Internetowe rekolekcje wielkopostne (3)


Więcej nie znaczy lepiej

Jacek Wróbel SJ


Tegoroczne rekolekcje wielkopostne prowadzą na naszych łamach księża jezuici we współpracy z serwisem internetowym www.opoka.org.pl. Kolejne rozważania są poświęcone siedmiu grzechom głównym – dziś chciwości i nieczystości. Zapraszamy na stronę www.opoka.org.pl, gdzie internauci mają możliwość komentowania tekstów nauk i przesyłania pytań do autorów, które wraz z odpowiedziami są publikowane w serwisie (istnieje też możliwość osobistej korespondencji, tylko pomiędzy autorem a pytającym).


„Z wnętrza bowiem, z serca ludzkiego pochodzą złe myśli, nierząd, kradzieże, zabójstwa, cudzołóstwa, chciwość, przewrotność, podstęp, wyuzdanie, zazdrość, obelgi, pycha, głupota”.

(Mk 7,21n)



Pewien ubogi człowiek, chcąc zarobić kilka groszy zamierzał wejść na drzewo, wybrać jajka z ptasiego gniazda, a potem je sprzedać. Bał się jednak, bo pień był wysoki, a on już niemłody. Zaczął więc wzywać pomocy św. Antoniego i obiecywać, że jeśli mu się uda, to za połowę zdobytej sumy kupi trzy świece, które zapali przy figurce orędownika. Wspinaczka szła mu dość łatwo, więc kiedy pokonał połowę odległości pomyślał, że dwie świece z pewnością świętemu wystarczą. Jeszcze wyżej postanowił zapalić tylko jedną. A gdy był już u szczytu i wyciągał rękę po jajka, to doszedł do wniosku, że na nic mu ta pomoc była, więc świętego tylko słowem pozdrowi. Wtedy gałąź się złamała, a chciwiec potłukł gnaty i jajka porozgniatał.
Biedny nieszczęśnik. Cóż go zgubiło? Zwykła chęć wzbogacenia czy „duchowość grabi”, którymi wszystko podgarnia się pod siebie? Może i nam niekiedy trudno odróżnić zwykłe ludzkie pragnienie od pożądliwości, która cienkim strumykiem sączy w serce chciwość? Ta natomiast dość szybko odkrywa swoje oblicze bałwochwalstwa i nieczystości. Jakie jest miejsce ludzkiego „chcieć”, ale takiego, które służy życiu, a nie nad nim panuje?

*
Możemy się zastanawiać, czy słowa zachwytu nad wielkością człowieka w Psalmie 8 – „Obdarzyłeś go władzą nad dziełami rąk Twoich; złożyłeś wszystko pod jego stopy” – są odzwierciedleniem naszej sytuacji życiowej, czy raczej życzeniem ilustrującym nienasycenie ludzkich pragnień. Zapewne znajdą się zwolennicy obu twierdzeń – zależy, jak komu potoczyło się w życiu. Jednak to nie menadżerski fotel czy puste kieszenie decydują o tym, że spełnia się na nas błogosławieństwo Boże „czyńcie sobie ziemię poddaną”, ale postawa ludzkiego serca, które zna Darczyńcę i w Nim pokłada nadzieję.
Nie można próbować rozliczać samego siebie i szukać własnej winy (a jakże, przecież Wielki Post, wypada się choćby w cichości pokajać), ani też przypisywać sobie zasług na jakimkolwiek – czy to duchowym, czy zawodowym – polu, nie dostrzegając wpierw daru, jakim każdego z nas Bóg uprzedza. „Cóż masz, pyta św. Paweł, czego byś nie otrzymał? A jeśliś otrzymał, to czemu się chełpisz, tak jakbyś nie otrzymał” (1 Kor 4, 7). A może wydaje się nam, że otrzymali wszyscy, tylko nie ja, albo jeśli już, to na pewno mniej niż inni? Jeśli więc nic nie otrzymałem, a wszystko jest tylko moim większym lub mniejszym trudem, to czy te dobra pomnażam, czy je marnuję, to bez różnicy, bo i tak przed nikim rozliczać się nie muszę. Wystarczy żyć, jak się żyje, a z takimi rozważaniami dać sobie spokój. Jeśli jednak zdam sobie sprawę, że nawet to moje życiowe „nic” nie miałoby miejsca bez Bożej dobroci, to warto przyjrzeć się, czy właściwie korzystam z danego mi daru lub też czy sam czasem nie wstrzymuję błogosławiącej dłoni.

