„Ordynacka” i „Smolna”: dwie twarze Sojuszu Lewicy Demokratycznej


Razem w życiu jest łatwiej

Tomasz Potkaj



Prezydent i premier przywołali SLD do porządku. „Jeśli ktokolwiek z grona pałacowego albo rządowego wykona cokolwiek przeciwko przyjaciołom z drugiej strony, zostanie wyeliminowany” (można mieć nadzieję, że tylko politycznie) – głosiła depesza PAP informująca o ubiegłotygodniowym spotkaniu klubu SLD oraz ministrów (rządowych i z kancelarii Aleksandra Kwaśniewskiego) w Pałacu Prezydenckim. Mówiąc wprost: panowie ze Smolnej (ZSMP) i panowie z Ordynackiej (ZSP) – koniec pyskówek! 


Po Warszawie krąży taki dowcip: „Jaka jest najbardziej prestiżowa ulica stolicy? Ordynacka!”. W gruncie rzeczy chodzi o jeden adres: Ordynacką 9. Za PRL mieściła się tu siedziba Zarządu Głównego Zrzeszenie Studentów Polskich, potem Socjalistyczny Związek Studentów Polskich, potem znów ZSP. Dziś mieści się tu siedziba stowarzyszenia, które nazwę wzięło od nazwy ulicy. Wśród około 5 tysięcy jego członków, których łączy drobny, zdawałoby się, biograficzny szczegół: działalność w organizacji studenckiej, jest prezydent (posiadacz legitymacji numer 1) i kilkadziesiąt osób zajmujących najpoważniejsze stanowiska w polityce, biznesie i mediach. To na bazie tej organizacji prezydent chciał (chce?) zbudować nową formację polityczną. 
Ale prestiż nie zawsze oznacza władzę. Od czasu, kiedy Leszek Miller objął funkcję prezesa rady ministrów, trwa pochód do władzy ludzi wywodzących się z Związku Socjalistycznej Młodzieży Polskiej. Dla postronnych obserwatorów to niewielka różnica, ale z wewnątrz wygląda to całkiem inaczej: inna mentalność, inna tradycja, inne metody działania, inne wartości i, przede wszystkim, inny notes z telefonami. Istniejący do dziś ZSMP (organizacja liczy ok. 40 tys. członków) siedzibę ma, jak za komunizmu, na ulicy Smolnej. To tam, mając z okna widok na budynek KC, polityczne szlify zdobywali najbliżsi dziś współpracownicy Millera: Jerzy Szmajdziński, Krzysztof Janik, Jerzy Jaskiernia, Lech Nikolski, Marek Dyduch, Zbigniew Sobotka oraz, jako wyjątek od reguły, najbliższy współpracownik Aleksandra Kwaśniewskiego, Marek Ungier. 

Działacze studenccy i działacze młodzieżowi
Choć byli działacze ZSMP twierdzą z przekonaniem, że organizacja stanowiła dla nich prawdziwą szkołę polityki, to działacze studenccy działaczy młodzieżowych zawsze traktowali z góry: o sobie mówili „liberałowie”, o tamtych „aparat”. Jednak po 1989 r. to właśnie aparat z ZSMP zorganizował się szybciej i swoje stowarzyszenie (Pokolenia) założył już w roku 1990, podczas gdy ich koledzy, „inteligenci”, byli działacze studenccy, zdecydowali się na to dopiero jesienią 2001. I to pod presją: wtedy, kiedy poczuli się zagrożeni ze strony ludzi Millera, którzy wycinali ich w pień (np. Danutę Waniek, zesłaną do KRRiTV, czy mało aktywną dziś Izabelę Sierakowską). 
Lecz choć Ordynacka trochę się spóźniła, to dziś działa z większym rozmachem. Choć czasy się zmieniły, widok przez okno na Ordynackiej 9 jest taki, jak dawniej. Ale pojawiły się różnice, tkwiące, jak zwykle, w szczegółach: w dobrych latach PRL ZSP zajmowało całą kamienicę, dziś dysponuje tylko jednym piętrem, zaś stowarzyszenie ma dwa małe pokoje i to na samej górze. Pobliska kawiarnia Mazovia, w której przesiadywali studenccy działacze, także podupadła. Aleksander Kwaśniewski musi dobrze pamiętać to miejsce: przy Ordynackiej 9 pracował w latach 1978-80. jako szef pionu kultury ZG SZSP, potem przez dwa lata był redaktorem naczelnym wydawanego przez ZSP (w 1982 r. wrócono do starej nazwy sprzed „zjednoczenia” ZSP, ZMW i ZMS w 1973) młodzieżowego tygodnika ITD. Nic więc dziwnego, że przyjął zaproszenie na rocznicowy zjazd stowarzyszenia w październiku ub. roku w klubie Stodoła, choć tego dnia miał w kalendarzu spotkanie z prezydentami Rosji, Ukrainy i Chile. Kilka miesięcy wcześniej sfotografował się wraz ze wszystkimi żyjącymi przewodniczącymi organizacji, od jej powstania (1950 r.) aż do czasów współczesnych. To zdjęcie, wraz z biogramem prezydenta RP znajdzie się w drugim tomie Leksykonu ZSP – pierwszy wydano przed rokiem.

