Raporty SB dowodzą, że wydarzenia 1968 r. odbiły się w Polsce
szerszym echem niż skłonni byliśmy przypuszczać


Marzec prowincjonalny

Łukasz Kamiński



Z kryzysów społecznych, jakie targały PRL, Marzec ’68 oceniany jest najbardziej niejednoznacznie – jako protest w obronie wolności, rozgrywka w obozie władzy, wreszcie – antysemicka nagonka. Marzec zwykle opisuje się z punktu widzenia Warszawy – głównej areny wydarzeń. Mało wiadomo o wypadkach w innych ośrodkach 
akademickich. Jeszcze mniej o reakcjach społecznych na polskiej prowincji, którą zamieszkuje przecież większość społeczeństwa.



Informacje o wydarzeniach w Warszawie, a następnie w innych ośrodkach akademickich, docierały na prowincję ze znacznym opóźnieniem i w dodatku często zniekształcone. Szeroko rozchodziły się plotki o zabitych studentach i studentkach, a nawet dzieciach. Odnotowano wzmożone zainteresowanie audycjami Radia Wolna Europa i innych rozgłośni zachodnich. Wydarzenia często interpretowane były jako przejaw rozgrywki o władzę wśród elit partyjnych. Spodziewano się, że kulminacja tej walki nastąpi podczas V Zjazdu PZPR.
Ponieważ wydarzenia marcowe rozegrały się niedługo po kulminacji konfliktu Państwo – Kościół (podczas Milenium w 1966 r.), niekiedy były odbierane właśnie w tym kontekście. W jednym z raportów Ministerstwa Spraw Wewnętrznych odnotowano opinię kilku księży z powiatu Jasło: „należy się cieszyć, iż młodzież akademicka i ludzie nauki żądają swobód, a przez to należy rozumieć i religijnych, gdyż nie wierzą w kłamstwa głoszone przez komunistów. Może będą przez to większe swobody religijne i zmniejszy się represje w stosunku do księży”.
Pojawiały się także głosy interpretujące protesty studenckie jako walkę o niepodległość. Odnotowano nawet pogłoski, że „w Warszawie wybuchło powstanie”. Nastroje tej części społeczeństwa oddaje treść ulotki, kolportowanej 18 marca w Jeleniej Górze: „Potępiamy służalczy stosunek naszych władz do Rosji. Nie chcemy, aby Polska była krajem zależnym. Precz z sowieckim jarzmem. Przeżyliśmy potop szwedzki, przeżyjemy i sowiecki. Gomułki nic nie uratuje. Bić komunistów. Popieramy demonstracje w Warszawie i innych miastach.”

„Spontaniczne” reakcje...
Po 19 marca przez Polskę przetoczyła się fala zebrań i wieców, na których ludność – rzekomo spontanicznie – wyrażała poparcie dla partii. Na prowincji znacznie częściej niż w miastach wojewódzkich przyjmowano rezolucje, w których pojawiały się marcowe słowa-klucze: syjoniści, bankruci polityczni, politykierzy, prowokatorzy itd. Świadczyć to może o lepszej recepcji marcowej propagandy lub też o większym zaangażowaniu miejscowych aktywistów, przygotowujących treść rezolucji. Dochodziło również, zwłaszcza na wsi, do przypadków nadgorliwości, wyrażającej się np. w zmuszaniu do przyjmowania rezolucji uczniów szkoły podstawowej. W jednej z takich deklaracji czytamy: „Pragniemy, aby nasz głos, najmłodszych obywateli naszej Ludowej Ojczyzny zlał się z protestem całego narodu przeciwko tym, którzy w ostatnich dniach usiłowali zakłócić istniejący ład i porządek. (...) Zapewniamy, że w obliczu prób mających na celu zburzenie porządku i dezorientację społeczeństwa pragniemy i chcemy stać u boku PZPR i polskiego rządu, u boku naszych ojców, robotników, chłopów i inteligencji by zamanifestować swoją wolę dalszej nauki.”
Echa wydarzeń w ośrodkach akademickich docierały na prowincję także w formie represji spadających na rodziców studentów zaangażowanych w protestach. Szykany (w przypadku członków PZPR) sprowadzały się zwykle do wydalenia z partii, pozbawiania stanowisk kierowniczych, czasami zwolnienia z pracy.
W niektórych powiatach prowadzono także akcję prewencyjnych nacisków na rodziców studentów. Wzywano ich do kierownictwa przedsiębiorstw, strasząc konsekwencjami w przypadku udziału ich dzieci w zamieszkach. Wielu rodziców zresztą z własnej woli pisało do studiujących dzieci, przestrzegając je przed angażowaniem się w protesty. Był to wynik obaw przed utratą życiowej szansy na awans społeczny. W jednym z takich listów, przechwyconych przez funkcjonariuszy Biura „W” MSW (cenzura korespondencji), czytamy: „Na pewno manifestacje Tobie świtały w głowie, niech Cię ręka boska broni, żebyś miał mieszać się do tych idiotycznych spraw w końcowej fazie 5-letniej i to na 5 minut przed dwunastą, pilnuj się i siedź na dupie w domu i ucz się, bo jak Cię skrobną to się z rozumem nie pozbierasz i cały wysiłek nasz i Twój pójdzie na marne”.

