Kurdowie: wczoraj, dziś, jutros


Tylko góry nie zdradziły

Marek M. Dziekan



Kurdowie to jeden z największych narodów, który nie ma własnej państwowości. Dwudziestotrzymilionowa społeczność podzielona jest między kilka państw Bliskiego Wschodu: ze wszystkich sił próbuje zachować własną tożsamość w skrajnie niesprzyjających warunkach. Los bowiem sprawił, że znaczna część Kurdów zamieszkuje tereny bogate w ropę naftową. 


Ten fakt ukształtował w znacznym stopniu dzieje Kurdów w XX w., sprawiając, że prawdziwe stało się przysłowie, iż jedynym przyjacielem Kurda są góry. Naród ten tak mocno związał się z górskim żywiołem, że jest niemal identyfikowany z górami. Kiedyś, opowiadając w Bagdadzie pewnemu Irakijczykowi o Polsce, powiedziałem, że u nas – odwrotnie niż w Iraku – góry są na południu, a morze na północy. Na to mój przyjaciel zapytał: „A czy Kurdów też macie?”.

Narasta opór, narastają represje
Kurdowie to naród indoeuropejski, którego dzieje sięgają starożytności, ale nie jest znane dokładnie ich pochodzenie. Posługują się językiem zbliżonym do perskiego, podzielonym na wiele dialektów. Sami Kurdowie wiążą swe najstarsze dzieje z Medią, gdzie pojawili się ok. 2000 lat p.n.e. i podają nawet symboliczną datę początku zaświadczonych dziejów: 21 marca 612 r. p.n.e. – wtedy właśnie Medowie pokonali Asyrię i stworzyli potężne imperium, pobite jednak wkrótce przez Persów. Od VII w. n.e. dzieje Kurdów związały się ściśle z historią państwa arabsko-muzułmańskiego. Naród dość opornie ulegał islamizacji; formalnie zakończyła się być może ok. X w., ale prawowierność Kurdów zawsze poddawana była pod uzasadnioną, jak się zdaje, wątpliwość. Do dziś część z nich wyznaje jazydyzm, tajemniczą religię powstałą z połączenia wątków staroperskich, chrześcijańskich i muzułmańskich. 
Klasyczne dzieje Kurdów znane są dość dobrze z piśmiennictwa arabskiego, a pierwszy opis kurdyjskiej historii zapisany ręką Kurda pochodzi dopiero z końca XVI w. Za czasów kalifów (do XIII w.) i w okresie licznych zmian dynastycznych (do końca XV w.) Kurdowie nie włączali się do spraw państwowych na tyle aktywnie, aby zasłużyć na miano „kości w gardle”. Sytuacja zmieniła się w XVI w., gdy Bliski Wschód podzielony został między dwie potęgi – tureckich Osmanów i perskich Safawidów. Tereny Kurdystanu stały się strategicznym pograniczem między oboma imperiami. Te z kolei próbowały wygrywać górali na swą stronę, kusząc rozmaitymi korzyściami, które zazwyczaj pozostawały na papierze. Kurdowie zaczęli tracić już nadzieję na swe państwo i choć trochę samorządności; powtarzające się co kilkanaście lat powstania przeciwko władzom były krwawo tłumione. Od XIX w. Europejczycy zaczęli penetrować tereny Kurdystanu, zainteresowali się nawet naukowym badaniem dziejów i kulturalnej spuścizny narodu, w czym duży udział mieli polscy (lub polskiego pochodzenia) orientaliści, np. A. Chodźko i A. Żaba.
Wreszcie przyszedł XX w., czas nowych porządków i wyzwań. W 1908 r. wydano dokument głoszący równość wszystkich ludów w państwie tureckim, ale Turcy zaczęli zarazem prowadzić politykę przeciwko mniejszościom narodowym. Tymczasem w wyniku podziału stref wpływów na obszarze upadającego imperium Osmanów w 1920 r. obecna iracka część Kurdystanu znalazła się pod wpływami Wielkiej Brytanii, niewielki obszar wszedł w granice mandatu francuskiego (obecnie w Syrii), największa zaś część przypadła Turcji. W tym samym roku w układzie z Sčvres była mowa o możliwości stworzenia niepodległego państwa kurdyjskiego, ale ostatecznie Kurdowie znaleźli się w granicach trzech państw narodowych: Turcji, Iraku i Iranu. Poddawani są tam w mniejszym lub większym stopniu procesom asymilacyjnym i wykorzystywani do politycznych rozgrywek z sąsiadami. Dlatego też w Kurdystanie narasta opór – i narastają też represje. 
Okres międzywojenny to czasy kolejnych powstań, skierowanych także przeciwko ingerujących w sprawy Kurdystanu Brytyjczykom. Jaśniejszym punktem w dziejach najnowszych Kurdów była powołana w 1946 r. na terenie Iranu Republika Mahabadzka, która istniała jednak tylko jeden rok. Wtedy zaczęły też powstawać kolejne partie polityczne, wspierane przez rozmaite nurty i strony konfliktu, np. w Iranie powstała Kurdyjska Partia Demokratyczna (w 1946 r. w Iraku). Dopiero w 1965 r. powstała separatystyczna Demokratyczna Partia Kurdystanu Tureckiego, a w 1978 r. Partia Pracujących Kurdystanu.