*
„A potem Bóg rzekł: »Niechaj powstaną ciała niebieskie, świecące na sklepieniu nieba, aby oddzielały dzień od nocy, aby wyznaczały pory roku, dni i lata; (...) aby rządziły dniem i nocą i oddzielały światłość od ciemności«” (Rdz 1, 14-18).
Podstawowym, niewątpliwie, błogosławieństwem, jakim zostaliśmy obdarowani, jest czas. Jest towarzyszem naszych najszczęśliwszych chwil i nie opuszcza nas w najgłębszym smutku – nie sposób od niego uciec. Bywa dla nas łaskawy albo bezlitosny, jednak to nie on, ale my sami czynimy go przyjacielem lub wrogiem.
Czas bywa tematem drażliwym, bo z nim jest jak z pieniędzmi – wciąż odczuwamy jego deficyt. Tyle że o braku gotówki mówić wstyd, bo to znak nieudacznictwa, natomiast stan wiecznego bycia pochłoniętym uchodzi za wyraz nowoczesności. Stwierdzenia: „wybacz, ale nie mam czasu”, „może innym razem”, „chętnie, ale nie teraz”, weszły do naszego słownika na stałe. Nikogo nie dziwią; przeciwnie, odnosimy się do nich ze zrozumieniem – czasem jednak niechętnym, bo są dotkliwe, gdy skierowane do nas. Ale puszczamy to szybko w niepamięć, bo sami dla innych czasu nie mamy – choć często go obiecujemy... Jak ten nieborak na drzewie: tylko obiecujemy – innym, sobie, a także Panu Bogu.
Bóg zwraca się do nas słowami: „Jeśli będzie u ciebie ubogi któryś z twych braci, w jednym z twoich miast, w kraju, który ci daje Pan, Bóg twój, nie okażesz twardego serca wobec niego ani nie zamkniesz swej ręki przed ubogim swym bratem” (Pp 15, 7). Nasz dzień nie przedłuży się ani o minutę, ale nawet gdyby przedłużył o godzinę, „twarde serce” i tak znalazłoby „lepszy” dla niej pożytek: „oko chciwca nie zadowoli się tym, co posiada” (Syr 14, 9).
Ustanowił więc Pan Bóg dzień i noc, aby „oddzielały światłość od ciemności”. Kiedyś te słowa były bardziej wyraziste, bo człowiek mierzył swoje możliwości według rytmu przyrody. Dziś zazwyczaj chcemy więcej niż rzeczywiście możemy, bo więcej jest środków, aby „ciemność” oszukać. A jaka za to zapłata? Stres, impotencja, zawały serca, a także rozbite małżeństwa, porzucone dzieci, wykorzystywanie, zdrady. Bo „chciwość prowadzi do zguby tych, którzy się jej oddają” (Prz 1, 19). Przede wszystkim zaślepia i zniekształca obraz rzeczywistości. Chciwość nie zna dialogu, tylko konfrontację – ja albo on, dać to stracić. Chciwość chce, ale nie tak, jak chce Bóg. Może by nawet i dała, ale jej szkoda, bo inny przecież nie doceni albo zmarnuje. Chciwość chce więcej i lepiej, ale nie na sposób Boży.

*
„Błogosławieni czystego serca, albowiem oni Boga oglądać będą” (Mt 5, 8) Zaślepiony jest nie-czysty. Nie widzi Boga ani Jego daru, bo pożądliwość jest mu środkiem i celem. Nie potrafi chcieć, tylko pożąda – więcej niż mu sprzyja. Domaga się czasu, który należy się jego bliskim, odbiera wypoczynek, którego potrzebuje jego ciało, skąpi modlitwy, w której Bóg chce go nasycić.
Jaka więc droga wyjścia? Najpierw w uznaniu, że przeciwstawieniem się pokusie chciwości nie jest heroiczna hojność, ale prosta wiara, że żyję z daru Boga – a w tym zgoda na własną niewystarczalność. Że przeciwieństwem nieczystości nie jest nieskazitelność, ale ufność, że Bóg stoi na straży tak mojego, jak i innych dobra.
A jakie przedsięwziąć środki? „Przede wszystkim miejcie wytrwałą miłość jedni ku drugim, bo miłość zakrywa wiele grzechów” (1P 4, 8). Św. Cezary z Arles na pierwszym miejscu stawiał jałmużnę, ale adekwatną, a nie zastępczą: kto zaniedbał bliskich – niech im poświęci czas, kto zamęczył ciało – niech da mu wypoczynek, kto zraził sobie przyjaciół – niech się za nich modli. Wtedy Bóg sam będzie działał, stwarzając nas na nowo. Trzeba więc, dla odzyskania utraconej czystości, abyśmy poddali się mocy Jego stwórczego Słowa. Choćby przez czytanie Pisma Świętego, bo tam jest dla nas obietnica: „Wy już jesteście czyści dzięki słowu, które wypowiedziałem do was” (J 15,3). 

Jacek Wróbel SJ (ur. 1972), ukończył filozofię na UMCS w Lublinie, studiuje teologię na PWT „Bobolanum” w Warszawie. Duszpasterz akademicki, pisze ikony i uczy warsztatu ikonograficznego.

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Nr 12 (2802), 23 marca 2003

do góry

 

© 2000 Tygodnik Powszechny
Szczegółowe informacje o Redakcji; e-mail: redakcja@tygodnik.com.pl