To Polska oskarża

Krzysztof Kozłowski



Od początku korupcyjna propozycja Lwa Rywina wydawała się czymś obrzydliwym, skandalicznym i groźnym, ale była jakoś do ogarnięcia i (mimo niejasnego kontekstu politycznego) czymś mieszczącym się w kategoriach elementarnej logiki. Z czasem jednak sprawa zaczęła wymykać się spod kontroli i jej uczestników, i organów państwa. Dziś ma już własną dynamikę, którą napędzają nie politycy (ci wydają się albo bezradni, albo skłonni ją hamować), lecz nacisk, wytwarzany przez nas, obywateli, przez opinię publiczną społeczeństwa obywatelskiego. Prywatne i wolne media okazały się jedyną – jedyną! nie prokuratura, nie instytucje państwowe, ale prywatne media! – instancją, zdolną w gruncie rzeczy poruszyć skorumpowaną rzeczywistość. Bo przecież, przy wszelkich błędach warsztatowych, jakie popełnili Adam Michnik i „Gazeta Wyborcza” – to właśnie publikacja w „Wyborczej”, wsparta potem przez inne media prywatne, ruszyła tę lawinę.
W ten sposób na fali afery Rywina – miejmy nadzieję, że nie do „wyhamowania” bądź zatuszowania – zaczyna się ukazywać coraz więcej spraw dotąd skrywanych. Obnażono niebywałą żywotność i odporność nieformalnych układów prywatno-publicznych, które przecież stanowią jej podłoże. 
Na razie jednak nie ma się jeszcze z czego cieszyć. Nie tylko dlatego, że coraz bardziej niepokojące są reakcje tych, którzy w zeznaniach składanych przed sejmową komisją śledczą jawią się jako postacie, jeśli już nie podejrzane w sensie odpowiedzialności etycznej i politycznej, to co najmniej dwuznaczne. 
Mowa o Włodzimierzu Czarzastym (sekretarzu Krajowej Rady Radiofonii i Telewizji), Robercie Kwiatkowskim (szefie publicznej TV), minister Aleksandrze Jakubowskiej (obecnie szefowej gabinetu politycznego premiera), ministrze Lechu Nikolskim (kiedyś szefie gabinetu premiera, należącym do wąskiej grupy forsującej feralną ustawę o radiu i TV, a dziś ministrze do spraw referendum europejskiego). Nie jest to zapewne lista zamknięta. 
Można do niej dodać tych, którzy – wbrew wszelkiej logice – chronią i bronią wyżej wymienionych. A reakcje i pierwszych, i drugich są infantylne, cyniczne, czasem bezczelne – wobec obywateli i ich zdrowego rozsądku. Tych „bohaterów” afery – tych, których nazwiska pojawiają się w zeznaniach coraz częściej i w coraz wyraźniejszych kontekstach – autorytet państwa i los demokracji zdaje się mało obchodzić. Dla nich liczy się interes partyjny, grupowy. 
Także dla innych, dla uczestników naszej polityki, priorytetem zdaje się być interes własny, szczególnie wobec perspektywy przyśpieszonych wyborów. Grać można, jak się okazuje, wszystkim. Kiedyś Rywin usiłował sprzedać w imieniu swoich mocodawców jedną ustawę, dzisiaj PSL targuje się o trzy ustawy, czyli o dodatkowe pieniądze dla rolników, szantażując storpedowaniem referendum europejskiego. Lepper powtarza w kółko, że wszystkiemu winien jest Michnik i Agora. Natomiast premier Miller nie jest w stanie wykonać jakiegokolwiek ruchu, który – w jego mniemaniu – mógłby osłabić SLD, nawet gdyby miał on ratować prestiż państwa. Choć powoli kształtuje się lista osób, które natychmiast powinny być odsunięte od decyzji w życiu publicznym, premier stara się je osłaniać – biorąc automatycznie współodpowiedzialność za ich mętne interesy. Robi przy tym wrażenie zakładnika własnego zaplecza. Energia pozbawionego w Sejmie większości szefa rządu koncentruje się na upartym forsowaniu skompromitowanej – wydawałoby się – nowelizacji ustawy o radiu i TV. Jakby rozumował, że choć władzę może stracić, to media publiczne musi wzmocnić i utrzymać w rękach SLD, gnębiąc zarazem media prywatne – jakby to dać mogło w przyszłości gwarancję zwycięstwa.
Bezradny i mało skuteczny wydaje się być prezydent Kwaśniewski, który nie jest nawet w stanie zdyscyplinować Włodzimierza Czarzastego, powołanego kiedyś przez siebie do Krajowej Rady Radiofonii i Telewizji. To Czarzasty jako pierwszy powinien Radę jak najszybciej opuścić, ale on ani myśli słuchać prezydenta, podobnie jak prezes telewizji publicznej Robert Kwiatkowski nie zamierza słuchać apeli parlamentarnej komisji śledczej. I nikt im nic nie zrobi, bo byłoby to ze szkodą dla SLD, a przecież tylko to się liczy...
Niewiele więcej warte są działania opozycji. Liga Polskich Rodzin, wzywając do samorozwiązania Sejmu, chce najwyraźniej utopić referendum europejskie w wyborczym jazgocie, zaś Prawo i Sprawiedliwość stać jedynie na gesty w rodzaju apeli do premiera, by podał się do dymisji. Czego skutkiem mogłyby być przyspieszone wybory, a więc także wstrzymanie prac komisji śledczej.
Zgodnie z konstytucją obalenie premiera jest możliwe jedynie przez utworzenie nowej większości i wybranie przez Sejm nowego szefa rządu – to zaś jest poza zasięgiem opozycji. Pojawiające się natomiast w mediach różne oryginalne pomysły ratowania Polski – to na ogół rozpaczliwe próby znalezienia autorytetu, który wyręczyłby konstytucyjne organy państwa. Tych zaś w demokracji zastąpić nie może nikt. 
Demokratyczne państwo jest silne właśnie swoimi instytucjami, a niezbędne zmiany w ich działaniu zależą od naszego sposobu myślenia i naszego głosowania w kolejnych wyborach. Widocznie półtora roku temu popełniliśmy przy urnach błąd, którego skutki widzimy dziś w kolejnych odsłonach afery Rywina i równoległego „serialu” politycznego. Tylko jak go naprawić? Na kogo głosować, skoro nawet kolejne wybory, czyli zwykła procedura demokratyczna, nie wydaje się dziś dostatecznie skutecznym mechanizmem, który uzdrowiłby Trzecią Rzeczpospolitą i dałby jej wreszcie nie tylko rząd, ale także klasę polityczną z prawdziwego zdarzenia?
Jeśli nawet w przyszłych wyborach będziemy mieli wciąż problem na kogo głosować, to przynajmniej zdobyta obecnie wiedza pozwoli zaostrzyć nasze kryteria wyboru i choć trochę poprawić jakość polskiej klasy politycznej. Jeśli nawet dziś nie dowiemy się wszystkiego do końca, to i tak dzięki naszej determinacji podwyższone zostaną standardy obowiązujące w polskim życiu publicznym.
Przyjrzyjmy się więc mechanizmom polityki i politykom. Spróbujmy zrozumieć, o co komu chodzi – i na czym polega nasz wspólny, publiczny interes. 
Prawdziwa naprawa Rzeczypospolitej zaczyna się od przejrzenia na oczy.

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Nr 12 (2802), 23 marca 2003

do góry

 

© 2000 Tygodnik Powszechny
Szczegółowe informacje o Redakcji; e-mail: redakcja@tygodnik.com.pl