Jakość i szanse programu Kołodki


Problem szczelności

Janusz A. Majcherek



Spośród dwóch najważniejszych zadań, jakie stoją przed rządem, jedno da się przeprowadzić bez, a nawet mimo jego działań: wygranie referendum europejskiego. Drugiego, czyli reformy finansów publicznych, bez udziału rządu wykonać się nie da. Czy osłabiona, bo mniejszościowa od niedawna, ekipa Leszka Millera jest do tego przedsięwzięcia zdolna?


Po usunięciu PSL z koalicji pojawiły się sugestie, że obecnie szanse przeprowadzenia trudnych zmian nawet wzrosły, zwłaszcza w systemie finansowego wspierania rolnictwa. Nadzieja taka wynika z założenia, że SLD i UP są rozsądniejsze i bardziej odpowiedzialne od pazernych ludowców. To ryzykowna teza.

Zatkać wycieki
Sens i cel koniecznej reformy da się wyrazić jednym słowem: uszczelnić.
Po pierwsze, chodzi o zapobieżenie wyciekaniu publicznych pieniędzy na niezliczone świadczenia socjalne, często wyłudzane, zdobywane na podstawie fałszywych zaświadczeń lub zgoła przekupstwem. Niedawno, w porównawczych badaniach krajów członkowskich i kandydujących do Unii Europejskiej okazało się, że Polska ma najmniejszy odsetek pracujących – ledwo przekraczający połowę ludności w wieku produkcyjnym. Od lat upowszechniło się przekonanie, że ludziom żyje się trudno i pracy znaleźć nie mogą, zatem trzeba ich wspierać zasiłkami, rentami, wcześniejszymi emeryturami i innymi świadczeniami, których wielkość na dodatek ma być stale powiększana o wyznaczone wskaźniki, co czyni je „sztywnymi”, przymusowymi wydatkami budżetu.
Szczególnie rażącym przykładem są świadczenia dla rolników, finansowane z osobnej kasy (Kasy Rolniczego Ubezpieczenia Rolniczego – KRUS). Składki do niego wnoszone przez chłopów są symboliczne, natomiast wypłacane świadczenia – masowe. W rezultacie ponad 90 proc. do nich dopłaca państwo, czyli wszyscy podatnicy. Typowe nadużycie, to zakup hektara ziemi i zarejestrowanie się jako rolnik, by korzystać z wszystkich dobrodziejstw tego systemu. Partie chłopskie nawet nie chcą słyszeć o jego naruszeniu.
Gdyby uszczelnić dostęp do świadczeń, budżet by zaoszczędził, a naprawdę potrzebujący mogliby otrzymać większą pomoc. Może wreszcie udałoby się wygospodarować pieniądze na inwestycje i rozwój. 
Drugim miejscem potężnego wycieku, wymagającym uszczelnienia, są fundusze i agencje pozabudżetowe, dysponujące publicznymi pieniędzmi, ale działające poza kontrolą rządu i parlamentu. Szczególnie dużo takich instytucji działa wokół rolnictwa. Tworzą one tysiące posad dla działaczy chłopskich. Ich obsada po ostatnich wyborach odbywała się metodami, których słowo „skandaliczne” nie oddaje nawet w części.

Poszerzyć bazę, obniżyć stawki
Po stronie dochodowej też są potrzebne uszczelnienia, czyli uniemożliwienie uchylania się obywateli od danin na cele publiczne. Tu obowiązuje zasada: poszerzyć bazę, obniżyć stawki. Czyli: im więcej będzie podatników, tym mniej będą musieli płacić.
Największą grupą zwolnioną z podatku dochodowego są rolnicy. W tej kategorii społeczno-zawodowej mieści się zaś przynajmniej część producentów osiągających dochody takiej wielkości, że nieopodatkowanie ich wydaje się rażącą niesprawiedliwością. Upowszechnienie podatku dochodowego pozwoliłoby zmniejszyć obciążenia wszystkich producentów, obniżyć koszty, a zatem zwiększyć produkcję.
Dotyczy to także podatków pośrednich, czyli VAT i akcyzy. Chodzi o zlikwidowanie zwolnień i obniżonych stawek dla pewnych towarów, wśród których jest wiele artykułów do produkcji rolnej (do najbardziej spektakularnych przykładów należy tzw. paliwo rolnicze). Rozciągnięcie VAT na wszystkie wytwarzane dobra pozwoliłoby obniżyć jego poziom i ceny finalne, co pobudziłoby konsumpcję, a więc i produkcję.
Jeśli takich zmian nie przeprowadzimy, wydatki publiczne będą stale zbyt duże w stosunku do dochodów, a zbyt małe w stosunku do społecznych potrzeb; konsumpcja i produkcja będą zaś zbyt drogie i niewielkie, uniemożliwiając rozwój gospodarki, a wraz z nim tworzenie miejsc pracy.

