Internetowe rekolekcje wielkopostne (2)


Banner pychy

Norbert Frejek SJ


Tegoroczne rekolekcje wielkopostne prowadzą na naszych łamach księża jezuici we współpracy z serwisem internetowym www.opoka.org.pl. Kolejne odcinki rozważań będą poświęcone siedmiu grzechom głównym. Zapraszamy na stronę www.opoka.org.pl, gdzie internauci będą mieli możliwość komentowania tekstów nauk i przesyłania pytań do autorów, które wraz z odpowiedziami będą publikowane w serwisie (istnieje też możliwość osobistej korespondencji, tylko pomiędzy autorem a pytającym).



Bądź pyszny, a reszta grzechów przyjdzie sama: pychę można nazwać „grzechem programowym” i porównać do logo, bannera lub szyldu wiszącego w witrynie sklepu. Szyld zaprasza do środka.


Pycha to wpierw odrzucenie Boga i Jego pierwszego przymierza, a pierwsze przymierze Bóg zawarł stwarzając świat i człowieka. Warto przyjrzeć się jego strukturze. Ważny element to troska o świat, w którym człowiek ma się czuć jak w domu, ma być płodny, rozmnażać się, czynić ziemię sobie poddaną na wzór swego poddaństwa Bogu, a więc przez miłość. To przymierze buduje się na prawdzie o stworzeniu, którą symbolizuje drzewo poznania dobra i zła. Ten znak ograniczenia ściśle wiąże się z ograniczonością człowieka. W raju tylko Bóg stanowi, co jest dobrem i złem. Pierwotne przymierze jest więc oparte z jednej strony na samoofiarowaniu się Boga człowiekowi, a z drugiej na powołaniu człowieka do odpowiedzialności za siebie i świat.
W trzecim rozdziale Księgi Rodzaju mamy opis dalszych dziejów tego przymierza. Bóg zostaje sprowadzony do roli zazdrosnego stróża ogrodu, wąż wyrasta na bohatera, który wyzwala człowieka spod reżimu Boga. A człowiek? Próbuje zająć nowe miejsce. Dopiero tutaj zaczyna się historia tego, co teologowie nazywają grzechem pierworodnym. Zwróćmy uwagę na dwa wątki. Po pierwsze: człowiek uwierzył, że Bóg jest kłamcą, zazdrośnie strzegącym swej własności oraz – po drugie: człowiek łudzi się, że wszedł przez swój czyn w kompetencje Boga. Skuszony, omamiony, mylący rzeczywistość z fikcją, sądzi, że jest kimś ponad wszystkim. I tak zaczyna grzeszyć przeciw miłości samego siebie i bliźniego, czyli popada w pychę – uważanie siebie za kogoś innego niż się jest w rzeczywistości.
W Psalmie 95. odnajdujemy kolejną przestrogę. Izraelici zbuntowali się przeciw Bogu. Można by bronić tej postawy: przecież zostali wystawieni na ciężką próbę. Jednak w postawie Izraelitów było coś więcej niż wyczerpanie cierpliwości – to był bunt przeciw Bogu i Jego planom wobec Narodu Wybranego. Zapomnienie, skąd człowiek wyszedł i jakie jest jego przeznaczenie, również rodzi pychę. W pysze człowiek zdaje się tylko na własne siły. Kiedy zapomina o swojej „fundamentalnej orientacji” na Boga, droga życiowa prowadzi go w innym kierunku. Nieadekwatna wizja człowieka polega więc na tym, że tracimy zakorzenienie w Przymierzu. Człowiek zapominając, skąd wyszedł, nie wie też, dokąd zmierza. Nabiera powoli przeświadczenia, że staje się panem wszechświata, własnego i cudzego życia. Pycha to zastąpienie Pana Boga sobą. Jakby rodzaj religijnej amnezji – zapomnienie, gdzie i kim jesteśmy, że jesteśmy w drodze, z jednego miejsca zostaliśmy wyprowadzeni i w inne, jeszcze nie do końca poznane miejsce zmierzamy. Gubi się także fundament wędrówki – towarzystwo Boga.
