Jako pierwsi w Polsce informujemy:
w Niemczech powstaje Pomnik Powstania Warszawskiego


Trzy rzędy ołowianych rur

Joachim Trenkner z Berlina


Pomnikiem i wystawą, która odwiedzi po kolei niemieckie miasta, postanowiono w Republice Federalnej uczcić zbliżającą się 60. rocznicę Powstania Warszawskiego. Niemcy chcą upamiętnić to kluczowe dla polskiej tożsamości i pamięci wydarzenie, które w niemieckiej świadomości jest niemal nieobecne i często mylone, nawet przez czołowych polityków, z Powstaniem w Getcie Warszawskim.

Żadna przyszłość nie jest tak otwarta jak przeszłość dziś, gdy zjawiskiem o wymiarze już globalnym staje się „powrót pamięci” – w Afryce (niewolnictwo), Ameryce (rachunek sumienia z tragedii Indian) i oczywiście w chyba każdym kraju Europy. I często bywa tak, że to, co minęło, jest na nowo rewidowane przez kolejne pokolenia. Równie często jednak pewne wydarzenia popadają w zapomnienie, w cień tematów, które akurat są „w modzie”. Aby przeciwdziałać takim tendencjom, kilka lat temu w Niemczech utworzono ponadpartyjne stowarzyszenie „Przeciw zapomnieniu – na rzecz demokracji”. Założyciele, wśród których znaleźli się także pierwszoplanowi politycy – jak socjaldemokraci Hans Koschnick i Hans-Jochen Vogel (były przewodniczący SPD) czy Hanna-Renate Laurien z CDU – zamierzali w ten sposób zapobiec również aktywności niemieckich neonazistów.
Właśnie z inicjatywy stowarzyszenia „Przeciw zapomnieniu” w przyszłym roku, na 60. rocznicę Powstania Warszawskiego, w Niemczech powstanie szczególny pomnik: miejsce pamięci o zrywie Armii Krajowej oraz mieszkańców Warszawy przeciw niemieckiej okupacji w 1944 r., podczas którego zginęło ok. 18 tys. żołnierzy AK oraz ok. 180 tys. cywilów, na ogół pomordowanych przez oddziały niemieckie, zajmujące kolejne dzielnice miasta. 
Sprawami organizacyjnymi zajmuje się utworzone w tym celu stowarzyszenie: Förder- und Gedenkverein Mahnmal Warschauer Aufstand. Gotowy jest model pomnika (patrz fotografia – red.), który publicznie po raz pierwszy zaprezentowano latem ub.r., na specjalnej wystawie w berlińskim Muzeum Niemieckiego Ruchu Oporu, w obecności prezydenta Kwaśniewskiego i ministra obrony Petera Strucka. Nie szukając łatwej symboliki, warto dodać, że wcześniej prezydent Polski wygłosił przemówienie podczas przysięgi rekrutów Bundeswehry, która odbywa się tradycyjnie 20 lipca – w rocznicę zamachu na Hitlera, zorganizowanego w 1944 r. przez grupę niemieckich oficerów. 
Pomnik Powstania Warszawskiego ma przybrać kształt artystycznej instalacji, otwartej dla zwiedzających tak, aby mogli się po niej swobodnie poruszać. Tworzyć go mają trzy rzędy wielkich ołowianych rur wysokości dorosłego człowieka, po sześć z nich w każdym rzędzie. W górnej części każdej z rur wycięte zostaną nazwy warszawskich ulic tak, aby padające z góry światło słoneczne „wypisywało” je cieniem na ziemi. Rury symbolizują zaś kanały, które przez 63 dni Powstania stanowiły „krwiobieg” walczącego miasta, służąc jako drogi komunikacyjne i zaopatrzeniowe, a na końcu także jako drogi ucieczki powstańców i cywilów ze zdobywanych przez Niemców dzielnic. Nazwy ulic – Chmielna, Jasna, Chłodna, Podwale i inne – przypominać mają miejsca, gdzie toczyły się najcięższe walki, i gdzie zginęło najwięcej warszawiaków. 
Autorką projektu jest artystka Fee Fleck, absolwentka hamburskiej Akademii Sztuk Pięknych. Urodzona w 1932 r. w Polsce, w Bielszowicach, w rodzinie polsko-żydowskiej, Fleck przeżyła wojnę w nazistowskim obozie w Radomiu. Od 1960 r. mieszka w Moguncji oraz w Chicago; w obu miastach ma atelier. W informacji o autorce pomnika napisano: „Historia jej życia, cierpienia i ratunku stanowi fragment polskiej historii w XX w.”. 