Proste, ale trudne
Skoro to wszystko takie proste, to czemu takie trudne? Bo każda zmiana dotychczasowego systemu (czyli uszczelnienie) narusza interesy jakiejś grupy korzystającej z nieszczelności i wycieków. Rolnicy są jedną z nich.
Pozbycie się z rządu PSL, czyli politycznej reprezentacji jednej z najliczniejszych grup interesu, wzbudziło nadzieje, że to eliminuje najważniejszą przeszkodę dla reformy finansów publicznych. To nie takie pewne.
Po pierwsze, program Kołodki nie jest w pełni znany, a w niektórych kwestiach (zwłaszcza podatkowych) zawiera rozwiązania wariantowe, z których nie wszystkie spełniają wymogi rzeczywistej reformy (np. propozycje całkowitego zwolnienia części podatników z obciążeń fiskalnych i przerzucenie tychże na innych, co musi skończyć się osłabieniem aktywności tych drugich). 
Po drugie, wewnątrz samego rządu są krytycy tego programu, tak znaczący jak szef superresortu gospodarki i pracy (minister Jerzy Hausner) oraz jego zastępca i najbliższy współpracownik (wiceminister Jacek Piechota). Ci uważają go za zbyt nieśmiały, co daje nadzieję na uczynienie go bardziej odważnym. Spór o to osłabi jednak i tak już słaby rząd. 
Po trzecie, w SLD są też obrońcy (lub wręcz członkowie) grup interesu zagrożonych reformą. Są też tradycyjni lewicowcy, domagający się rozszerzania zakresu świadczeń socjalnych oraz zwiększania sprawiedliwości społecznej, czyli nakładania dodatkowych obciążeń dla pewnych grup, najaktywniejszych ekonomicznie. Takie stanowisko zajmują choćby związkowcy z OPZZ, którzy bez przebierania w środkach zwalczali reformę podatkową wprowadzaną przez poprzednią koalicję pod auspicjami Leszka Balcerowicza (ostatecznie zawetowaną przez prezydenta za namową jego ówczesnego doradcy Marka Belki).
Wreszcie, po czwarte, w Sejmie – jak uczy doświadczenie – zawsze nieporównanie łatwiej zawiązują się doraźne koalicje dla uchwalenia wzrostu wydatków publicznych, zwłaszcza na cele socjalne, niż dla ich zdyscyplinowania. Nie mając za sobą większości parlamentarnej, rząd nie może być pewny dyscypliny nawet w szeregach tworzących go partii.
Teoretycznie istnieje możliwość zyskania sojuszników dla reformy w tej części opozycji, która z dawna się jej domaga, szczególnie Platformy Obywatelskiej. Ale że PO zgłasza własny projekt uzdrowienia finansów publicznych, nie zgodzi się poprzeć rządowego (jeśli program Kołodki taki status zyska) bez uwzględnienia w nim przynajmniej części swoich propozycji. Uzgodnienie tego wymagałoby zapewne długotrwałych negocjacji w sejmowych komisjach, a czasu zbyt wiele nie ma. Jeśli nie wprowadzi się niezbędnych zmian w tym roku, to w przyszłym nie uda się wygospodarować środków na współfinansowanie przedsięwzięć infrastrukturalnych, do których miliardy euro gotowa jest dołożyć Unia Europejska. Oznaczałoby to zmarnowanie tych pieniędzy i szans.

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Nr 11 (2801), 16 marca 2003

do góry

 

© 2000 Tygodnik Powszechny
Szczegółowe informacje o Redakcji; e-mail: redakcja@tygodnik.com.pl