Przegląd prasy

 Wojna z Kościołem: Sekcja D i inni

Od końca lat 40. do połowy lat 70. rządzący Polską komuniści nie mieli znaczącego przeciwnika poza Kościołem; potem dopiero pojawiła się opozycja i „Solidarność”. W walce z Kościołem posługiwano się więc całą gamą środków: od propagandy, przez działania administracyjne (m.in. fiskusa), po akcje nielegalne nawet z punktu widzenia prawa PRL – mówi w BIULETYNIE IPN (1/24) dr Antoni Dudek, naczelnik Biura Edukacji Publicznej IPN.
W okresie 1944-47 komuniści zachowywali się wobec Kościoła pragmatycznie: karcono choćby nadgorliwych działaczy terenowych, którzy toczyli – jak to określała centrala –„prywatną wojnę” z Kościołem. Sytuacja zmieniła się jesienią 1947: po rozbiciu podziemia i PSL służby bezpieczeństwa na polecenie partii przeniosły zainteresowanie na Kościół. Dyrektor V Departamentu MBP Julia Brystiger wydała instrukcję o konieczności zmiany mentalności funkcjonariuszy w obliczu nowego wroga. Apelowała: nie bójmy się Kościoła, nie bójmy się szukania agentury w hermetycznej instytucji! Ale że początkowo władzy nie udawało się stworzyć silnej siatki współpracowników, od marca 1949 r. UB zaczęło stosować wobec Kościoła równolegle dwie strategie. Pierwsza – opisuje dr Jan Żaryn z IPN – polegała na budowaniu agentury, służącej m.in. do przechwycenia ważnych stanowisk w Kościele. W latach 50. zwerbowano ok. tysiąca księży. Druga to działalność dezintegracyjna: chodziło o ośmieszanie duchowieństwa, prowokacje, zastraszanie i zabójstwa. M.in. w 1949 r. podczas wizytacji administratora apostolskiego Dolnego Śląska ulicę, na której wierni ustawili bramy powitalne, polano fekaliami; kilkakrotnie usiłowano zamordować młodego prymasa Wyszyńskiego (pierwszy raz w trakcie ingresu); znamienne też, że w latach 60. prawie wszyscy biskupi mieli wypadki samochodowe. 
W 1973 r. w ramach Departamentu IV MSW wyodrębniono Grupę „D”, która miała zajmować się akcjami dezintegracyjnymi. Funkcjonowała bez żadnej dokumentacji. Jej działania obejmowały cały kraj, ale za każdą akcją stała centrala. Chodziło bowiem – tłumaczy Dudek – o ukrycie ich nawet przed innymi funkcjonariuszami resortu. O ile Władysław Gomułka nie ukrywał, że Episkopat jest przeciwnikiem, to Edward Gierek zaczął mówić o porozumieniu z Kościołem. Władzom zależało na wizerunku w świecie, prowadziły więc podwójną grę: po cichu kontynuowały akcje wymierzone w Kościół, a oficjalnie podkreślały, że mają z hierarchią dobre stosunki. 
Po 1980 r. doszedł problem „Solidarności”. W stanie wojennym główne uderzenie skierowano na związek: Kościoła starano się nie ruszać. Zmieniono nawet – uchwalony już i rozesłany – dekret o stanie wojennym, usuwając oprotestowane przez biskupów, artykuły ograniczające swobodę Kościoła. Duchowieństwo było potrzebne jako stabilizator. Przykładowo, kiedy władze chciały nakłonić kilku działaczy opozycji do emigracji, do pośrednictwa w negocjacjach zaangażowano duchownych. Dowodzi to dwoistości polityki władz, ale i Kościoła. Władza uważała, że zdecydowana większość duchowieństwa, choć nie jest życzliwa reżimowi, zachowuje się biernie, zajmując się jedynie duszpasterstwem. Była też niemała grupa księży współpracujących z władzą. Istniała wreszcie – szacowana na kilkudziesięciu – grupa księży nastawionych wrogo. Oraz kilku biskupów krytycznych wobec ugodowej polityki prymasa Glempa, która de facto odpowiadała władzom. 
Po zniesieniu stanu wojennego w 1983 r. opozycja osłabła i MSW automatycznie wznowił kampanię przeciw Kościołowi. Zaktywizowała się sekcja „D” (działał w niej m.in. Grzegorz Piotrowski). Wyhamowało ją dopiero zabójstwo ks. Popiełuszki. Ale zamrożenie relacji Episkopatu i władz było wyraźne. Ocieplenie nastąpiło dopiero w drugiej połowie lat 80. M.in. wznowiono zablokowane w 1983 r. dyskusje na temat ustawy państwo-Kościół, a także rozmowy o konwencji między PRL i Watykanem. 

KB


 




 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Nr 12 (2802), 23 marca 2002

do góry

 

© 2000 Tygodnik Powszechny
Szczegółowe informacje o Redakcji; e-mail: redakcja@tygodnik.com.pl