...i spontaniczne reakcje
Argumenty władzy niewątpliwie częściej trafiały do przekonania mieszkańców polskiej prowincji niż wielkich miast. Nie oznacza to jednak, że społeczności lokalne w całości popierały działania PZPR. W raportach SB odnotowano zaskakująco dużo przejawów solidaryzowania się ze studentami, i to bynajmniej nie pochodzących tylko od młodzieży szkolnej. Nieodosobniona była, jak się wydaje, opinia robotników Strzelińskich Kamieniołomów Drogowych, którzy uważali, „że studenci mają rację i że tak powinno być we wszystkich miastach”.
Co ciekawe, czasami poparcie dla studentów łączyło się z przyjęciem „antysyjonistycznego” punktu widzenia władz. Charakterystyczny jest zawarty w jednym ze sprawozdań SB opis postawy dwu pracowników Gminnej Spółdzielni „Samopomoc Chłopska” w Bystrzycy Kłodzkiej, którzy „wypowiadali się, że studenci mieli rację, występując przeciw Władzy Ludowej, w pełni popierają i solidaryzują się z nimi. Twierdzili, iż rządzą u nas ciemniaki, Konstytucja jest w sposób perfidny gwałcona, sytuacja materialna studentów jest bardzo zła, brak wolności i rządzą u nas Żydzi, którzy winni być natychmiast usunięci z zajmowanych stanowisk”.
Z raportów SB wynotować można nazwy kilkuset miejscowości, w których pojawiły się nielegalne ulotki. Były to zarówno odezwy studenckie, przywożone z ośrodków akademickich, jak i efekt działań miejscowej ludności. Ulotki wyrażały poparcie dla żądań studentów, wiele z nich zawierało również akcenty „antypaństwowe, antypartyjne i antyradzieckie”. Te ostatnie głosiły np. „Precz z dyktaturą Moskwy, chcemy nowego rządu”, „Precz z ruską dyktaturą w Polsce”, „Precz z komunizmem i PZPR”, „Demokracja tak komunizm nie”, „Chcemy Boga i niezawisłości”, „Precz z rządem rosyjskim w Polsce”, „Precz z ZSRR (...) Pamiętamy Katyń”. Niekiedy, najwyraźniej na złość partii, pojawiały się hasła „Niech żyje syjonizm”.
Wśród napisów także dominowały wyrazy poparcia dla protestujących – „Studenci jesteśmy z wami”, „Brońmy studentów Warszawy” itd. Wiele zawierało jednak treści antykomunistyczne i antysowieckie: „Precz z Moczarem”, „Precz z bandytami z MO”, „Precz z partią”, „Precz z ZSRR”, „My chcemy wolności”, „Niech żyje wolność, precz z komunizmem, oczyścić kraj z sojuszników”. Niekiedy pojawiały się także hasła wyrażające postulaty poszczególnych grup społecznych. We wsi Kanie w powiecie pruszkowskim 11 marca pojawiły się „napisy wzywające rolników, by nie płacili podatków i nie odstawiali obowiązkowych dostaw”. Odnotowano również hasła nawiązujące do trudnej sytuacji ekonomicznej: „Gomułka więcej chleba dla Polaków jak słoniny dla Wietnamu”.

