Bioterroryzm: stare zagrożenie – nowe technologie 


Zatruta studnia

Jacek Kubiak



Laboratoria niektórych państw dysponują milionami odmian bakterii, wirusów i grzybów chorobotwórczych, które mogą być użyte w ataku bioterrorystycznym. Wcale nie musi być on wymierzony bezpośrednio w ludzi. Skuteczniejsze może okazać się zaatakowanie pól uprawnych lub zwierząt hodowlanych.

To że Saddam Husajn może użyć broni biologicznej, budzi strach. Na nic się zdały niedawne zapewnienia Iraku, że jego zapasy wąglika i gazu zostały dawno zniszczone. Biobroń posiadają też Korea Północna i Południowa, Iran, Kuba, Chiny, Rosja i USA. Zastosowanie jej może mieć tylko charakter terrorystyczny – międzynarodowa konwencja z 1972 r. zakazuje użycia broni biologicznej. Bioterroryzm kojarzy nam się z wysyłanym pocztą wąglikiem, czarną ospą, dżumą, jadem kiełbasianym, AIDS i wirusami powodującymi gorączki krwotoczne (tzw. filowirusy Ebola i Marburg). Ludzkość nie doświadczyła jeszcze na masową skalę tego rodzaju zagrożeń. Trudno przewidzieć wszystkie możliwe ich skutki, również psychologiczne. A nieobliczalne zagrożenie wzbudza najwięcej obaw.

Sporysz, dżuma i ospa
Broń biologiczną stosowano od najdawniejszych czasów. Asyryjczycy zatruwali studnie nieprzyjaciół sporyszem (buławinka czerwona), z którego uzyskuje się kwas lizergolowy – substytut LSD. Pijąc zatrutą wodę, wrogowie Asyrii przeżywali halucynacje, co osłabiało ich wartość bojową. Hannibal katapultował na pokłady wrogich statków amfory pełne węży. Tatarzy zaś przerzucali ciała zmarłych na dżumę przez mury obleganych twierdz. Ulubioną bronią okazał się wirus ospy. Już w XV w. Hiszpanie obdarowywali Indian zakażoną nim odzieżą. W ich ślady poszli Anglicy, podbijając Ohio i Pensylwanię. 
Ospa pozostała groźną bronią biologiczną. To jedyna choroba zakaźna, którą udało się całkowicie usunąć z powierzchni ziemi. Szczepienia przeciw niej wstrzymano w latach 80. XX w. i większość dzieci na świecie nie jest uodporniona na „nieistniejącego” wirusa. Ale on istnieje. Mają go Amerykanie i Rosjanie. A nie wiadomo, czy ZSRR nie zaopatrzył weń swych pupili. Nie można więc wykluczyć, że zapasy wirusa ospy ma i Husajn. To dlatego Stany Zjednoczone będą niedługo dysponować 210 milionami dawek szczepionki nowej generacji przeciwko ospie. W ich ślady poszły Austria, Niemcy, Wielka Brytania, Szwecja, Grecja, Kanada, Singapur i wiele krajów Zatoki Perskiej. Z kolei Francja stawia na szczepionkę pierwszej generacji, uzyskiwaną z bydła zarażonego ospą bydlęcą. Jej wadą jest możliwość zawleczenia choroby szalonych krów. W lutym b.r. Francuzi zdecydowali o zaszczepieniu 150 pierwszych osób (lekarzy, pielęgniarzy, laborantów, strażaków, policjantów i żołnierzy), wyznaczonych do pierwszych działań w razie ataku. W przypadku realnego zagrożenia zaszczepiona ma zostać cała 61-milionowa populacja.
Źródłem wirusa w szczepionce drugiej generacji są małpie komórki Vero. Szczepionka ta przeszła pierwszą fazę prób na ludziach (60 ochotników). Kolejne 250 osób jest właśnie poddawanych próbom, a w czerwcu przewiduje się trzecią próbę na 6 tysiącach ochotników. Kontrakt na produkcję szczepionki – o wartości 430 mln dolarów – USA podpisały jeszcze w roku 1990 r. Zamachy z 11 września 2001 r. znacznie przyspieszyły jej dostawy.

