Po lekturze „Tryptyku rzymskiego” Jana Pawła II


Moc światła i pewność wiary

Stanisław Rodziński



1. Kiedy pojawiły się w mediach informacje na temat napisanych przez Jana Pawła wierszy, zaczęły się najdziwniejsze przypuszczenia i „przecieki”. Papież napisał wiersze. Ale kiedy je napisał, jeżeli się źle czuje? Teraz czy dawniej? O czym te wiersze? To na pewno testament papieski, tyle że poetycki...
A przecież już od prawie ćwierć wieku czytamy encykliki i teksty Jana Pawła. Pamiętamy jego homilie, te wygłaszane w Rzymie, ale i te z kolejnych pielgrzymek do Polski, te skierowane do przypadkowo zgromadzonych w czas modlitwy na Anioł Pański, ale i te, w których rozważane są problemy choroby, cierpienia, śmierci, świętości, wojny i pokoju.
Czy słuchając i czytając te słowa nie czujemy ich klimatu i poetyki? Czy wyczuwając w nich wielkość papieskiego nauczania, nie dostrzegamy wnikliwości i dramatyzmu, prostoty formy i duchowego napięcia treści? Czy zapomnieliśmy już, jak wołał do nas w 1979 roku o siłę i wewnętrzną przemianę, jak niedawno w Łagiewnikach, cierpiący i pochylony, mówił z mocą o miłosierdziu, które zbawia świata?
Medialna plotka stworzyła wokół informacji o papieskiej poezji sensację, tyleż naiwną, co prawie śmieszną. W przekonaniu sporej części ludzi artysta czy poeta to postać raczej dziwna, nietypowa, a więc niewiarygodna. A tu Ojciec Święty pisze wiersze... Kiedyś słyszałem, jak prowadzący rekolekcje w jednym z krakowskich kościołów mówił o zasadzkach i niebezpieczeństwach zawodu artysty, a już nie daj Boże aktora...
Świadkowie krakowskich lat kardynała Karola Wojtyły pamiętają jego spotkania opłatkowe. Krótkie homilie, najpierw hermetyczne i pełne filozoficznych treści, z czasem stawały się proste i przejmująco czytelne, nie tracąc nic z mądrości i siły. Były tekstami pełnymi poezji, ale tej rodem z Księgi Psalmów, Apokalipsy czy Pieśni nad pieśniami.

2. „Tryptyk rzymski” Jana Pawła II jak średniowieczny czy renesansowy ołtarz składa się z trzech części. W podtytule czytamy, że są to medytacje. Warto przyjrzeć się reprodukowanym w przepięknie wydanej książce rękopisom. Na jednym z nich dostrzegamy skreślenia, poprawki, dopisane ołówkiem: Castelgandolfo 14 IX 2002.
Wchodzimy więc w lekturę poetyckich rozważań, uważna i wnikliwa lektura wprowadza nas na drogi mistycznej refleksji poety, który tak wiele doświadczył od czasu, gdy pisał swe wiersze przed laty, będąc jeszcze wśród nas.
„Tryptyku” część pierwsza to „Strumień”.

Co mi mówisz, górski strumieniu?
w którym miejscu ze mną się spotykasz?
ze mną, który także przemijam –
podobnie jak ty...


To poetyckie rozmyślanie jest nie tylko liryczną zadumą nad przemijaniem, nad dającym się usłyszeć przy lekturze szumie spadających mas wody. To nie tylko patrzenie na wodę, która płynie i przemija jak my.

Jeśli chcesz znaleźć źródło,
musisz iść do góry, pod prąd.
Przedzieraj się, szukaj, nie ustępuj,
wiesz, że ono musi tu gdzieś być –
Gdzie jesteś źródło... Gdzie jesteś, źródło?!