Awanturnicza prowincja
Wśród kolporterów ulotek i osób malujących napisy dominowała młodzież – uczniowie różnych typów szkół oraz studenci przyjeżdżający do domu. Wśród aresztowanych za tego typu działalność znaleźć można jednak także przedstawicieli innych grup – przede wszystkim robotników.
Także wiece organizowane „na okoliczność potępienia wystąpień studentów” nie zawsze przebiegały po myśli władz. W Jelczańskich Zakładach Samochodowych w czasie wiecu pojawiły się napisy popierające studentów, ponadto przeciwko projektowi rezolucji publicznie „wystąpił jeden z młodych pracowników nazwiskiem Kowalaczyk Piotr z W-3, który poparł studentów twierdząc, że nie mają żadnych złych zamiarów”. Jakby tego mało, w trakcie uchwalania rezolucji rozległy się liczne gwizdy, zaś po zakończeniu mityngu demonstracyjnie zniszczono jeden z transparentów. W Wydziale Mechanicznym Zakładów Górniczych „Lena” w Wilkowie, po „warcholskim wystąpieniu elektromontera Głowackiego Mirosława” za rezolucją głosowało tylko 8 z 70 robotników.
W szeregu miejscowości odnotowano przypadki publicznego palenia lub darcia gazet, przede wszystkim „Trybuny Ludu”. W Przemyślu 12 marca grupa uczniów przed pomnikiem Mickiewicza demonstracyjnie zniszczyła 10 egzemplarzy „Komsomolskiej Prawdy”. Po upływie godziny w tym samym miejscu kilkudziesięciu uczniów zorganizowało wiec, wyrażając poparcie dla studentów Warszawy.
Do największych manifestacji poza ośrodkami akademickimi doszło w Legnicy. Jest to o tyle zaskakujące, że miasto to, jako główna siedziba Północnej Grupy Wojsk Armii Radzieckiej, zawsze pozostawało pod wzmożoną kontrolą nie tylko polskiego, ale i sowieckiego aparatu bezpieczeństwa. 15 marca w godzinach popołudniowych w centrum zebrało się ponad dwa tysiące osób, w większości młodzieży. Niesiono transparenty „Solidaryzujemy się ze studentami Warszawy”, wznoszono „wrogie okrzyki”, żądano zwolnienia aresztowanych studentów. Interweniujące oddziały MO i ORMO obrzucono kamieniami. Nazajutrz demonstracja zgromadziła już ponad cztery tysiące uczestników. Rozrzucono ulotki zawierające hasła „Precz z Gomułką”, „Precz z komunizmem”, „Chcemy Wolnej Polski”, „Żądamy zmiany rządu”. Gdy do akcji wkroczyła MO, „z balkonów i okien domów ludność zaczęła zrzucać cegły i doniczki”, na ulicach pojawiły się barykady z kubłów na śmieci. Do zamieszek doszło także 17 marca. Łącznie w Legnicy zatrzymano 133 osoby, największą grupę wśród nich (50) stanowili robotnicy. Kilkunastu uczestników manifestacji zostało skazanych na kary sięgające 1,5 roku więzienia.
W Radomiu do zamieszek doszło 16 marca wieczorem. W dwu punktach miasta kilkaset osób, głównie uczniów, wznosiło „wrogie okrzyki” i obrzuciło interweniujących funkcjonariuszy kamieniami. Również nazajutrz doszło do starć z siłami porządkowymi, zatrzymano 41 osób. 20 marca na ulice wyszła młodzież Tarnowa. Kilkutysięczny tłum przez cztery godziny ścierał się z MO, zatrzymano „30 awanturników”. 21 marca kilkusetosobowe demonstracje miały miejsce w Dębicy i Bielsku Białej. Przygotowania do zorganizowania manifestacji stwierdzono także w innych miejscowościach, SB udało się jednak im zapobiec.
Do „wrogich aktów” dochodziło często pod wpływem alkoholu. Ośmielał on do okrzyków typu „Bandyci – ja solidaryzuję się ze studentami” (pod adresem MO), „Brawo studenci”, „Studenci Warszawy niech żyją”, „Precz z partią”, czy też do publicznego komentowania poczynań władz. Wypowiedzi takie kończyły się przeważnie dla delikwenta zatrzymaniem i rozmową ostrzegawczą. 
Polska prowincja w marcu 1968 roku nie pozostała bierna. Zaistniały kryzys, zwłaszcza w początkowej fazie, ożywił nadzieje na zmiany i spowodował znaczną aktywizację społeczeństwa. Tym razem władzom udało się dość szybko opanować sytuację. Nie na długo – po 21 sierpnia ponownie, aczkolwiek na mniejszą już skalę, wyrażano sprzeciw przeciwko interwencji w Czechosłowacji. 

Dr ŁUKASZ KAMIŃSKI jest pracownikiem naukowym w Instytucie Historycznym Uniwersytetu Wrocławskiego oraz Instytutu Pamięci Narodowej. Opublikował m.in.: „Strajki robotnicze w Polsce 1944–1948” oraz „Polacy wobec nowej rzeczywistości 1944–1948”.

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Nr 11 (2801), 16 marca 2003

do góry

 

© 2000 Tygodnik Powszechny
Szczegółowe informacje o Redakcji; e-mail: redakcja@tygodnik.com.pl