„Niegrzeczne” książki Jacqueline Wilson


Nastolatek portret prawdziwy

Joanna Olech



W nielicznym gronie ludzi piszących o literaturze dla dzieci czuję się osamotniona z moimi, jak chcą niektórzy, trywialnymi upodobaniami. Rzeczywiście, mam słabość do książek „niegrzecznych”, przyjmowanych z rezerwą przez pedagogów. A takie właśnie wydały mi się książki Jacqueline Wilson. 


Jej książki bez wahania zaliczam do najciekawszych premier wydawniczych ubiegłego roku. Mam na myśli, rzecz jasna, książki adresowane do młodzieży, a w tym przypadku do dziewczynek w wieku gimnazjalnym. Wydawnictwo Media Rodzina promowało książkę „Dziewczyny się zakochują” na ubiegłorocznych Targach, rozdając cienki zeszycik z fragmentami tekstu. Otworzyłam go na chybił trafił i natknęłam się na dwa brzydkie wyrazy: „seks” i „narkotyki”. W pierwszym kwoczym odruchu odmówiłam dzieciom kupna tej książki. Nie minął tydzień, a zauważyłam znajomą okładkę w pokoju córek. Kupiły ją sobie za tygodniówkę i przeczytały wyrywając nawzajem z rąk (mają lat 11 i 14). Przeczytałam i ja, a zaraz potem pobiegłam do księgarni po kolejny tom tego cyklu i jeszcze jeden tytuł tej samej autorki, przeznaczony dla dziewczynek ciut młodszych („Podwójna rola”). 
Wszystkie napisane są w formie dziennika nastolatki. Znamy tę konwencję – to ulubiona sztuczka autorów piszących dla dziewcząt. Zwykle słabość takich „sekretnych dzienniczków” polega na tym, że zza domniemanej nastoletniej narratorki prześwituje jakaś czterdziestoletnia moralizująca ciocia z poczuciem dydaktycznej misji. W polskich książkach dla dziewcząt, które czytywałam sto lat temu, dużo się mówiło o miłości, ale żaden chłopak nie kładł ręki na dziewczęcym kolanie (a gdyby położył, usłyszałby zapewne: „A fee!!! Rozczarowałeś mnie, Karolu!”) Standardem takich zmistyfikowanych pamiętników jest z reguły toporny retusz wizerunku statystycznej nastolatki – autorzy odmawiają swojej bohaterce prawa do cielęcej głupoty, która jest nieuchronnym elementem wieku dojrzewania (i która na szczęście mija). Głupoty rozumianej nie jako niskie IQ, ale coś, co się bierze z hormonalnej gorączki, ze zderzenia mentalności dziecka z aspiracjami do świata dorosłych, z buntu i niedostatków odpowiedzialności, z rozbujanych emocji będących udziałem nastoletnich dziewczynek. 
Jacqueline Wilson ustrzegła się tego błędu – zabawnie i szczerze portretuje nieznośne egzaltacje i huśtawki nastrojów swoich dziewczyn – od „koszmarnie dennych” do „bosko kapitalnych”. Piecze zarazem swoją belferską pieczeń, ale robi to umiejętnie, po mistrzowsku kamuflując morał i do końca pozostając lojalna wobec nastoletnich bohaterek. Przesłanie tych książek jest bez zarzutu, ale droga do pedagogicznego sedna prowadzi przez labirynt i czytelniczka musi pokonać ją sama. Utajniona misja dydaktyczna książek spełni się o tyle, o ile czytająca „pamiętnik” zdoła uwierzyć, że prowadzi dialog z równolatką. Bo dla dziewczynek trzynastoletnich dorosły człowiek jest niewiarygodny z samej definicji.
Nie oczekuję od rodziców, że polubią ten rodzaj literatury – bo nie dla nich została napisana. Spodziewam się raczej, że opanują swój belferski odruch i pozwolą dziecku wydać tygodniówkę na te książki. A potem, być może, przeczytają sami, w imię zbawiennej integracji pokoleń. 
