Internetowe rekolekcje wielkopostne (1)


Tęcza

Ks. Wacław Oszajca SJ



Tegoroczne rekolekcje wielkopostne prowadzą na naszych łamach księża jezuici we współpracy z serwisem internetowym www.opoka.org.pl. Kolejne odcinki rozważań będą poświęcone siedmiu grzechom głównym. Zapraszamy na stronę www.opoka.org.pl, gdzie internauci będą mieli możliwość komentowania tekstów nauk i przesyłania pytań do autorów, które wraz z odpowiedziami będą publikowane w serwisie (istnieje też możliwość osobistej korespondencji, tylko pomiędzy autorem a pytającym).


A kiedy pościcie, nie udawajcie smutnych jak obłudnicy. Oni szpecą twarze, aby pokazać ludziom, że poszczą. (...) A ty gdy pościsz, wonnym olejkiem pokrop głowę i umyj twarz, aby było widać, że nie dla ludzi pościsz, ale dla twego Ojca, który jest ukryty.”

(Mt 6,16–17)

Idzie wiosna. Dni coraz dłuższe, coraz więcej światła. Lada chwila zniknie śnieg. Rozkwitną przebiśniegi, ciemierniki, rannik, a za nimi cała reszta ziół, traw, krzewów i wreszcie drzewa. Tymczasem na nasze głowy sypie się popiół, a zieleń szat liturgicznych ustępuje miejsca fioletom. Przez najbliższe czterdzieści dni nie usłyszymy ani Gloria, ani Alleluja. Ich miejsce, aż do Wielkiego Tygodnia, zajmą Gorzkie Żale i Droga Krzyżowa. A tego i owego dopadną odwieczne dylematy związane z „wielkopostną dietą”, tzn. wstrzemięźliwością od pokarmów mięsnych, i z udziałem w zabawach.
Skoro mamy rozważać krwawą mękę i gorzką śmierć Pana Jezusa, to oczywiście nastrój powagi jest jak najbardziej na miejscu. Owszem, ale jest jedno ale. Przecież ten, któremu współczujemy, cierpi z naszego powodu. Z mojego powodu. Nie od rzeczy będzie w tym miejscu przypomnieć porzekadło o krokodylich łzach.



A szedł za Nim wielki tłum ludu, a zwłaszcza kobiet, które płakały i zawodziły nad Nim. Jezus obróciwszy się do nich, powiedział: – Nie płaczcie nade Mną, płaczcie raczej nad sobą i nad swoimi dziećmi.

(J 23,28)


To nie jacyś grzesznicy, nawet nie ci, których takimi chcielibyśmy widzieć, wydali i wykonali na Jezusie wyrok śmierci, ale ja. Proces Jezusa trwa. W mniejszym lub większym stopniu, wciąż, każdego dnia, skazujemy Jezusa na nieistnienie. Przecież Jezus żyje tutaj, gdzie i my żyjemy. Zmienił się, co prawda, sposób Jego życia, ale nie On. On jest tym samym, którym był dwa tysiące lat temu, jak też tym samym, którego losy odczytujemy z dziejów, z historii chrześcijaństwa, ale też i cywilizacji przez chrześcijaństwo tworzonej.
Jezus cierpi z naszej ręki, można powiedzieć, podwójnie. Wielu ludziom, pośród których żyjemy, z powodu naszej słabości i grzeszności, Jezus jawi się jako ktoś, kim w najlepszym przypadku nie warto się zajmować. W najgorszym zaś przypadku Jezus może się im jawić jako wróg.



Ojciec dlatego Mnie miłuje, że Ja oddaję moje życie, aby je znowu otrzymać. Nikt mi go nie odbiera, lecz Ja sam oddaję je z własnej woli. W mojej mocy jest oddać życie i w mojej mocy otrzymać je znowu. Taki rozkaz otrzymałem od Ojca.