Zabić krowy, świnie, kartofle
Użycie wąglika (lub taka groźba) w Ameryce pokazało, że to świetny sposób na wywołanie paniki, sparaliżowanie miasta czy dystryktu, ale nie na rozłożenie państwa na łopatki. Bilans ofiar ataku wyniósł zaledwie 6 osób. 
Skuteczniejsze może okazać się zaatakowanie pól uprawnych lub zwierząt hodowlanych. Reakcją na wykrycie przypadku ospy czy wąglika u ludzi jest natychmiastowa akcja ratunkowa, zaś pojawienie się rdzy źdźbłowej u roślin lub pryszczycy u zwierząt może być długo niezauważone. Najlepszy przykład to epidemia pryszczycy w Wielkiej Brytanii w 2001 r. Nie miała ona co prawda związku z bioterroryzmem, ale uświadomiła skalę zagrożenia – straty sięgnęły 45 mld euro. Źródłem zakażenia był zawleczony z Dalekiego Wschodu pokarm dla świń. Nim wszczęto alarm, wirus dotarł do Europy. Masowy ubój trzody był jedynym ratunkiem. Jeśli bioterroryści wznieciliby kilka ognisk zakażenia równocześnie, oznaczałoby to hekatombę zwierząt na całym kontynencie. Efektem byłby powszechny głód i gospodarczy upadek zaatakowanych państw. 
Podobne skutki mogłoby przynieść zakażenie pól. A patogenów (czynników chorobotwórczych) grożących głodem i ekonomiczną klęską nie brakuje. Należą do nich sporysz, rdza źdźbłowa, liczne wirusy i grzyby. 

System szybkiego ostrzegania
Sposobem obrony przed atakiem bioterrorystycznym jest szybka identyfikacja zarazka i podjęcie działań zaradczych. W 2003 r. w USA przeznaczono na te cele dodatkowych 146 mln dolarów. Utworzono system szybkiego wykrywania i reagowania na zakażenia upraw i zwierząt hodowlanych. Podobne systemy tworzone są również w Europie. Aby skutecznie zareagować na pojawienie się zarazka, trzeba zidentyfikować jego źródło. Używa się do tego zautomatyzowanych testów opartych np. na metodzie PCR (polymerase chain reaction). Pozwalają one w kilkanaście minut wykazać obecność DNA zarazka i szybko zbadać, jakie zawiera on geny i mutacje. To umożliwia, przy odpowiedniej bazie danych, zidentyfikowanie źródła zakażenia i prawidłową ocenę zagrożenia na podstawie obecności, lub braku, groźnych mutacji. Tak stwierdzono, że źródłem zakażeń wąglikiem podczas pocztowych ataków w USA w 2001 r. był szczep tej bakterii o nazwie Ames. Znając typ bakterii można było zawęzić poszukiwania jej źródła do kilku pracowni i laboratoriów. 
Badania genomów mikroorganizmów będących „ładunkiem bojowym” broni bioterrorystów mają ogromne znaczenie. Rozszyfrowanie informacji genetycznej Brucella suis (bakterii atakującej trzodę chlewną, ale groźnej również dla życia ludzi i innych zwierząt hodowlanych) i Agrobacterium tumefaciens, patogenu roślin, pozwoliło ustalić, że oba zarazki dysponują podobnymi genami, a więc i mechanizmami atakowania swych ofiar. Problem z roślinami uprawnymi polega na tym, że szczególnie groźnymi ich patogenami są grzyby, których genomy są trudniejsze do zsekwencjonowania (poznania zapisu genomów). Groźba ich użycia jako broni biologicznej spowodowała, że bez zbytniego liczenia się z kosztami pod koniec 2002 r. podjęto decyzję, by zsekwencjonować dwa grzyby patogenne: Phytophtora i Fusarium atakujące ziemniaki i zboża.
Szybkie zlokalizowanie miejsca ataku jest kluczowe dla akcji ratunkowej. Jednym z pierwszych objawów zarażenia wąglikiem jest ostry kaszel – stwierdzenie gwałtownego wzrostu sprzedaży syropów „na kaszel” pozwala szybko wykryć miejsce potencjalnego ataku. Kluczową rolę odgrywa również sprawne dostarczenie środków ochrony przed zarazkiem. W przypadku zwierząt szczególne znaczenie mają szczepionki, które nie tylko mogą ochronić pogłowie, ale i zahamować epizoocję (zwierzęcą epidemię). Podczas ostatniej epizoocji pryszczycy w Wielkiej Brytanii nie zastosowano szczepionki, gdyż nie można było odróżnić zwierząt zaszczepionych, a więc odpornych na atak wirusa, od chorych. Ponieważ handel mięsem zakażonych pryszczycą zwierząt jest zakazany, szczepienia nie przyczyniłyby się do uratowania stad. We Francji dyskutowano wówczas możliwość ochronnego szczepienia zwierząt wokół ognisk choroby. Wybicie chorych zwierząt i izolacja „zakażonych” terenów okazały się wystarczające do powstrzymania epizoocji. Przestrogę potraktowano jednak poważnie i opracowano nowe typy szczepionek pozwalające odróżnić zaszczepione zwierzęta od chorych. 