Tuszowanie konfliktów
Trudno w tym miejscu szczegółowo opisywać kolejne powstania, rebelie i masakry. Dochodzi do nich stale głównie na terenie Kurdystanu irackiego i tureckiego. Trudno porównywać stopień represji Kurdów w tych dwóch państwach, wydaje się jednak, że jest podobny, a Ankara dopiero niedawno, pod naciskiem Unii Europejskiej, uznała Kurdów za odmienny od Turków naród: już nie są „Turkami górskimi”. Irakijczycy natomiast uznają przynajmniej, że Kurdowie nie są Arabami i pozwalają im rozmawiać po kurdyjsku, co gwarantuje choćby iracka konstytucja.
Pod koniec lat 60. w Kurdystanie irackim rozpoczął się wewnętrzny konflikt o wpływy pomiędzy proirańskim ugrupowaniem Al-Barzaniego a skłonnym do ugody z Bagdadem Dżalalem Talabanim. Ostatecznie w 1970 r. podpisano umowę pomiędzy Kurdami a Bagdadem, która przewidywała powstanie w północnym Iraku Kurdyjskiego Okręgu Autonomicznego ze stolicą w As-
-Sulajmanijji, który powstał oficjalnie w 1974 r. W czasie wojny iracko-irańskiej (1980-88) Kurdowie byli wykorzystywani przez obie strony: Iran popierał dążenia Kurdów irackich, Irak podburzał irańskich. Taka taktyka doprowadziła po zawieszeniu broni do ataków armii irackiej przeciwko powstańcom kurdyjskim, w wyniku których tysiące Kurdów uciekło do Iranu i Turcji. Kolejne krwawe rozprawy z Kurdami nastąpiły w Iraku po zakończeniu wojny w Zatoce Perskiej (1990-91). W Kurdystanie irackim wybuchło kolejne powstanie przeciwko Bagdadowi, któremu towarzyszył konflikt pomiędzy frakcjami Al-Barzaniego i Talabaniego. W 1992 r. obie frakcje podpisały porozumienie, ale już w 1994 r. znów wybuchła wojna domowa. W rozwiązaniu konfliktu nie pomogły niezdecydowane próby negocjacji ze strony państw zachodnich. 
Samo powstanie związane było oczywiście z niepodległościowymi dążeniami Kurdów. Po raz kolejny okazało się, że tylko góry są ich przyjacielem – tylko one nie zdradziły. Reakcje świata zachodniego nie wskazywały na wolę rozwiązania konfliktu, jeśli już – raczej jego zatuszowania. Zbyt wielkie bowiem koszty świat musiałby ponieść, gdyby umożliwić Kurdom stworzenie własnego państwa. Do ogólnej sytuacji doszła jeszcze słusznie nagłośniona sprawa Abdullaha Öcalana, skazanego w Turcji na śmierć (wykonanie wyroku zostało zawieszone).