(J 10,17-18)


Wbrew temu, co na pierwszy rzut oka można by mniemać o śmierci Jezusa, nie była ona smutną koniecznością, ani też poddaniem się sytuacji bez wyjścia. Przeciwnie. Jezus jest Panem śmierci. Przyjmuje ją, zbawia, przemienia, przeistacza, konsekruje, uświęca. Czyni wyznaniem najczystszej miłości.
W jednym z bułgarskich klasztorów widziałem ikonę, na której Jezus wchodzi na krzyż po drabinie. Tak przedstawiono (napisano) przybicie go do krzyża. Dzięki takiemu przedstawieniu przestaje się liczyć ogrom cierpienia, a zaczyna dochodzić do głosu istota rzeczy. Zaczynamy pojmować, że w chrześcijaństwie w pierwszym rzędzie nie o ból, cierpienie, a nawet grzech chodzi, ale o miłość. To ona sprawia, że śmierć Jezusa, jak też każdego, kto umiera jak on, w tym samym nastawieniu do Boga i do ludzi, zwłaszcza nieprzyjaciół – że taka śmierć jest chwalebna, błogosławiona. Przypominania o tym nigdy dosyć, zwłaszcza wtedy, gdy człowiek zaczyna żyć złudzeniem, iż już, lub za chwilę, pokona śmierć. Taka złudna wiara rodzi lęk, a ten z kolei albo każe nam wszystko wokół pożerać, albo zapaść się w zobojętnienie, a wreszcie cynizm. I tak, uciekając od śmierci, uciekamy od życia.



Pokój wam zostawiam, pokój mój wam daję. Ja daję go wam nie jak świat daje. Niech się nie trwoży serce wasze ani się nie lęka. Słyszeliście, że wam powiedziałem: Odchodzę, ale powrócę do was. Gdybyście miłowali Mnie, cieszylibyście się, że idę do Ojca, bo Ojciec jest większy ode Mnie.

(J 14,27-28)


Patrząc na Kościół i jego dzieje w świetle powyższych słów, możemy powiedzieć, że są one zapisem nieustannego spełniania się Chrystusowej obietnicy. Najlepszymi na to dowodami są odwaga przyznawania się Kościoła do grzechu i prośby o przebaczenie. W ostatnich latach na nowo odkrywamy piękno człowieka. Objawia się ono, owszem, w potędze umysłu, w bezinteresowności i hojności serca, a więc we wszystkim, co tworzymy w dziedzinie kultury. Przede wszystkim jednak dostrzegliśmy na nowo stare piękno ludzkiej twarzy proszącej o wybaczenie. Ta prośba świadczy bowiem nie tylko o naszym odwróceniu się od zła, ale o nawróceniu, czyli zwróceniu się ku dobru. Ta zmiana perspektywy, sposobu patrzenia na rzeczywistość sprawia, że tam, gdzie do niedawna widzieliśmy (a wielu nadal widzi) jedynie zagrożenie, dzisiaj idziemy wierząc, że Bóg Ojciec nas tam posyła. Przestajemy bać się trudu, nie liczymy na łatwe życie. Owszem, wciąż jesteśmy słabi, ale już jesteśmy posłani, a to znaczy, że najbardziej interesuje nas to, co nowe, nieoczekiwane, zaskakujące, a nawet przerażające. Ta gotowość zmierzenia się z rzeczywistością taką, jaka ona jest, sprawia, że jesteśmy, stajemy się ludźmi pokoju.

Wielki Post zaczynamy w fioletach, zakończymy w czerwieni. W takim kolorze będziemy sprawować Liturgię Męki Pańskiej. Skoro tak się składa, że mamy już fiolet i czerwień, tuż przed początkiem postu mieliśmy zieleń, a nad naszymi głowami niebo staje się coraz bardziej niebieskie, można powiedzieć, że kolorem, znakiem, logo Wielkiego Postu jest tęcza. Znak przymierza Boga z Noem i wszystkim innym, co wyszło spod ręki Boga. Mówi o tym Liturgia Słowa pierwszej niedzieli postu. A to znaczy, że rozpoczynamy świętować, rozważać i radować się wiernością Boga, jego nieodwracalną miłością do nas. Wstyd nam i żal, bo odrzuciliśmy i nadal odrzucamy tę łaskę, ale tym bardziej się radujemy, że jest Bóg – ktoś, kto ze wszystkiego, również ze zła, wyprowadza dobro i tą umiejętnością dzieli się z nami. Na tym przecież polega post i pokuta. Na smakowaniu radości.

Ks. Wacław Oszajca SJ (ur. 1947) jest poetą, eseistą, redaktorem naczelnym „Przeglądu Powszechnego”. Wykłada na Papieskim Wydziale Teologicznym „Bobolanum” i na Uniwersytecie Warszawskim. Wydał ok. 20 książek.

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Nr 10 (2800), 9 marca 2003

do góry

 

© 2000 Tygodnik Powszechny
Szczegółowe informacje o Redakcji; e-mail: redakcja@tygodnik.com.pl