Otwarte listy


Do Wojciecha Wierciocha

JACEK PODSIADŁO




H erbert, Tischner, Kapuściński, Błoński, Michnik, Kobyliński, Penderecki, Olechowski, Stuhr, Świetlicki, Tym, Polkowski... Co łączy wyżej wymienionych? Czy podpisali jakiś Apel Wawelski? Nie! Wszyscy oni wyrazili „pozytywną opinię o twórczości Wierciocha”. Tak przynajmniej głosi długa (80 nazwisk!) lista na okładce przesłanej mi przez Pana książki.
Wie Pan, mnie różne rzeczy przysyłają, odkąd podaję swój adres w gazecie. Podaję go, żeby Czytelnicy moich felietoników mogli odnieść się do nich, jeśli najdzie ich ochota. Tymczasem otrzymuję dużą ilość twórczości poetyckiej, o którą nie prosiłem. Dużo zaproszeń na nieinteresujące spotkania autorskie, wernisaże i wystawy w różnych dalekich miastach. A właśnie, polska sztuka współczesna strasznie pragnie, żebym na nią popatrzył. Najgorsi są ci z Galerii Foksal w Warszawie i z BWA w Zielonej Górze, bo wysyłają te zaproszenia nawet nie na mój adres, ale do redakcji „Tygodnika”. Wydają 1,20 zł na znaczek. Potem Polskie Koleje Państwowe wiozą takie zaproszenie do Krakowa. Tam listonosz dźwiga je przez miasto. Potem Kasia w redakcji wkłada je do osobnej koperty za 10 gr, nakleja kolejny znaczek za 1,20 zł i adresuje do mnie. Dźwiga je do skrzynki. Potem Polskie Koleje Państwowe wiozą zaproszenie do mojego miasta. O. nad O., gdyby kto nie pamiętał, wojewódzkiego. Tu trudzi się kolejna listonoszka. A wszystko po to, żebym otrzymał zaproszenie, z którego na bank nie skorzystam; nigdy żem nie dał nawet cienia nadziei, że skorzystam. Mieszkam w O., a galerie daleko: niektóre aż w stolicy. A jeszcze anonimowe dewoty z Częstochowy przysyłają mi kolorowe plakaty z fotografią płodu rozerwanego skrobanką. W ogóle nie biorą pod uwagę, że chadzam na pocztę z synem, a on lubi zaglądać, co mi tam przysłali. A teraz Pan przysłał mi swoją książkę. Pięknie wydana. 450 stron sporego formatu, z czego połowa to aforyzmy. Waży chyba niewiele mniej niż kilo. A z poczty do domu ponad kilometr!
Z początku pomyślałem: interesujące. Oto pierwszy od mniej więcej Dantego autor, w którego ocenie zgodni są Herbert i Żukrowski, ks. Twardowski i Koźniewski, ba, Demarczyk i Niemen (też są na liście)! Kiedy jednak zajrzałem do rozdziału „Recenzje” w Pańskiej książce, zamiast Herberta, Błońskiego i Dedeciusa znalazłem trzy recenzje autorstwa Emila Bieli i po jednej Damiana Wiśniewskiego, Stanisława Śliwińskiego, Jarosława Burgieła i Stanisława Chyczyńskiego. Zajrzałem też do Pańskiej twórczości. Pewnie mi Pan nie uwierzy, ale jest Pan czystej wody grafomanem. Pisząc o tym tak bezpośrednio nie doznaję jakiejś szczególnej satysfakcji. Grafomanów staram się nie piętnować i chyba nawet rozumiem: poczuje w sobie człowiek tajemniczy powiew natchnienia, weźmie go za powołanie, potem trafi na swojego Emila Bielę i już, przepadł. W gruncie rzeczy mania pisania jest schorzeniem niemal szlachetnym. Ale Pan jest przypadkiem z kilku powodów szczególnym. Z autoprezentacyjnej naklejeczki na kopercie wynika, że jest Pan stomatologiem i prezesem Stowarzyszenia Aforystów Polskich, zatem pełni Pan ważne i wymagające odpowiedzialności funkcje. Zawsze w takich razach istnieje ryzyko ich przemieszania i – proszę mi wybaczyć – nadużyć; mam nadzieję, że wobec swych pacjentów nie stosuje Pan znieczulenia aforyzmem. Ponadto na tejże samej naklejce znalazłem tajemnicze hasło „PROSZĘ O GŁOS”, a ponieważ akurat gotowałem wodę na herbatę, skłoniło mnie to – co za brzydka cecha, ta moja dociekliwość! – do odklejenia naklejki nad parą. Z rewersu dowiedziałem się, że pcha się Pan do władzy („TERAZ WOJCIECH WIERCIOCH POSŁEM RP!!!”), a takich jak Pan szczególnie należy powstrzymywać. Wreszcie, last but not least, w dedykacji (podaniu?) zachęca mnie Pan „do napisania CZEGOŚ – GDZIEŚ” o swojej książce, zatem proszę bardzo.
Żeby nie być gołosłownym w swej ocenie przypomnę kilka zdań, jakie wyszły spod Pana pióra. Z aforyzmów: „Gdy chcesz zapłodnić kurę, nie możesz udawać orła”. „Nie bądźmy kastrującymi generalizacjami i redukcjami. Rozkrzewiajmy się gorejącym krzewem logosu w gaju Heraklita, ogrodzie skłębionych znaczeń”. „Chcę odejść w memetyczne tło – i stać się kontekstem dla wszystkich wydarzeń kulturalnych XXI wieku”. „Nie chcę sławy – bo będę sławny po śmierci”. „Świat kręci się wokół majtek i jarmułki”. „Autostradą samotności jadę do ciebie. Ale roztrzaskam się na ślubnej obrączce: wtopię się w nią brylantem aforyzmu”. „Kobieta jest jak gnój: sprzyja wegetacji kolejnych plantacji”. „Rozsądek – jak koń i kobieta – leży między ostrogami a cuglami”. Z felietonów: „Skupianie całej uwagi na sobie przypomina skupianie promieni słonecznych przy pomocy lupy. Efektem może być oparzenie... i ból, smutek, alienacja” („Egocentryzm”). „Słowo ma naturę dwojaką, jest jak pszczoła: posiada miód i żądło” („Słowo”). „W wielu publikacjach autorzy starają się dostrzegać mądrość tam, gdzie jej nie ma: np. z niezwykłym szacunkiem zgłębiają »filozofię« graffiti, jednocześnie ignorując aforystykę” („Obłuda”). Publikując kolejne książki (już Pan zapowiada „Księgę paradoksów”, „Dzienniki” i „Myśl polityczną Stefana Kisielewskiego”), proszę informować na ich okładkach, że ja wyraziłem się o twórczości Wierciocha źle, dobrze?











 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Nr 10 (2800), 9 marca 2003

do góry

 

© 2000 Tygodnik Powszechny
Szczegółowe informacje o Redakcji; e-mail: redakcja@tygodnik.com.pl