Przegląd zagraniczny

 Irak Husajna: mordy, tortury, orgie

Jeszcze kilka tygodni temu Saddam Husajn zarzekał się – w liczącym 12 tys. stron dokumencie, przesłanym ONZ – że zniszczył całą zakazaną broń. Teraz stopniowo przypomina sobie, że jednak jest coś, o czym „zapomniał”: najpierw o rakietach „Samud”, potem o „zakopanych” gdzieś „resztkach” broni chemicznej i biologicznej, wreszcie o kilku samolotach myśliwskich, przerobionych na bezzałogowe „latające bomby”. A można spodziewać się, że to nie koniec – jeśli założymy, że Bagdadowi zależy, by inspekcja ONZ trwała jak najdłużej, bo Husajn postrzega ją jak gwarancję: póki inspektorzy są w Iraku, nie dojdzie do ataku USA.
„Cóż się stało, że Husajnowi wraca pamięć?” – pyta hiszpański dziennik „ABC” (z 4 marca). Pytanie jest retoryczne: to efekt nacisku, jaki na Bagdad wywierają USA i Wielka Brytania, koncentrując wojska nad Zatoką, i inne kraje, wspierające Busha politycznie (w tym Hiszpania i Polska). Fałszywą jest teza, dowodzi publicysta „ABC”, jakoby Bush, Aznar i inni byli prostacko „za wojną”, a Chirac i Schröder „za pokojem”. Europejski „ruch pokojowy” i „antywojenni” politycy wolą nie dostrzegać, że to dzięki polityce Busha inspektorzy ONZ w ogóle mogli wjechać do Iraku, dzięki czemu wiemy dziś, że Husajn kłamał. Co nie jest niczym nowym: człowiek rządzący Irakiem od ponad 20 lat, to pozbawiony skrupułów dyktator, mający na sumieniu nie tylko agresję wobec sąsiadów i własnych obywateli (Kurdowie, szyici, oponenci), ale i wiele innych okrucieństw.
Jakich, o tym opowiada w swych wspomnieniach Latif Yahia; jego książka ukazała się w 1994 r. na Zachodzie i została teraz wznowiona, a przypomina ją szwajcarski dziennik „NEUE ZÜRCHER ZEITUNG” (z 8 marca). To szokujące sprawozdanie o „życiu wewnętrznym” irackiego reżimu. Latif Yahia, Irakijczyk, urodzony w 1968 r. w rodzinie zaliczanej do bagdadzkiej elity, prowadził dostatnie i spokojne życie, póki w 1987 r. nie trafił do wojska. Okazało się, że jest uderzająco podobny do Udaja, najstarszego syna i następcy Husajna – i Yahia został jego „sobowtórem”. Udaj i jego ojciec posługują się chętnie takimi „sobowtórami” – osobami podobnymi fizycznie, które zastępują ich podczas niektórych wystąpień, a których zadaniem dziś może być zmylenie wywiadu USA, usiłującego „namierzyć” dyktatora.
Yahia był „sobowtórem” Udaja przez 4 lata; w 1991 r. udało mu się uciec na Zachód. Jako insider opisuje we wspomnieniach rządy klanu Husajna, opierające się na mordach, „praniu mózgów” poddanych, torturowaniu wszelkich wrogów i korupcji, połączonej z hedonistycznym korzystaniem z bogactw. Yahia był świadkiem tego wszystkiego, gdyż Udaj awansował go na swego fidaja (w kulturze arabskiej to „towarzysz walki”, gotów oddać życie za swego pana). Yahia nie mógł odmówić (inaczej zginąłby on i jego rodzina). Ucząc się sposobu zachowania Udaja – którego udawał podczas oficjalnych wystąpień czy inspekcji wojska na froncie podczas wojny z Iranem – był świadkiem ekscesów Udaja, którego opisuje jako ludzkie monstrum. Następca Husajna to człowiek bez zahamowań, kochający luksus, gwałcący dostarczane mu kobiety podczas wystawnych orgii, człowiek na pograniczu schizofrenii, który daje upust nastrojom, uczestniczy w torturach więźniów (metod torturowania uczyli specjaliści z ZSRR i NRD, co utrwalono na wideo) i każe eliminować każdego, kto mu się nie spodoba – albo, jeśli ma taki humor, morduje osobiście. Żyjąc w klanie, Yahia poznał też Husajna, który przy wszystkich jego okrucieństwach potrafi emanować charyzmą (zjawisko znane z historii, np. w przypadku Hitlera, Stalina czy Mao) wobec zwolenników – w podzielonym etnicznie Iraku to jego ziomkowie i ci, którzy zawdzięczają mu awans społeczny. Nie jest to grupa liczna i upadek reżimu ucieszyłby nie tylko buntujących się co kilka lat Kurdów i szyitów na północy i południu Iraku (przeciw nim gwardia Husajna stosowała w przeszłości broń chemiczną), ale też zwykłych Irakijczyków. 
Ale czy do tego dojdzie? Po dyplomatycznych grach, inspirowanych przez Francję, Niemcy i Rosję wokół kolejnej rezolucji Rady Bezpieczeństwa w sprawie rozbrojenia Husajna – dla którego rozbrojenie się oznaczałoby oddanie podstawowych instrumentów władzy... – jedno jest pewne: „Prawna i moralna dyskusja wokół wojny skończyła się. Teraz chodzi wyłącznie o polityczne targi” – ocenia londyński „SUNDAY TELEGRAPH” (z 9 marca). Bo „Organizacja Narodów Zjednoczonych może postępować dalej wedle logiki, którą kierowała się, uchwalając pierwszą rezolucję [wzywającą Husajna do rozbrojenia], albo może zademonstrować, że jej własne rezolucje są bez znaczenia. Co byłoby wielkim zwycięstwem irackiego dyktatora”. Już choćby z tego powodu Wielka Brytania i USA nie mogą dłużej tolerować taktyki przeciągania decyzji, którą w Radzie Bezpieczeństwa przyjęli przeciwnicy użycia siły przeciw Husajnowi.
 

WP

 




 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Nr 12 (2802), 23 marca 2003

do góry

 

© 2000 Tygodnik Powszechny
Szczegółowe informacje o Redakcji; e-mail: redakcja@tygodnik.com.pl