Gniewny radykalizm

Ks. Marek Stępniak



Kiedy usłyszałem, że Ksiądz Prymas dowiedział się z prasy o staraniach ojca Rydzyka, mających na celu powołanie telewizji Trwam, nie wierzyłem własnym uszom. Od siedemnastu lat jestem księdzem, studiowałem teologię i prawo kanoniczne, znam hierarchiczną strukturę Kościoła i sposób jego funkcjonowania, a tu nagle taka wiadomość. Jak to możliwe w Kościele katolickim, i do tego w Polsce, aby o takich decyzjach nie informować głowy lokalnego Episkopatu, by nie konsultować ich z jego przedstawicielami?


Ostatnio uczestniczyłem w kilku spotkaniach poświęconych stanowisku Kościoła wobec integracji europejskiej. Usłyszałem tam od słuchaczy Radia Maryja, że Kościół był zawsze przeciw Unii i że są w Polsce „biskupi lepsi i gorsi”, a miarą ich oceny jest oczywiście stosunek do Unii Europejskiej, Radia Maryja i Ojca Dyrektora. Co więcej, „niektórzy z biskupów mówią to, co im każe Bruksela”. Nawet „sam Ojciec Święty jest manipulowany, bo ze względu na wiek i chorobę, nie śledzi tego, co się dzieje w Europie i nie wie, że Unia chce zniszczyć naszą katolicką Polskę”. Co odpowiedzieć na takie dictum? Czy istnieje w ogóle możliwość dyskusji i dialogu? Skąd u pobożnych i związanych z Kościołem ludzi tak radykalne sądy? Skąd pojawiająca się coraz częściej krytyka hierarchii i środowisk katolickich, które reprezentują pogląd inny niż katolicy związani z toruńską rozgłośnią?
Odpowiedzi może zapewne być wiele. Wydaje się, że pierwsze źródło radykalnych poglądów leży w przedstawianej na falach radiowych i w „Naszym Dzienniku” wizji polskiego Kościoła – oblężonej zewsząd twierdzy, którego jedynym mężem opatrznościowym jest sam Ojciec Dyrektor, a „sprawiedliwymi” ci spośród słuchaczy, którzy podzielają bez zastrzeżeń głoszone poglądy. W wywiadzie, zamieszczonym w „Naszym Dzienniku” w numerze z 24-26 grudnia 2001 r. na pytanie o rolę Kościoła w dyskusji nad integracją europejską o. Tadeusz Rydzyk stwierdził: „Kościół ma stać zawsze po stronie ludzi ubogich. I tak będę robił, to jest mój obowiązek. W historii widzieliśmy, czy teraz też raz po raz obserwujemy, jak decydenci stają po stronie wielkich, bogatych, z masońskimi lożami włącznie, z wielkimi pieniędzmi, jak Business Center Club. Bo pieniądze dają. To jest straszny ból”. Kim są owi decydenci, którzy biorą pieniądze od lóż masońskich? W kontekście postawionego przez dziennikarza pytania wynika jasna odpowiedź. Czy można się dziwić opiniom pobożnych parafian, których zaufanie do części Episkopatu i do własnych duszpasterzy zostało poważnie zachwiane?
Podważanie zaufania do Episkopatu, choćby poprzez dzielenie jego członków na „lepszych i gorszych”, nie doprowadzi zapewne do rozbicia polskiego Kościoła, ale może w znaczącym stopniu osłabić jego społeczną wiarygodność. Sądzę, że statystyczny katolik coraz częściej stawia sobie pytanie: kto tak naprawdę kieruje Kościołem w Polsce, w czyich rękach leży „rząd dusz”? Czyja, środowiska „Radia Maryja” czy Episkopatu, ocena ważnych kwestii: integracji europejskiej, przemian społecznych i gospodarczych, jest wiarygodna, skoro docierają do niego różne komunikaty? A jeśli katolickie przesłania nie są jednorodne, lub choćby zbliżone, to może lepiej posłuchać tych, którzy prezentują w sposób bardziej zwarty i klarowny koncepcję przyszłej Polski? Na przykład SLD lub Samoobrony.