Jakie są dzisiejsze sposoby kuszenia przez pychę? Czy zdobywanie kosmosu, głębin morskich, coraz to nowsze odkrycia nauk medycznych są oznaką pychy człowieka? Nie, bo przecież Bóg dał człowiekowi świat do zagospodarowania i nie po to człowiek ma rozum, by z niego nie korzystał. Istnieje jednak realne niebezpieczeństwo, że człowiek tak zachwyci się zdobyczami nauki, techniki czy medycyny – w końcu zachwyci się sobą, że zechce zerwać owoc z następnego drzewa i znów wejść w kompetencje kogoś Innego.
Feuerbach w „Wykładzie o istocie religii” pisał: „Musimy w miejsce miłości Boga uznać miłość człowieka za jedyną prawdziwą religię, w miejsce wiary w Boga krzewić wiarę człowieka w siebie samego, w swe własne siły, wiarę, że los ludzki nie zależy od istoty znajdującej się ponad nią, lecz zależy od niej samej...”. Słowa te pozostają aktualne, lecz na inny sposób. Feuerbachowski antropocentryzm dalej żyje w człowieku i nadal może prowadzić na manowce. Każdy musi się mierzyć z wciąż odżywającym w nim bożkiem, który chce tworzyć świat na własną miarę, na miarę swojej niby-boskości.
Można pomagać człowiekowi nawet pod sztandarem Kościoła, a tak naprawdę wszystko to robić dla własnych korzyści. Można pracować dla ubogich, bezrobotnych, azylantów, ale tak naprawdę z chęci wybicia się, zysku, polepszenia swojego wizerunku. Można używać pracowników tylko w celach własnego sukcesu, wykorzystując przy tym luki w prawie. Można dążyć do takiego porządku prawnego i społecznego w państwie, by tylko jedna opcja polityczna odnosiła z niego korzyści, mówiąc jednak wyborcom, że najważniejsze jest ich dobro. Można, niestety, także zabijać w imię po swojemu pojmowanej przyszłości rodzaju ludzkiego, mówiąc, że to nie zabijanie, tylko badania dla pożytku przyszłych pokoleń.
Miłość do Boga mierzy się miłością do drugiego człowieka. Miłość do człowieka bierze początek w miłości Boga i zbliża do Niego, lecz tylko wtedy, jeśli jest to miłość na swoim miejscu. Gdy człowiek zechce zająć miejsce Boga, wtedy nastąpi przewartościowanie przymierza zawartego z Nim. Gdy przestawi się świat wartości i Bogu odbierze Jego miejsce, narodzi się pycha. Gdy zabraknie prawdziwej miłości do człowieka, słowa o kochaniu Pana Jezusa pozostaną pustosłowiem. Człowiek będzie kierował swoim życiem, zgodnie z własną wizją świata, gdzie Boga nie będzie lub będzie tylko świąteczną ozdobą.
Pewnego dnia Bóg stanął na tej samej drodze, co człowiek, by ściągnąć go na dobrą ścieżkę i naprawić przymierze. Ta naprawa dokonała się w Krzyżu i Zmartwychwstaniu Chrystusa. Krzyż to, jak mówimy, „spes nostra unica”, bo tylko na tej drodze mamy nadzieję spotkania i oglądania Boga oraz pojednania z człowiekiem. Na tej drodze pychy nie ma, bo to jest droga Jezusa.
Człowiek dzisiejszy bardzo lubi odnosić sukcesy. Dlatego nie lubi krzyża, wyrzeczenia, myślenia o wierze. Wielki Post jest dobrym czasem, by zastanowić się nad wiarą w Boga – czy Bóg nie jest dla mnie tylko teorią, czy nie ruguję go z życia, subtelnie na Jego miejscu stawiając siebie i swoje sukcesy? Prawdziwa wiara nie znosi półśrodków, wymaga radykalizmu.

Norbert Frejek (ur. 1974 r.) studiuje teologię na Papieskim Wydziale Teologicznym „Bobolanum” w Warszawie, w latach 1999-2001 odbył dwuletnią praktykę w Jesuit Refugee Service (Jezuicka Służba Uchodźcom) w Niemczech.

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Nr 11 (2801), 16 marca 2003

do góry

 

© 2000 Tygodnik Powszechny
Szczegółowe informacje o Redakcji; e-mail: redakcja@tygodnik.com.pl