Medytacja nie jest bierną zadumą czy estetycznym rozmyślaniem, nie jest zadziwionym pochyleniem nad potokami wody i pytaniem o przemijanie. Poeta mocnym głosem, a świadczy o tym postawiony wykrzyknik, nakazuje nam, byśmy patrząc na świat nie czynili tego biernie. Przedzieraj się, idź pod prąd, pytaj: gdzie jesteś źródło?
W tym i w każdym następnym przywoływanym przez poetę obrazie spotykają się prawie zawsze zamyślenie i dramatyczne pytania, modlitewny spokój wieczoru życia z ogromną siłą mającą swe źródło w Bogu.
Centralny obraz tryptyku – to medytacja na progu Kaplicy Sykstyńskiej. Wnętrze tej kaplicy to dla Autora nie tylko genialna Biblia pauperum, nie tylko wstrząsający Sąd Ostateczny, a więc wielkie dzieło Michała Anioła. Dla Jana Pawła to także serce Watykanu i miejsce, które dla Niego rozpoczęło lata papieskiej posługi.

Ludzie, którym troskę o dziedzictwo kluczy
powierzono,

zbierają się tutaj, pozwalają ogarnąć się 
sykstyńskiej polichromii,
wizji, którą Michał Anioł pozostawił –
Tak było w sierpniu, a potem w październiku pamiętnego roku

dwóch konklawe,

i tak będzie znów, gdy zajdzie potrzeba,
po mojej śmierci.


Poruszające wyznanie Papieża to tylko dramatyczna chwila, jeden punkt zarysowanego obrazu. To tylko – przez nagle objawioną prywatność – nagłe zanurzenie się w cieniu. Ale już za chwilę słyszymy wypowiedziane silnym głosem zwieńczenie rozważania o Sądzie, o tej przestrzeni pomiędzy Dniem Stworzenia i Dniem Sądu. Słyszymy pełne nadziei wołanie:

Ty, który wszystko przenikasz – wskaż!
On wskaże...


Tak jak poprzednio – wykrzyknik jest znakiem tonacji tej modlitwy i tej medytacji. Nie kończy się ponownym wejściem w cień, lecz światłem i wiarą w Tego, który wskaże.
Wreszcie trzeci obraz, trzecia wizja „Tryptyku rzymskiego” – „Wzgórze w krainie Moria” – jest poetycką opowieścią o Abrahamie. Ta część jest najbardziej klasycznym wierszem, mającą swój wewnętrzny rytm narracją, która zmierza do punktu kulminacyjnego:

Bo Bóg Abrahamowi objawił,
czym jest dla ojca ofiara własnego syna 
– śmierć ofiarna.
O Abrahamie – tak bowiem Bóg umiłował świat,
że Syna swojego dał, aby każdy kto 
w Niego uwierzył,
miał żywot wieczny.


3. Lektura „Tryptyku rzymskiego” to wielkie przeżycie. To wzruszenie nie tylko znakomitą i skupioną poezją. To również wzruszenie faktem, że w pewnym momencie życia, w przededniu ćwierćwiecza pontyfikatu Papież wraca do poezji jako formy przekazania nam swych myśli, swej wiary i ujawnia nam fragment obszaru swego wewnętrznego świata.
Ktoś kiedyś spytał Brata Alberta, czy zajmując się biednymi ma choć trochę czasu na malowanie. Brat Albert miał odpowiedzieć: może i miałbym ochotę pomalować, ale co by pomyśleli moi biedacy, gdyby uchyliwszy drzwi do mojej celi zobaczyli, że maluję. Przecież to zajęcie w ich przekonaniu dla lekkoduchów. 
Nie wiem, czy ta rozmowa była faktem, czy jest rozczulającym apokryfem. Można by i dzisiaj powiedzieć: jak to jest, że tak intensywnie pracujący Papież ma czas na pisanie wierszy. A przecież tak, jak bez wnikliwego, zainspirowanego malarstwem patrzenia na świat i ludzi być może nie byłoby Brata Alberta, który poprzez sztukę dotarł do ludzkiej biedy, tak być może bez aktora i poety, robotnika w Solvayu nie byłoby powołania i tej przedziwnej drogi życia Karola Wojtyły. Drogi, w której jest czas na pisanie wierszy, a dzięki nim światło i sens pontyfikatu Jana Pawła nabierają tak niespodziewanego wyrazu.
Dla mnie „Tryptyk rzymski” jest fragmentem innego tryptyku. Jego część pierwsza to homilia wygłoszona 8 kwietnia 1994 roku podczas Mszy świętej z okazji odsłonięcia odrestaurowanych fresków Michała Anioła. Część druga to List Ojca Świętego do artystów, sygnowany 4 kwietnia 1999, w Niedzielę Wielkanocną. Zwieńczenie – to napisany jesienią 2002 roku „Tryptyk rzymski”.
W homilii poświęconej prawie w całości Michałowi Aniołowi Jan Paweł II omawia freski w Sykstynie w sposób zaskakująco odkrywczy. „Może tutaj mamy do czynienia z jakimś artystycznym zuchwalstwem?” – pyta Papież omawiając formę fresków, postaci zbawionych i potępionych, zalęknioną Matkę Bożą i atletycznego Boga-Człowieka i Sędziego w centrum Sądu Ostatecznego. Kiedy czytałem ten tekst zaraz po zobaczeniu fresków po ich odczyszczeniu, kiedy zobaczyłem ich siłę, biele, jasne zielenie, ostre oranże i głębokie brązy – uświadomiłem sobie skalę zaskoczenia, jakie przeżywali współcześni patrząc na dzieło Michała Anioła.
Pisał o swej pracy nad Sykstyną w jednym z sonetów:

Mam już od znoju wole, jak od wody
Mają je koty w lombardzkiej dolinie,
Czy w jakiejkolwiek gdzieś innej krainie,
I brzuch mi gwałtem zbliża się do brody.
............
A z pędzla kropel deszcz na twarz mi płynie,
Mozajkę czyniąc mi z niej, pstrej urody.


W homilii z Sykstyny, ale i w „Liście do artystów”, wreszcie w „Tryptyku” – jest coś szczególnie doniosłego i ważnego: wszystkie one pisane są z najgłębszą wiedzą i świadomością doświadczenia procesu twórczego. Aby tak dużo zobaczyć – trzeba wiedzieć, jak to się dzieje, że powstaje obraz. Trzeba po prostu wiedzieć, jak pisze się wiersz, jak się skreśla, poprawia, a nawet niszczy i wyrzuca już zapisaną kartkę papieru. 
„Tak więc historia sztuki nie jest tylko historią dzieł, ale również historią ludzi” – pisze Jan Paweł w „Liście do artystów”. Ale i tutaj wraca do Sykstyny:
„...pisząc do was z Pałacu Apostolskiego – który... jest swoistą skarbnicą arcydzieł – pragnę stać się głosem wielkich artystów, którzy tutaj ujawnili bogactwo swojego geniuszu. Stąd przemawia do nas Michał Anioł, który we freskach Sykstyńskiej Kaplicy zawarł cały dramat i misterium świata, od stworzenia po Sąd Ostateczny, ukazując oblicze Boga Ojca, Chrystusa Sędziego oraz człowieka przemierzającego trudną drogę od początku do kresu dziejów”.
Gdyby autorem tych tekstów był wyrafinowany esteta, nie znalazłyby się tam słowa: „Nawet wówczas, gdy artysta zanurza się w najmroczniejszych otchłaniach duszy lub opisuje najbardziej wstrząsające przejawy zła, staje się... wyrazicielem powszechnego oczekiwania na odkupienie”.
Słowa te napisał człowiek, który był wiejskim wikarym, skupionym spowiednikiem, duszpasterzem studentów, uczonych i twórców, który pewnego dnia stał się Piotrem naszego czasu, który łączy w doświadczeniu kapłana i poety wielką pokorę, ale i wiarę i niezłomne przekonanie o Bożym Miłosierdziu.
W prawym górnym rogu rękopisów „Tryptyku” czytamy drobnym pismem napisane słowa: Totus Tuus ego sum. Na tym właśnie polega siła tego Człowieka, na tym polega niezwykłość wierszy, w których na kilkunastu stronach zawarta jest taka moc światła, tak przejmująca pewność wiary.
A może na takie właśnie wyznanie czeka dziś pogrążony w zamęcie świat?

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Nr 10 (2800), 9 marca 2003

do góry

 

© 2000 Tygodnik Powszechny
Szczegółowe informacje o Redakcji; e-mail: redakcja@tygodnik.com.pl