Drugim źródłem „gniewnego radykalizmu” jest koncepcja życia społecznego. W wydanej niedawno przez redakcję „Naszego Dziennika” broszurze pt. „Ratuj Polskę – weź udział w referendum” ks. prof. Czesław Bartnik tak przestrzega Polaków: „Teza, że dla rolnika i dla ludzi jako posiadaczy ziemi nie ma miejsca w społeczeństwie nowoczesnym, rozbrzmiewa już od dawna w kapitalizmie, socjalizmach, marksizmie, liberalizmie, a zwłaszcza we współczesnym ateizmie ekonomicznym. I ta teza ma się realizować w Polsce jako kraju bez Boga. Rolnik musi się przemieniać w robotnika, przetwórcę najemnego, najemnika bez własności, robota bez wykształcenia ogólnego. Wreszcie ma zejść ze sceny publicznej: na rentę, emeryturę, do przytułków, do rezerwatów”. Warto byłoby doprecyzować niezrozumiałe pojęcia (np. ateizm ekonomiczny) i odpowiedzieć na pytanie, czy wiara rolników, polityków, ekonomistów w Boga gwarantuje przeprowadzenie reform gospodarczych? Powyższe twierdzenia ks. prof. Bartnika inspirują zapewne chłopskich radykałów i mogą zachęcać np. do blokowania dróg.
Nie wierzę, aby autor nie znał, choćby w ogólnych zarysach, działań Unii na rzecz rolnictwa. Przeznaczanie ponad 40 % budżetu UE na wspieranie produkcji rolnej i dopłaty nie jest chyba tworzeniem rezerwatu. Nie ulega wątpliwości, że polska wieś w obecnej postaci nie jest w stanie przetrwać, bez względu na to, czy przystąpimy do Unii, czy nie. Konieczne reformy zaś będą bardzo trudne, o ile nie niemożliwe, bez pieniędzy z unijnych funduszy, choćby nie tak dużych, jak byśmy sobie tego życzyli.
Czy można rozdzielać w działalności ewangelizacyjnej modlitwę i katechezę od interpretacji zjawisk życia społecznego, oceniania ludzi, ich postaw i zachowań? W encyklice „Sollicitudo rei socialis” (1987 r.) Jan Paweł II stwierdził, że nauka społeczna Kościoła nie jest propozycją pośrednią między liberalizmem a kolektywizmem. „Nie jest także ideologią, lecz dokładnym sformułowaniem wyników pogłębionej refleksji nad złożoną rzeczywistością ludzkiej egzystencji w społeczeństwie i w kontekście międzynarodowym, przeprowadzonej w świetle wiary i tradycji kościelnej”. I co najważniejsze: „nauczanie i upowszechnianie nauki społecznej Kościoła wchodzą w zakres ewangelizacyjnej misji Kościoła” (SRS 41). Oznacza to, że Kościół nie może skutecznie ewangelizować, jeśli nie głosi doktryny społecznej. Ale również, że ewangelizacja jest nieskuteczna, jeśli katolicy głoszą poglądy społeczne sprzeczne z doktryną Kościoła. Miejsce Ewangelii zastępuje wówczas ideologia.
Kościół, ewangelizując przez modlitwę, katechezę i nauczanie społeczne, wypełnia – pisze dalej Jan Paweł II – misję prorocką, do której należy również ukazywanie zła w życiu społecznym i przejawów niesprawiedliwości. „Należy jednak wyjaśnić, że przepowiadanie zawsze jest ważniejsze od oskarżenia” (tamże).
Często słyszymy o potrzebie działań na rzecz nowej ewangelizacji. Przemiana serc i umysłów polskich katolików powinna być oparta na trzech filarach: pogłębieniu wiary, wiedzy religijnej i ugruntowaniu chrześcijańskich postaw moralnych, również w wymiarze życia społecznego. Jeżeli „Radio Maryja”, „Nasz Dziennik” i telewizja „Trwam” mają służyć nowej ewangelizacji, powinny podjąć i wypełniać zadania właściwe mediom katolickim, choćby te, wskazane przez II Polski Synod Plenarny. Pierwszym i najważniejszym jest przedstawianie całościowego nauczania Ewangelii i Kościoła. To zadanie uzupełniać powinno głoszenie prawdy, chrześcijańskiego optymizmu, postawy miłości, dialog na tematy wychowawcze, nauka modlitwy i upowszechnianie zwyczajów katolickich, a także wskazywanie dróg do świętości we współczesnym świecie (por. II Polski Synod Plenarny. „Ewangelizacja kultury i środków społecznego przekazu”, s.122).


Ks. Marek Stępniak jest doktorem filozofii i socjologii KUL, wykładowcą teologii pastoralnej w WSD w Łodzi i katolickiej nauki społecznej w WSD w Łowiczu, oraz asystentem kościelnym Akcji Katolickiej Archidiecezji Łódzkiej.

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Nr 10 (2800), 9 marca 2003

do góry

 

© 2000 Tygodnik Powszechny
Szczegółowe informacje o Redakcji; e-mail: redakcja@tygodnik.com.pl