Kurdyjski pat
Te same obawy towarzyszą zresztą obecnym wydarzeniom: jakie bowiem następstwa mogłoby mieć dla Kurdów ewentualne amerykańskie uderzenie na Husajna? Analitycy wskazują na dwie możliwości: powstanie federacji oraz rozbicie Iraku na trzy odrębne państewka. Żadna nie zadowala wszystkich stron. W pierwszym przypadku sytuacja Kurdów pozostałaby w zasadzie bez zmian. Już teraz w Iraku tereny kurdyjskie wyjęte są spod jurysdykcji Bagdadu, co wcale nie przyczyniło się do uspokojenia sytuacji, a Kurdowie pozostają w stanie „ni to podleglości, ni to niepodległości”. W utrzymaniu status quo zainteresowani są m.in. Turcy, którzy jak ognia boją się niepodległości irackiego Kurdystanu, bo to podsyciłoby nastroje niepodległościowe wśród Kurdów w Turcji – trudno sobie wyobrazić, że jakiekolwiek państwo bez przeszkód zgodziłoby się na oderwanie odeń znacznych obszarów, aby komuś przyznać niepodległość. Turcja chciałaby co najwyżej zagarnąć znaczną część irackiego terytorium zamieszkanego przez Kurdów – od dawna rości sobie bowiem pretensje do roponośnych obszarów wokół miasta Kirkuk. Z tym wiąże się drugi scenariusz – czyli rozbicie Iraku i powstanie rzeczywiście niepodległego państwa kurdyjskiego. Wtedy do gry mogliby dołączyć się także nie mniej uciemiężeni Kurdowie z Iranu. I tu można powtórzyć argumenty przytoczone przy Kurdach tureckich. Sytuacja jest zatem patowa.
Zemściła się bezmyślność Europejczyków sprzed kilkudziesięciu lat. Po upadku Turcji osmańskiej po I wojnie światowej można było sprawę rozwiązać i dać Kurdom odrębne państwo, stworzyć jakiś sztuczny twór, ale przynajmniej w miarę jednolity narodowościowo. Choć, prawdę mówiąc, mogłoby to prowadzić do nasilenia się konfliktu na osi Kurdowie–Asyryjczycy (grupa chrześcijan wschodnich zamieszkujących z Kurdami północny Irak), im bowiem Europejczycy także obiecali odrębne państwo na tym samym obszarze. Nie należało zatem wsadzać kija w mrowisko, nie badając wcześniej dokładnie gatunków mrówek w nim zamieszkujących. Teraz zdani jesteśmy na skomplikowane, często z góry skazane na niepowodzenie akcje dyplomatyczne – doprowadziliśmy do sytuacji, w której wygląda na to, że tylko despota może utrzymać ład na znacznych obszarach Bliskiego Wschodu, co z kolei zagraża tak potrzebnej nam ropie naftowej – choć boimy się tego słowa i mówimy: „demokracja”. 
Możliwe jest też, że informacje o działalności Al-Kaidy na terenie Kurdystanu są przygotowywaniem sobie przez Zachód gruntu do zakwestionowania praw Kurdów do niepodległości w kontekście wojny z terroryzmem. A jeśli te doniesienia są prawdziwe, jakże zdesperowani muszą być Kurdowie, nigdy specjalnie nie okazujący swej religijności, że pozwolili na działalność skrajnie fundamentalistycznych ugrupowań muzułmańskich na swoim terenie! Warto przy tym pamiętać, że bolesne echa konfliktu kurdyjskiego dodatkowo mogłyby przenieść się także bezpośrednio do Europy, gdzie mieszka kilkumilionowa diaspora kurdyjska, głównie w Holandii, Niemczech, Francji i krajach skandynawskich.
Tak czy inaczej, po raz kolejny wydaje się, że Zachód musi złożyć Kurdów na ofiarę, aby dopilnować własnych interesów i nie doprowadzić do jeszcze większych konfliktów na tym udręczonym kawałku świata.

Marek M. Dziekan jest arabistą i islamistą, profesorem Uniwersytetu Łódzkiego i Warszawskiego. Napisał m.in. „Symbolikę arabsko-muzułmańską”, był redaktorem „Arabów. Słownika encyklopedycznego”. Ostatnio opublikował „Historię Iraku” .

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Nr 11 (2801), 16 marca 2003

do góry

 

© 2000 Tygodnik Powszechny
Szczegółowe informacje o Redakcji; e-mail: redakcja@tygodnik.com.pl