Książki dla dziewcząt nie mają dobrej prasy. Traktuje się je jak coś pośledniego, doraźnego, co do miana literatury nie dorasta. Jeżeli nawet pod względem pisarskiego rzemiosła nie zadowalają krytyki literackiej, to niski prestiż powetują sobie poczytnością. Ich „siła rażenia” jest ogromna. Będę się upierać, że budująca, „terapeutyczna” rola tego typu literatury jest niedoceniana. Być może to właśnie namiętne czytanie przez nastolatki podobnych książek przywiązuje kobiety do literatury na resztę życia. Po latach jedne poprzestaną na harlequinach, inne odkryją dla siebie literaturę „wysoką”. Na zawsze jednak pozostanie w głowie pozytywna konotacja: książka – powiernik, książka – sprzymierzeniec... 
W trzech cienkich tomikach jest mowa o: śmierci mamy, o relacjach między babcią (która zawsze wie lepiej) a owdowiałym ojcem, o trudnej do zaakceptowania obecności Nowej Żony Tatusia, o zmianie szkoły, o chłopakach, o pierwszych doświadczeniach quasi-seksualnych, o kłamstwach, o zdradach, o nielojalności, o bulimii i anoreksji, o narkotykach... Każdy z tych tematów może okazać się zbyt trudny dla rodziców, którzy nie potrafią szczerze rozmawiać z dzieckiem. A nawet dla tych, którzy potrafią. 
My – rodzice, bezgrzeszni prymusi, stale mitologizujący własną przeszłość na użytek dzieci, mamy swoją porcję przestróg i morałów, które chcielibyśmy wpoić potomstwu. Równocześnie trochę nas zawstydza rola wygłaszającego komunały mentora. Straszenie nastolatki „brzuchem” wydaje nam się wystarczająco skompromitowane, zarazem jednak umieramy ze strachu na myśl o krzywdach (nie tylko seksualnych), które ktoś mógłby wyrządzić naszemu dziecku. Potrzebny nam rozumny mediator, który wyłoży nasze obawy i racje językiem zrozumiałym dla podlotka. Jacqueline Wilson jest takim mediatorem – jej książki mogą spełniać rolę pośrednika w krępującej rozmowie z córką. 
Trudno mi sobie wyobrazić OJCA, który sięga po tego rodzaju lektury z panieńskiej półki (a szkoda!). Odnoszę wrażenie, że kto jak kto, ale ojcowie kompletnie nie rozumieją przepoczwarzających się córek. Być może znają się na gąsienicach i motylach, ale nic nie wiedzą o poczwarkach. A trzynastoletnie dziewczynki to dziwne zwierzątka – egoistyczne, skupione na sobie, na przemian butne i zakompleksione, niedowierzające własnej samoocenie, stale szukające aprobaty w oczach rówieśników... 
Jacqueline Wilson odsłania te niepiękne cechy poczwarki – zadurzenia i egzaltacje, napięcia przedmiesiączkowe, histerie związane z własnym wyglądem, myśli nieomal samobójcze sprowokowane pryszczem na czole, słabość do diety, popkultury i zakupów w centrach handlowych... Ojcowie z reguły znają jedynie irytujące przejawy wieku dojrzewania córek, ale niestety rozhuśtana duszyczka trzynastolatki pozostaje dla nich zagadką. Przy odrobinie szczęścia przeczekają w niewiedzy trzy-cztery lata, aż faza przemiany w motyla dobiegnie końca. Chyba że tymczasem rodzinne nieporozumienia i awantury skłonią ich do prób dogadania się. A wtedy polecam korepetycje u Jacqueline Wilson. 

Jacqueline Wilson (rocznik 1945) to brytyjska autorka książek dla dzieci, jedna z najchętniej czytanych (obok Joanne Rowling i Roalda Dahla). W samej Wielkiej Brytanii sprzedano ponad 7 milionów jej książek, adresowanych głównie do dziewcząt w wieku 9-13 lat. Pisze o problemach dorastania – lekko i dowcipnie. Jest laureatką wielu nagród literackich, w tym cieszącej się największym prestiżem „Children’s Book Award”. W poznańskim wydawnictwie Media Rodzina ukazała się trylogia „Dziewczyny się zakochują” (przeł. Jolanta Kozak), „Dziewczyny się odchudzają” (przeł. Jolanta Kozak) i „Dziewczyny się spóźniają” (przeł. Ewa Rajewska) oraz „Podwójna rola” (przeł. Jolanta Kozak).

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Nr 12 (2802), 23 marca 2003

do góry

 

© 2000 Tygodnik Powszechny
Szczegółowe informacje o Redakcji; e-mail: redakcja@tygodnik.com.pl