Towarzysze po imieniu
Niestety, Wiesława Klimczaka nie ma na tym zdjęciu: w latach 60. był tylko jednym z dwóch wiceprzewodniczących, a więc zbyt nisko w hierarchii. Nie zmienia to faktu, że 70-letni dziś prezes stowarzyszenia, a w przeszłości wieloletni pracownik KC PZPR, cieszy się szacunkiem i nawet prezydent zwraca się do niego per „drogi Wiesławie” (skądinąd w tym środowisku wszyscy mówią sobie po imieniu). „To stowarzyszenie powstało z frustracji – mówi – z poczucia, że wielu wartościowych ludzi jest odsuniętych na margines. A my, dawni działacze, powinniśmy się wspierać”. 
Formalnie stowarzyszenie Ordynacka istnieje od maja 2001. Od połowy lat 90. Klimczak prowadził Komisję Historyczną przy ZSP, która dała mu początek. W tworzenie stowarzyszenia zaangażował się Włodzimierz Czarzasty, działacz ZSP w latach 80. Był na większości spotkań oddziałów terenowych. Nadal często tam bywa.
Lista wpływowych członków stowarzyszenia jest długa: Marek Siwiec, Dariusz Szymczycha, Robert Kwiatkowski, Ryszard Kalisz, Włodzimierz Czarzasty, Danuta Waniek, Marek Belka, Wiesław Kaczmarek, Sławomir Cytrycki (minister skarbu), Józef Oleksy, Włodzimierz Cimoszewicz, Stanisław Ciosek, Krystyna Łybacka, Marek Wagner, Jerzy Hausner. Mówią, że łączy ich podobna mentalność i droga życiowa: intelektualno-towarzyska przygoda i, jak przyznają z całkowitą powagą, wielka szkoła demokracji. Oleksy twierdzi, że w SZSP nauczył się „umiejętności kierowania grupami ludzi, zdolności do polemiki i argumentowania oraz krytycyzmu do rzeczywistości”. Zdaniem Waniek „ZSP uczył swych członków tolerancji, wyrabiał szacunek dla pluralizmu, i demokratycznych procedur”. Stanisław Ciosek mówi po prostu: – Organizacji zawdzięczam wszystko (prócz żony i dzieci), co osiągnąłem w życiu. 
Choć w otoczeniu premiera, z kilkoma wyjątkami, przeważają ludzie związani ze Smolną (ludzie z ZSMP-owską przeszłością zajmują też większość stanowisk wojewodów), Klimczak nie widzi powodów do narzekań, choć oczywiście sytuacja, kiedy Ordynacka rządziła Polską (od 1993 r. środowisko „wydało” dwóch premierów i większość ich ministrów, od 1995 roku do stanu posiadania dołączył prezydent) jest już przeszłością. Ludzie Ordynackiej kierują jednak dużymi spółkami skarbu państwa: Orlenem, KGHM i Pocztą Polską. Są też widoczni „w terenie”: w zarządach i radach nadzorczych (Zygmunt Kwiatkowski w puławskich Azotach, Włodzimierz Kotwas w porcie Szczecin-Świnoujście), a za sprawą zabiegów Włodzimierza Czarzastego szczególnie silnie obecni są w regionalnych mediach publicznych (w rozgłośniach regionalnych PR Poznań – Marian Podjacki, PR Kraków – Janusz Andrzejowski, PR Katowice – Wiesław Rola). Kierujący bydgoskim oddziałem stowarzyszenia Ryszard Ziętek jest na przykład dyrektorem kujawsko-pomorskiej kasy chorych. Ale największy sukces stowarzyszenie odniosło w Toruniu, gdzie wystawiony przez nie (a zwalczany przez SLD!) kandydat, Michał Zaleski, w latach 70. wiceprzewodniczący miejscowego ZSP, przez 16 lat prezes Młodzieżowej Spółdzielni Mieszkaniowej i radny, został prezydentem miasta. 

