezusa. Ten krzyż ma być znakiem ufności i zawierzenia – dla tych, którzy przyjdą na Błonia, a później przyjeżdżać będą do Nowej Huty. Tak „jednodniowa” architektura staje się czymś trwałym. Zapisana w pamięci, ale i w materialnym śladzie – pozostanie w nowohuckim kościele.

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Nr 33 (2771), 18 sierpnia 2002


do góry

 

© 2000 Tygodnik Powszechny
Szczegółowe informacje o Redakcji; e-mail: redakcja@tygodnik.com.pl