Upamiętnić bohaterską walkę powstańców i zarazem stworzyć coś, co przyczyni się do pojednania Polaków i Niemców – tak Fleck uzasadniała swój cel podczas otwarcia wystawy w Muzeum Niemieckiego Ruchu Oporu. Przyznała też, że podczas pracy nad projektem miała problem: mimo osobistych przeżyć doszła do wniosku, że nie może stworzyć „odpowiedzialnego wyrazu artystycznego tylko w oparciu o wiedzę historyczną”. „Brakowało mi – mówiła – płaszczyzny emocjonalnej”; ten brak udało się nadrobić dopiero poprzez lekturę zapisków z Powstania Mirona Białoszewskiego, wówczas 21-latka. Przygotowując projekt, Fee Fleck pojechała do Warszawy, chodziła jej ulicami, porównywała plany miasta – z roku 1935, 1945 oraz współczesny.
Ktoś mógłby zapytać, czy budowanie takiego pomnika w Niemczech, gdzie istnieje już tak wiele miejsc pamięci o II wojnie światowej, ma sens? Otóż ma, i to głęboki. Pomniki odgrywają w Niemczech rolę szczególną, nieco inną niż w Polsce. A choć od kilkunastu lat tak wiele mówi się, przy każdej oficjalnej okazji, o pojednaniu polsko-niemieckim, to tak naprawdę wiedza Niemców o Polsce i polskiej historii jest skąpa i pełna luk. Dotyczy to nie tylko przeciętnego obywatela Republiki Federalnej, ale też elity. Co więcej, gdy w Niemczech mowa jest o wojnie i Warszawie, Powstanie z 1944 r. często mylone jest – albo wręcz utożsamiane – z Powstaniem w Getcie Warszawskim z 1943 r. Znamienne, że prezydenci Republiki Federalnej – poprzedni Roman Herzog (CDU) i obecny Johannes Rau (SPD) – nie ustrzegli się takiej pomyłki, i to publicznie... 
„Nawet w literaturze, i to naukowej, zdarza się, że oba te powstania są mylone lub traktowane jak jedno i to samo wydarzenie” – pisał historyk Johannes Tuchel, dyrektor Muzeum Niemieckiego Ruchu Oporu. Skutek jest taki, konstatował Tuchel, że „Powstanie Warszawskie należy do tych wydarzeń historycznych, które mają zasadnicze znaczenie dla polskiej tożsamości, ale w Niemczech są zapomniane”.
Tuchel należy do tych osób w Niemczech, które najaktywniej działały na rzecz postawienia pomnika. W końcu, zaznacza Tuchel, przypominać będzie on nie tylko o zrywie AK i mieszkańców Warszawy, ale także o niemieckiej okupacji, o nazistowskim terrorze w Polsce – oraz o związanej z tym niemieckiej odpowiedzialności. Ale sprawa ma także inny, szerszy aspekt, wykraczający poza stosunki polsko-niemieckie: w Europie Zachodniej zainteresowaniem badaczy i opinii publicznej cieszy się ostatnio temat europejskich ruchów wyzwoleńczych przeciwko XX-wiecznym dyktaturom – i w tym kontekście, dowodzi Tuchel, Powstanie Warszawskie to nie tylko istotne wydarzenie polskie, ale także europejskie.
Ostatnio Tuchel pracuje nad kolejnym projektem, który, jeśli się powiedzie, może przyczynić się do pogłębienia wiedzy o polskiej historii w Niemczech – i odwrotnie, o niemieckiej historii w Polsce. Chciałby mianowicie zorganizować „objazdową” wystawę (formuła takiej Wanderausstellung jest w Niemczech popularna i sprawdzona), która byłaby pokazywana w wielu polskich miastach, szkołach i uniwersytetach, a której tematem byłby niemiecki ruch oporu przeciwko narodowemu socjalizmowi, w tym zarówno próba zamachu z 1944 r., jak i opozycja studencka „Białej Róży” i innych grup. Z kolei w Niemczech Tuchel chciałby zorganizować – we współpracy z jakimś polskim partnerem – podobną, „objazdową” wystawę o Powstaniu Warszawskim, która objechałaby niemieckie miasta, ośrodki akademickie i szkoły. 
Do tej pory nie udało się jednak znaleźć w Polsce partnera, z którym Muzeum Niemieckiego Ruchu Oporu mogłoby zorganizować obie te wystawy – przedsięwzięcie w końcu tyleż ambitne, co pracochłonne. 
Wiadomo natomiast, że Pomnik Powstania Warszawskiego powstanie na pewno. Nie zdecydowano jeszcze tylko, w którym mieście. Sama artystka myślała o Dreźnie, zniszczonym podczas alianckiego nalotu w lutym 1945 r. Rozważa się też Frankfurt nad Odrą: najważniejsze miasto na granicy polsko-niemieckiej, między Warszawą a Berlinem.

Przełożył Wojciech Pięciak 


Joachim Trenkner (ur. 1935), były wieloletni reporter amerykańskiego tygodnika „Newsweek” i korespondent zachodnioberlińskiej telewizji publicznej w Europie Wschodniej, jest stałym współpracownikiem „TP”.

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Nr 11 (2801), 16 marca 2003

do góry

 

© 2000 Tygodnik Powszechny
Szczegółowe informacje o Redakcji; e-mail: redakcja@tygodnik.com.pl