Spór o przyszłość 
Spór o to, czym w przyszłości ma być stowarzyszenie, toczy się od początku jego powstania. Przez jakiś czas głośno było o Ordynackiej jako zalążku nowej partii politycznej – ostatnio jednak o tym ciszej. Leszek Miller na spotkaniu z kręgiem Ordynackiej (zorganizowano je przed rokiem, by pokazać, że nie ma żadnego konfliktu ze Smolną) uznał pomysł tworzenia konkurencyjnej dla SLD partii na bazie Ordynackiej za mało realny i wezwał oba środowiska do „szlachetnej rywalizacji”. Na razie więc stowarzyszenie jest „porozumieniem ponad podziałami”: ok. 20 procent jego członków związanych jest z ugrupowaniami prawicowymi. Tak jest w przypadku warszawskiego radnego Karola Karskiego, i, na przykład, Ryszarda Bendera, w przeszłości działacza ZSP na KUL, dziś związanego z Radiem Maryja. – Zawsze mnie odwiedza, kiedy jest w Warszawie – cieszy się Klimczak.
Członkowie stowarzyszenia są wzajemnie lojalni i wspierają się w potrzebie. Andrzej Barcikowski, obecny szef Agencji Bezpieczeństwa Wewnętrznego, wcześniej pracował w wydawnictwie Muza, której współwłaścicielem jest Włodzimierz Czarzasty. Marek Siwiec wprowadził do KRRiTV Roberta Kwiatkowskiego, który trafił potem stamtąd na fotel prezesa TVP. Włodzimierz Czarzasty otrzymał prezydencką nominację do KRRiTV w momencie, kiedy minister skarbu Emil Wąsacz z Akcji Wyborczej Solidarność odwołał go z Rady Nadzorczej Polskiego Radia. Przykłady można mnożyć. „Staramy się trzymać razem, bo razem w życiu jest łatwiej. Chcę pracować z ludźmi z ZSP, bo wiem, że są pracowici i nie zawiodą” – tłumaczył fenomen pokoleniowej wspólnoty Czarzasty. Ten styl działania, pragmatyzm, umiejętność „rozprowadzania swoich” ludzi i przyjaźnie zawiązane w czasach działalności w organizacji studenckiej przetrwały. Piotr Gadzinowski, działacz ZSP-owski, dziennikarz tygodnika NIE i poseł, ów styl działania określił w jednej z wypowiedzi jako „sitwiarstwo”. 

Przeszłość łączy albo dzieli
Ciekawe przy tym, że opozycyjne w PRL Niezależne Zrzeszenie Studentów (tak pierwsze, z lat 1980-81, jak drugie, z lat 1987-90) jakoś nie organizuje częstych rocznicowych spotkań. Nikt też nie pomaga wspinać się kolegom z NZS po szczeblach kariery: przynależność do jednej organizacji nie otwiera żadnych drzwi, a dawni działacze są dziś często politycznie na odległych biegunach (np. Mariusz Kamiński z Ligi Republikańskiej i Katarzyna Piekarska z SLD działali w NZS na Uniwersytecie Warszawskim w tym samym czasie, pod koniec lat 80.). Dlaczego tak się stało? 
– W pewnym momencie dawni koledzy pokłócili się: najpierw o wojnę na górze, potem o lustrację – analizuje socjolog, prof. Edmund Wnuk-Lipiński. – Przeszłość, która dla działaczy z Ordynackiej była spoiwem, przestała ich łączyć. Okazało się, że po tej stronie zupełnie nie ma miejsca na tego typu struktury, tym bardziej, że używanie argumentów kombatanckich bywało w „Solidarności” źle widziane. Tymczasem dla środowiska Ordynackiej, które nie przeszło przez podobne konflikty, przynależność do aktywu stałą się ich identyfikacją. Dzięki tej identyfikacji tworzą taki elitarny klub. W tym klubie oczywiście w sensie demograficznym spotykają się różne generacje. Ale w sensie społecznym Ordynacka to z całą pewnością jedno pokolenie. 
– Jesteśmy mniej liczni, bo byliśmy opozycją i po prostu było nas mniej – mówi Jacek Merkel związany ze środowiskiem gdańskich liberałów, od kilku lat nie angażujący się bezpośrednio w działalność polityczną. – Ale jesteśmy wystarczająco silni, by w momentach trudnych być zdolnymi do zbornego działania. Przejawem funkcjonowania naszego środowiska jest choćby wydawanie od 1983 r. „Przeglądu Politycznego”. Ludziom z Ordynackiej trudno odmówić kompetencji, ale ludzie kompetentni w naszym środowisku też nie narzekają na swoją pozycję zawodową. 
Wpływowy do niedawna polityk prawicy komentuje samokrytycznie: – Słabości środowisk prawicowych od lat są takie same. Większość z nas jest zarozumiała, przekonana o swojej nadzwyczajnej wartości i kompletnie nie nadaje się do pracy w zespole. Ale chęć wejścia w środowiska, w których podejmowane są decyzje gospodarcze i biznesowe jest wielka. Tyle że politycy prawicowi nie umieją robić tego tak skutecznie i profesjonalnie, jak „czerwoni”. 

Po pierwsze: interesy
– Podział na Ordynacką i Smolną jest uproszczeniem – uważa zajmująca się strukturami i mechanizmami władzy prof. Jadwiga Staniszkis – W SLD nie podziały towarzyskie są ważne, ale głębokie interesy na styku gospodarki i polityki. 
– Wydawanie dwumiesięcznika, powstanie funduszu stypendialnego, uzyskanie statusu organizacji dobra publicznego, wydanie drugiego tomu leksykonu ludzi ZSP – Wiesław Klimczak wylicza najważniejsze plany działania na ten rok. – Proszę nas nie demonizować – dodaje. – Jesteśmy naprawdę tylko stowarzyszeniem ludzi o podobnych biografiach.

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Nr 10 (2800), 9 marca 2003

do góry

 

© 2000 Tygodnik Powszechny
Szczegółowe informacje o Redakcji; e-mail: redakcja@tygodnik.com.pl