Czy cenzurować naukę?
Badaniom naukowym w celu zapobiegania atakom bioterrorystycznym musi towarzyszyć produkowanie nowych środków ataku biologicznego. Aby wykazać, jak potencjalne antidotum niszczy zarazek, najlepiej porównać wrażliwy szczep ze szczepem odpornym na badaną substancję. Takie szczepy mikroorganizmow same w sobie stanowią broń biologiczną. Światowe laboratoria badawcze dysponują milionami różnych odmian bakterii, wirusów i grzybów chorobotwórczych. Dostęp do nich jest ograniczony i obwarowany restrykcjami, ale czy wszędzie jest to należycie respektowane? 
Na dodatek naukowcy publikują wyniki badań w powszechnie dostępnych periodykach naukowych. Jeszcze przed atakiem z 11 września obiegło prasę doniesienie, że australijscy naukowcy, próbując zmodyfikować wirusa ospy mysiej tak, by zapobiegał zapłodnieniu u gryzoni (w celu wytępienia myszy i szczurów), przypadkiem wyprodukowali śmiertelną dla ludzi jego odmianę. Opis prostej metody otrzymywania wirusa opisali w „Journal of Virology”. 
Po 11 września 2001 r. ustanowiono w USA tzw. Patriot Act regulujący dostęp naukowców do chorobotwórczych mikroorganizmów. Brak jednak legislacji określającej, jakie informacje mogą być publikowane. Wśród 14 tys. publikacji Amerykańskiego Towarzystwa Mikrobiologicznego w latach 2001-02 aż 224 zawierało informacje, które mogły być przydatne do sporządzenia broni biologicznej. Druk dwóch z nich został wstrzymany. Pod koniec 2002 r. także amerykańskie ministerstwo rolnictwa nakłoniło Narodową Akademię Naukową do niepublikowania raportu analizującego możliwości agroterroryzmu. Działania te, choć przyświeca im zbożny cel, graniczą z cenzurą.
Ron Atlas, prezydent ATM, zainicjował na początku roku spotkanie wydawców czasopism naukowych. Największe światowe czasopisma, m.in. „Nature” i „Science”, opowiedziały się za „kodeksem”, określającym ramy postępowania wydawców i dopuszczającym odmowę określonych publikacji. Dobrowolne poddanie się cenzurze jest nową jakością w świecie nauki. Mimo wątpliwości, wydaje się, że jest to pierwszy krok w kierunku prawnej regulacji niebezpiecznych poczynań naukowych. 

JACEK KUBIAK jest biologiem z Uniwersytetu w Rennes.

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Nr 11 (2801), 16 marca 2003

do góry

 

© 2000 Tygodnik Powszechny
Szczegółowe informacje o Redakcji; e-mail: redakcja@tygodnik.com.pl